Odliczanie

Obżarstwo ma swoje granice. Nawet jeśli w brzuchu jest miejsce, a oczy nadal chcą.. to zdecydowanie jest nią przygryzienie dziąsła między górną i dolną ósemką. I wcale nie z łakomstwa. Tak jakoś. Niefortunnie.

 

Pozostały świąteczny czas u Zosi, ciasta codziennie przed nosem, spacery ku zdrowotności, spotkanie z Natalią i Damianem, smakołyków pełne torby prezentowe.. A tu spuchnięte dziąsło jako ten znak odgórny, że szlaban jedzeniowy wskazany. Szczerze przyznam, że z sił opadam i cierpliwość tracę do tych moich przypadłości. Jak nie kolano, kręgosłup czy zawroty jakoweś, tak teraz buzia się nie domyka (nie od pogaduch, ktore utrudnione). Zgroza dla łasucha i gaduły 😉

 

Poza tym fajnie, przytulnie, dokoła podziwiane dekoracje, zza okien nadal widać biesiadujących.. ale na wieczorne spacery niewielu chętnych. Z racji babcinej opieki nad wnukiem, skoczyliśmy do pobliskiego kina. Bardziej by zmienić otoczenie, bo sam film „Pech to nie grzech”ani humorem ani dobrą fabułą nie grzeszył. Za to randka z Mężem zaliczona i na dokładkę, w kolejnym dniu, wyprzedaże poświąteczne. O dziwo obniżki cen nie takie fikcyjne, dzięki czemu wróciłam z nowym swetrem, ocieplanymi szarymi botkami i beżowo-metalicznym cieniem, ku błyszczącej sylwestrowo powiece.

Sylwester tuż tuż, makijażowe tutoriale na topie, wstępne zaopatrzenie zrobione (oby dziąsło odpuściło, bo pozostanie się upić) i powoli odliczamy do słynnej północy..

 

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! :))

 

 

zegar 2019

Szurał

Ciemność za oknem. 4.30, noc w pełni. Budzi nas krzyk..– Mama, Tata Mikołaj był!

– Naprawdę?

– Noo! Słyszałem jak szulał! 🙂

 

Tak skarbie, był. Ale daj spać. Gdyby nie łagodna perswazja po ciemku  by leciał pod choinkę zaglądać 🙂 Rano ledwo udało się wymusić ubranie i już rozemocjonowane dziecię radośnie rozrywało ozdobne papiery. Radość dziecka jest niesamowita.. szczera, całym sobą i zaraźliwa..

Nic dziwnego, że wigilijny dzień od rana udany. Lepienie pierogów, w ilości sztuk 60, sprzyjało pogaduchom z Mamą, przy Tacie zrobiłam masaż pleców na kanapowej macie. A wieczorem rodzinne spotkanie wśród kolęd, smakołyków i próby zrobienia zdjęcia, na którym wszyscy mają otwarte oczy i są widoczni. Dobry czas, bliski, ciepły i cenniejszy od wszystkich prezentów świata..

 

 

 

świąteczny

Thank God for Christmas

Byłoby fajnie dotrzeć do świątecznego czasu na chodzie, kiedy już Mały prawie z katarów wychodzi, kiedy do ogarnięcia zostało tak niewiele, a planów na wolny czas masa. Ale cóż.. gdy gwizdnie w kręgosłupie przy ścieleniu łóżka, pozostaje zalec, łyknąć przeciwbólową i wysmarować plecy maściami (małowonnymi). Na szczęście pomogło i dziś zakres ruchowy większy. Mimo wszystko plecy muszę oszczędzać, a na najbliższych ćwiczeniach zostanę przy rowerze i orbitreku, żadnych ciężarów i kilogramowego wyciskania.


Chłopaki zrobili mi dziś niespodziankę i nie dość, że dali pospać to jeszcze przynieśli śniadanie do łóżka. Czego chcieć więcej, już poczułam się świątecznie. Od rana światełka na choince rozświetlają pokój, Mężu znika na poszukiwania dodatkowego prezentu. Choć tłumaczę, że dwa komplety bielizny w zupełności zaspokajają obdarowywaną kobietę. Mały szczęśliwy, że ogląda z nami kolejną bajkę, tym razem po autach „Samoloty”. Gdyby nie plecy, byłabym w równie bajkowym nastroju, ale nie ma co narzekać. Cieszę się każdą chwilą, rodziną, bliskimi i mega wiadomością, że u Brata na wiosnę powiększy się rodzina 🙂 


Takich dobrych wiadomości, szczęścia, zdrowia i radości z okazji Świąt i na każdy dzień wszystkim życzę. Niech ten magiczny czas nas zbliża, łączy i przynosi wiele cudnych chwil 🙂

Miłych Świąt Kochani! 

