Spokojnie niespokojnie

Z ostatnich nowości – przecięłam oponę zahaczając o wystający, ostry, krawężnik. Chwała temu, kto wymyślił mobilną wulkanizację, bo choć Mąż mógł mnie poratować, to jednak nie od razu i na dokładkę po dziecko musiał jechać do szkoły. Przyjechał więc pan z lewarkiem pneumatycznym i w 10 minut temat był załatwiony. Czeka mnie teraz zakup i wymiana opon i tylko nie wiadomo czy na zimowe jeszcze jest sens, czy może od razu w letnie wskoczyć;) Za oknem chłodek, ale gdy słońce zaświeci to już wiosenne klimaty czuję..

Mimo wszystko trwa jeszcze karnawał, rodzice śmigają na imprezę, Mały po balu w pirackim stroju, a i tworzenie karnawałowej maski zaliczone (jak co roku, od pięciu lat)..

My jednak bardziej pracowicie, domowo i szkolnie obecnie żyjemy. U syna kończymy pierwszy semestr, ocena opisowa wystawiona i w sumie już pięć szóstek i jedna piątka na drugi semestr wpadły do dziennika. MK tak nas przyzwyczaił do ładnych ocen, że jak dostanie kiedyś 4 będzie płacz i zgrzytanie zębami;) Ale na razie weekend przed nami, relaks, odstresowanie po pracy, może jakieś kino i snu jak najwięcej. Miłego więc..

Reklama

Z Abbą w tle

Przyjęcie na pokład nowej pracy świętowałam zupełnie niespodziewanie na koncercie Tribute to ABBA, koleżanka zadzwoniła, że mają bilet i czy się wybieram z nią i jej ekipą. Chętnie dołączyłam, bo piosenki Abby bardzo lubię, wzruszają mnie i z rodzicami się kojarzą. Mama nie chciała dołączyć, bo impreza późno, ale i tak pojechałam i posłuchałam w ich imieniu fajnej muzyki.

https://www.youtube.com/watch?v=DEJXUDQF5hs

Show nie było jakieś wystrzałowe, największym minusem okazało się siedzenie na trybunach. Także nie wytrzymałam i musiałam zejść pod scenę, żeby trochę potańczyć i lepiej wszystko widzieć. Na koncertach najbardziej lubię być pod samą sceną, dopiero wtedy czuję, że biorę udział w imprezie i tak też tą zapamiętam:)

W weekend za to najpierw długie odsypianie, gotowanie różności, bo i wątróbki drobiowej z kapustą kiszoną, robinie makaronu z kurczakiem i pomidorami, a na deser muffinek jogurtowych , z poleconego przez dobrą duszkę przepisu. Było też pakowanie dużego prezentu, gdyż w sobotni wieczór mój Tata obchodził swoje okrągłe urodziny. Zapowiedziano kolację i tańce w lokalu, także odświętnie się wystroiliśmy i włączyłam nastawienie taneczne.

Z kretem i z tańcami

W ramach asekuracji do jesiennych przeziębień wcinam ostatnio tran, zagryzam miodem lipowym i popijam herbatą z cytryną. Do tego grejpfruty, pomarańcze, kapusta i ogórki kiszone. Nie łącznie, ale jednak prozdrowotnie. Poszłam też do lekarza po skierowanie na kontrolne badanie krwi, bo dobrze wiedzieć, jak tam się wszystkie parametry mają.

Na weekend nie planowaliśmy niczego szczególnego, Mężuś już wcześniej ogarnął akwarium, byliśmy zakupić nowe rybki, bo niektórym skończył się „termin przydatności” po latach i jakoś się przerzedziło w naszym małym akwenie..

Weekend jednak zaskoczył, jak to ma w zwyczaju, czymś fajnym i pozytywnym. Wzięliśmy się wreszcie za Kopiec Kreta – czekający na wypróbowanie, z ciekawości. Udał się, smakował i śladu już po nim nie ma:) Łapaliśmy słoneczne chwile na spacerach i szpaki, które podchodziły bardzo blisko ludzi.