 

 

 

Choina

Wreszcie i my doczekaliśmy się ubranej, kolorowej choinki. Światełka wczoraj dotarły, dodając energii i chęci do przystrajania drzewka. Mały wieszał bombki, podawał ozdoby, kręcił się przy choince z uśmiechem na twarzy (i resztkami kataru). Ta dziecięca radość sprawia, że skrzydła rosną u ramion i przeżywa się świąteczny czas ze zdwojoną siłą 🙂

A że poszło dziecię wreszcie do przedszkola (choć na 1 dzień przed świętami), to mogłam spożytkować energię na ćwiczenia i na pomoc Edycie w transporcie wielkich zakupów i przywiezieniu choinki wraz z doniczką. Do domu za dużo nie kupuję, bo już mam cynk, że i ciasto będzie od rodziców i na wynos też pewnie niejedną potrawę załapiemy. Szczerze powiedziawszy, nie lubię mieć za dużo jedzenia.. bo potem żal gdy coś się zmarnuje, ale jak za pusto w lodówce to też źle. Ponieważ Wigilię spędzamy u rodziców, to za dużo w domu szykować nie muszę. Trochę posprzątać, wstawić pranie i pomyśleć o obiedzie na ten weekend. Chciałam pomóc Mamie, umyć jej podłogi, ogarnąć kurze.. ale w tym roku ma dużo zapału i siły jej dopisują, postanowiła po kawałku sama sprzątać. W danym dniu coś jednego za cel, w kolejnym następne prace. Na szczęście zbuntowała się w temacie mycia okien, bo i tak świąteczna kolacja przy zasłoniętych zasłonach, a takie zimowe mycie nie raz kończyło się katarem.. Zresztą nie przesadzajmy, czyste okna nie są najważniejsze przy wigilijnym, rodzinnym spotkaniu..

 

 

nie przesadzajmy

(foto z fb – pozytywniej.pl)

 

 

Ale na lepienie pierogów na pewno przyjeżdżam. To już tradycja, nasze pogaduchy i tworzenie setki drożdżowych pyszności. U nas bowiem pierogi z kapustą i grzybami smażone są na patelni. Niepowtarzalne.. A wieczorem kolorowy, choinkowy nastrój. Piękny, rozświetlony stroik na ławie. Spokojnie śpiący synek (mam nadzieję) i czas, tylko dla nas..

Katar again

Jeden dzień w przedszkolu i voila.. od wtorku w chałupie siedzenie na doopie. Słów mi brak jakem wnerwiona, bo oczywiście roboty masa, a działalność przy zasmarkanym brzdącu mocno utrudniona. Wszakże zdrowie najważniejsze, więc latam między pralką – Mamą baw się ze mną – próbą gotowania – Mamaą ładnie narysowałem? – ścieleniem łóżek – Maaamą głodnyjestem – i szybkimi spacerami. Bo choć katar i kaszel trwają, to gorączki nie ma i krótkie spacery wskazane. Niby nie ma co narzekać, ale jakoś tak Święta blisko? Dobrze, że Marshall z Psiego patrolu już odebrany, pozostało go zapakować i mikołajowe zamówienie Mełego będzie spełnione. Za to zamówione lampki choinkowe nie dotarły. Choina czeka na zmiłowanie, bombki leżą w kącie, a łańcuchy się gniotą. Jeszcze chwila, a zjemy czekoladowe cukierki, które do bombek miały dołączyć.

 

Sił też trochę brak, bo noce pozarywane. Pobudki o 1,30 tuż po zaśnięciu.. o 2,40 kiedy wydaje się, że pora wstawać. A potem zwlekanie się z wyra przed 9, bo dziecię odsypia przekaszlane noce. Normalnie bajka. Do rodziców też sama pojechałam i na zakupy, innej opcji nie było. Choć, idąc tropem poszukiwania plusów w mniej wesołych sytuacjach, stwierdzam że lepiej teraz się wychorować niż na same Święta. Albo na Sylwestra. Także nie ma tego złego. 

Na pocieszenie wrzucamy wieczorem dobre filmy. Ostatnio „Ocalony”, „Mowgli: Legenda dżungli”, czy „Strzelec” z Wahlbergiem. W kolejce czekają polskie „Plagi Breslau”, „Jak być sobą”, katastroficzny „Żywioł. Deepwater Horizon” i „Narodziny gwiazdy”, na które miałyśmy iść do kina, ale godziny seansów zbyt wczesne, lub zbyt późne, pozostaje więc net. Blubraa już widziała i poleca. Oby tylko synek spał spokojnie..


 


Jarmarki

W piątek pojechałam do rodziców, na pogaduchy, zabawy z dziadkami i by zobaczyć się z nimi częściej niż raz w tygodniu. Potem byłam z Małym na rozpoczęciu jarmarków. Pierwszy raz wychodził po kolacji, więc emocji dużo. Mężu w tym czasie na firmowej wigilii, a my wśród światełek, grającej orkiestry mikołajów, ozdób i masy smakołyków. Na szczęście najedzeni, więc zaoszczędziłam na przejazdy karuzelą. W tym roku ceny wywindowane wysoko, w tamtym 2 zł, w tym 10. Czyżby już poprawka na podwyżkę energii..