A w niedzielę rozkręciły się tańce, na które przyciągnęliśmy rodziców. Szczęśliwych, że gdzieś sobie wreszcie potańczyć mogą. I dla mnie to była radość, poskakać z Małym, zatańczyć znów z Mężem, z Tatą. Choć muzycznie nie nasze klimaty do zabawy, to jednak do starych przebojów mam sentyment. Rodzice słuchali w domu bardzo dużo muzyki, większość utworów znałam, lubiłam i cieszyłam się, że oni mogli sobie powspominać i tak spędzić czas. A Mały też zaskoczył, pozując pewnej pani do zdjęcia, rzucając sobie liście nad głową. I polując samemu na jakieś fajne ujęcia. Te poniżej wykonał sam i coś czuję, że jak mamusia, polubił już bardzo to zajęcie:)

Latino i kolorowy zawrót głowy

Te inne klimaty, pomimo braku słońca, przywodziły na myśl Rio de Janeiro i były małą namiastką karnawału. Muzycznie trochę monotonnie, ale szkoła bębnowa samby tak właśnie brzmi.

Za to taniec i stroje pań tańczących kolorowe i kuszące. Sambę zawsze bardzo lubiłam, w mojej przygodzie z tańcem towarzyskim uczyłam się głównie kroków podstawowych i obrotów. Nie było to takie tempo, jak reprezentowali tancerze pod Pomnikiem Trzech Orłów, ale chętnie bym sobie jeszcze, choćby w skromniejszym wydaniu, potańczyła:)

Tymczasem od poniedziałku tańczę w kuchni, przy naszym kapuśniaku, łazankach, naleśnikach ze śliwkowymi powidłami i wśród latania z Małym do szkoły i odbierania go na czas. Po szkole za to jego tańce i dodatkowe zajęcia z angielskiego, które na szczęście bardzo mu się podobają. Zaczyna się też zbieranie kasztanów i szykowanie strojów na różniste wymyślne święta. Dziś na ten przykład Dzień Jabłka – zielone spodnie, czerwona koszulka, niedawno błękitny Dzień Warstwy Ozonowej. Strach się bać, co tam kolejnego nas czeka (chyba Dzień Kredki), ale już przeglądam szafy, czy na pewno mam dla syna ciuchy we wszystkich kolorach świata;) To co, jesień za oknem, a my na kolorowo i tańczymy.

https://www.youtube.com/watch?v=HAiHEQblKeQ

Bal u Rafała

Nowo otwarty Amfiteatr zaczął przyjmować artystów. Chwila wzniosła i zapisana na jego kartach, a dla nas rarytas w postaci dwóch znanych osobowości. Pierwszą był Ralph Kaminski, o którym do niedawna w ogóle nie słyszałam, a który w muzyce alternatywnej zbiera już nagrody (aktywny od 2010r). Postać nietuzinkowa, piosenkarz kontrowersyjny, o czystej barwie głosu, który do popowej, elektronicznej muzyki wprowadza dźwięki kameralne i poetyckie teksty.

W związku z tą wrażliwością i niekiedy nostalgią w utworach, Mężu myślał, że na tym koncercie wynudzi się i zaśnie. Tymczasem zaskoczenie! Bal u Rafała porwał nas jak prawdziwy bal. Było fantastycznie, z energią, tańcem, szczerymi oklaskami i nawet moim wzruszeniem przy utworze „Już nie ma dzikich plaż”. Przy „Kosmicznych energiach” tłum szalał, a kiedy Ralph tak po prostu zszedł sobie w ów tłum ze sceny, emocje sięgały zenitu. To był naprawdę świetny koncert, od samego początku, po same bisy.

Po takich emocjach Dawid Podsiadło już nie brzmiał tak fantastycznie, jak go pamiętam z Męskiego Grania w Poznaniu. W wersji akustycznej, z mandoliną, skrzypcami, fletem i trąbkami zabrakło pazura, który mnie kiedyś porwał i zachwycił.. Na MG jego koncert był najlepszy, tu Ralph wygrał wszystko. Owszem Dawid bardzo sławny, tłumy przy nim, większość zna teksty, a stadiony na jego koncerty wyprzedają się w kilka minut. Ale jednak no nie tym razem. Ani nas nie ruszyło, ani koleżance się nie podobało tak szalenie, jak kiedyś. Oczywiście nie ujmując nic Dawidowi, bo to po prostu nasze odczucia i tylko na tę wersję koncertową. Nadal uważam, że chłopak ma świetne muzycznie utwory, teksty i słuchać będę niezmiennie.

Letnie koncerty

Owszem, Mężu po nas przyjechał, ale to nie oznacza, że trafiliśmy do domu;) Prosto znad jeziora ruszyliśmy do Zosi, stęsknionej za rodzinką i za naszym wspólnym czasem. Choć w sumie dla nas ten czas spokojniejszy i całkowicie relaksacyjny. Dla niej bardziej pracowity kuchennie, a nie przepada zbytnio za gotowaniem. Ale myślę, że w te dwa dni pichci dla nas z sercem, bo wychodzą jej same smakołyki. Tym bardziej, że fasolka już własna z ogródka i ogórki – w smaku nieziemskie!

Sobota rozpoczęła się deszczowo – co akurat ogórkom służy, nam mniej. Postanowiliśmy więc uciec do kina, a że w okolicy nic innego nie grano, prócz Thora i bajki – wybraliśmy Thora Miłość i Grom – co po części było błędem;) Pół filmu z humorem dla nastolatków, drugie pół mroczne, ale jednak głupawka z pierwszej części udzieliła się nam po całości. Na to dzieło należy iść w roześmianym towarzystwie i bez górnolotnych oczekiwań, albo nie iść wcale.

Na powrocie okazało się, że w okolicy grają koncert, co w letnim czasie zdarza się często i nawet za darmo. Nam trafiła się gratka z dawnych lat – Róże Europy i choć dla mnie to zespół jednej piosenki, niektórzy kiedyś bardzo go lubili. Fajnie było usłyszeć „Jedwab” life i w oryginale, tym bardziej, że dopiero co śpiewaliśmy ten utwór przy ognisku, w gitarowym wydaniu..

Po Różach pojechaliśmy po Małego i załapaliśmy się z nim na wieczorne tańce, także dzień zakończył się sympatyczną niespodzianką. W następnym miesiącu czeka nas jeszcze koncert Dawida Podsiadło i Ralpha Kamińskiego, bilety kupione, oczekiwanie mega radosne i niecierpliwe. A co tam u Was grają w ten letni czas?

Na trasę

i powrót do domu. Za oknem przelatujące zielenie i żółte pola rzepaku, jak słońce na ziemi. A w tle muzyka z klimatem lat 80tych i przetańczonej kolonii, gdy mialam lat dziesięć. I uśmiech do Męża i Mały na tylnym siedzeniu. Życie jest piękne, gdy tak mocno się czuje. I miłość i radość, że są oni i że ja Tu jestem.

Efekty specjalne

Lekcje zdalne to śmiech przez łzy. Widok dziecka tańczącego w ramach wf-u przy biurku, czy modlącego się na religii przed ekranem – bezcenny. Ale bezapelacyjnie wygrywa lekcja basenu u syna koleżanki. Crowl na sucho i machanie rękami przy biurku, by nadążyć za rytmem.. I to z efektem specjalnym – widokiem wody i fal na tapecie. Bareja miałby gotowy materiał na kolejną komedię.