Spotkaliśmy się z Hanią, Anią, Sylwią i jej siostrą. Wprawdzie w tłumie i przy jarmarcznym hałasie trudno było pogadać, ale miły i taki wypad. Jak i nasz sobotni do sklepów po wybór prezentu dla mnie. Mąż chciałby zrobić mi niespodziankę, ale jeśli chodzi o bieliznę to zdecydowanie górę muszę przymierzyć. Z tymi rozmiarami tak różnie bywa, że niby człek poda cyfry, a w praktyce okazuje się, że takie same oznaczenia, a jedno za duże, drugie małe. Wybrałam, przymierzyłam i dwa śliczne komplety zasiliły moje skromne bieliźniane entourage. W jednym można się zaprezentować w przebieralni przed ćwiczeniami i nosić na co dzień, drugi tylko i wyłącznie dla mężowych oczu. Przy okazji przebrałam posiadane egzemplarze, uszczupliłam je o te za małe, bądź te rozciągnięte. I zrobiło się w szufladzie luźniej. Podobną akcję muszę przeprowadzić w swetrach i bluzkach z długim rękawem. Niby tyle tego leży, a nosi się kilka sztuk na zmianę. 

 

 

Dzisiejszy dzień pół domowy, z „Autami 3” na ekranie i szykowaniem niedzielnego obiadu. A pół na jarmarku, ku radości dziecięcia. Ludzi dużo, klimat piękny.. tylko śniegu brakowało.

I czyż by nie mogło być tak wszędzie? Muszą być tacy co chcą to zniszczyć? Muszą atakować bezbronnych ludzi? Chciałoby się żyć bez strachu, w spokoju.. Niedawno Berlin, tym razem padło na Strasburg. Straszne i bardzo niepokojące.. Gdy tak człek przechadza się między stoiskami, podziwia ozdoby, chłonie świąteczny nastrój, to nawet mu przez myśl nie przejdzie, że może się stać coś złego w tej bajkowej atmosferze..

 

 

 

a może być tak pięknie

Nieśmiała śmiałość

Dwa przebrania na jeden dzień, biała broda, czapa Mikołaja i jasełkowy strój pastuszka przydały się na bal i na występy. Mały śpiewał kolędy, mówił wiersz i widzę, że już się nie obawia, nie krępuje stanąć przed publicznością. Pewnie do czasu.. Swoją drogą na nastoletnia nieśmiałość jest trudna do zniesienia. Tyle niepewności, chowania się po kątach i rumieńców utrudniających swobodną komunikację. Pamiętam to jak dziś. Przez nieśmiałość nie umiałam o siebie walczyć, nie umiałam wyjść przed szereg. Spocone dłonie, spuszczony wzrok i milczenie. Nie pamiętam kiedy stałam się silniejsza i pewniejsza siebie, ale szkoda że tyle lat to zajęło. Bo teraz żyje się swobodniej, a tamte lęki uważa za bezsensowne. Przejmowanie się opinią ludzi, których i tak nie ma już w pobliżu. Niepewność czy coś się dobrze powiedziało, czy nie palnęło gafy. I to udawanie, że wszystko gra, niczego się nie boję 😉 A bałam się tylu banalnych rzeczy, zupełnie niepotrzebnie..

 

Swoją drogą, występowania przed publicznością nadal nie lubię. Tak nam się wczoraj w tym temacie zgadało z Edytą, bo ona też ma z tym problem. Niektórzy wręcz się garną do występów, my kompletnie nie. Za to garniemy się do ćwiczeń i już przeżywam, że na święta będzie dłuższa przerwa od ruchu. Trzeba będzie zwiększyć ilość spacerów i więcej wychodzić z domu, żeby się przy stole nie zasiedzieć. W dniu powszednim, nawet gdy jestem w domu to za wiele nie siedzę. Dziś pranie, wymiana pościeli, gotowanie obiadu. Może do rodziców podjadę, bo w weekend chcemy zajrzeć na świąteczne kiermasze, które już dziś wieczorem startują. Chcemy poszukać lampek na choinkę i zimowych spodni dla smyka, na szelkach. Idą mrozy i idą Święta.. Za oknem słyszałam dawno zapomniany dźwięk trzepanych dywanów. Porządki, przygotowania, poszukiwania prezentów – jak choćby Marshalla z Psiego patrolu – który rozchodzi się jak świeże bułki. Zdobienie balkonów, domów, firmowe spotkania i.. jemioła, która zawitała do naszego mieszkania, przynosząc całuśny nastrój.. Fajny czas.

 

 

 

 

jemnioła