U nas dwa dni dobre, jeden z problemami technicznymi (trzy różne spotkania w tym samym łączeniu, czy pogłos w mikrofonie nauczycielki). Do tego godzinny brak prądu i brak internetu od dwóch dni (efekt wymiany modemu, na „lepszy „, przez dostawcę neta). Tu przydaje się zapas gigabajtów w telefonie, do udostępniania dziecku przez hot-spot. Także ze zdalnymi nie do końca, ale plus, że można się wyspać, a w przerwie lekcyjnej potańczyć. Ostatnio próbowaliśmy figur z tego oto filmiku przedstawiającego, jak się zmieniał styl taneczny na przestrzeni lat. Polecam, chłopaki dają radę:)

Szczepienie Młodego za nami. Poszło bardzo dobrze, ból ręki do zniesienia i bez płaczu. Obyło się bez gorączki i żadnych innych efektów ubocznych. Odetchnęłam więc, a skoro ochrona zwiększona toteż spokojniejsza wybrałam się na spotkanie z dziewczynami. We trzy spędziłyśmy fajny czas na pogaduchach, a nasze pociechy w ilości sztuk pięć, na zabawach. I z taką pozytywną energią biorę dziś mopa pod pachę i lecę myć podłogi u rodziców. Żeby choć tak dołożyć się do świątecznego szykowania przestrzeni, na przyjęcie gości. Potem już tylko lepienie drożdżowych pierogów z Mamą i rach ciach, Wigilia..

Książkowe prezenty

Jarmark za nami, stacjonarna szkoła też – od poniedziałku trzy dni lekcji zdalnych i prawie dwa tygodnie wolnego. Ten czas bez problemu będzie można wypełnić czymś fajnym pod warunkiem, że pogoda dopisze i zdrowie. Do fajnych tematów zawsze zaliczam książki, choć czytanie idzie mi ostatnio znacznie wolniej. Zapadam w sen po kilku stronach, a w dzień jakoś trudno znaleźć czas. Zmobilizowała mnie do tego Beatka, przysyłając z Danii książkę w prezencie (dziękuję raz jeszcze:)). Wciągnęłam się po kilku stronach, we wspomnienia muzyczne lat 90’tych. W opowieści o U2, Nirvanie, Madonnie, REM i klimatach nowości wchodzących wtedy na rynek. Jest o modelkach, o problemach sławnych ludzi, też o serialach i filmach. W momencie, gdy opisywane jest tworzenie jakiegoś teledysku, od razu muszę go obejrzeć i posłuchać (np Freedom George’a Michael’a z modelkami z okładki Vogue’a, czy niszowy wtedy REM i „Losing My Religion”), także wzruszeniom i powrotom muzycznym nie ma końca. Czuję, że tę książkę będę czytać (i słuchać) jeszcze dłużej niż inne i dobrze mi z tym:)

A skoro już przy książkach jestem, skorzystaliśmy z dużych obniżek (120 zł taniej za komplet) i kupiliśmy Młodemu prezenty książkowe na przyszłość. Mam nadzieję, że po nie sięgnie i kiedyś z przyjemnością przeczyta. A jeśli nie, to na pewno zrobię to ja, bo na razie „Harry’ego Pottera” i „Opowieści z Narnii” widziałam tylko na ekranie. Dla chłopaka może to być jeszcze fajniejsza lektura, jeśli przypadnie mu styl i tematyka.

Na razie skończyliśmy obie części Plastusia, Nudzimisie i całą serię Muminków. Czytamy kolejny tom Mikołajka, a w kolejce Przygody dziesięciu skarpetek, Najpiękniejsza historia świata i Dzieci z Bullerbyn. W nowym roku planuję polowanie w bibliotece na polecaną przez Ms.Blond serię o małych detektywach, a w międzyczasie Młody trenuje samodzielne składanie liter na czytankach sylabowych z Elementarza, lub z serii Już czytam i Czytam Sam. Miłego czytania więc, jeśli tylko w weekend przedświąteczny znajdzie się na to czas..