Zmiany

Mały dostał się do szkoły, na której bardzo nam zależało. Ta nasza jest o wiele mniejsza od drugiej dostępnej. Pierwsze klasy będą tylko dwie i 20 osobowe, a nie jak w molochu 7 klas i jeden wielki chaos organizacyjny. Nie mówiąc o niskim poziomie, dyrektorze, z którym nie idzie się dogadać i od którego uciekają świetni nauczyciele. Choć to akurat plus, bo uciekają do nas. Szkoła ma bardzo dobre opinie, przyjazną świetlicę, opiekę i kadrę. Są też zajęcia dodatkowe, taniec, angielski i organizowane różne bale, czy konkursy. Na dokładkę do tej samej szkoły dostał się sąsiad z góry i drugi z naszego piętra, znany nam od lat syn koleżanki, dziewczynka z którą chodziliśmy na rytmikę i jak się uda, dwóch kumpli z obecnej grupy zerówkowej. Dzięki temu wiem, że Mały nie będzie się czuł wyobcowany, kumpli nie zabraknie, a i start będzie przyjemniejszy.

Ten start jednak i tak mnie trochę stresuje, bo za szybko trzeba doganiać zmieniające się, wraz z rosnącym dzieckiem, realia. I nie chodzi tylko o wyrastanie z ubrań i butów. Dopiero co zaczynaliśmy przedszkole, a tu już trzeba myśleć o wyprawce szkolnej, o kupnie biurka, laptopa (w razie zdalnych lekcji) i reorganizacji całej przestrzeni. Musimy zlikwidować nasze łóżko, przenieść regał z książkami, żeby teraz służył dziecku na jego książki, gry i zabawki. Nam zakupić wygodną kanapę do spania, co najbardziej mnie martwi, bo kręgosłupy bolące i wymagające. Przydałaby się też nowa ława i wymarzony duży stół. A tu i kuchnia woła o remont, korytarz o odświeżenie, a ceny wszystkiego rosną z dnia na dzień. To jest tak rozpędzone, że trzeba by się brać za te wszystkie zmiany już, bo za chwilę możemy nie nastarczyć. Brat miał kiedyś w planach budowę domu, teraz będzie cud, jak uda mu się kupić kawałek działki budowlanej, nawet w ramach przyszłej inwestycji. Nie mówiąc o naszych planach zakupu mieszkania z trzema pokojami, które to plany odeszły w siną dal. Będziemy kombinować na dwóch pokojach, choć tym przestałam się już przejmować. Najważniejsze, żeby dziecko miało swój pokój i warunki do nauki. A my się jakoś pomieścimy, za to będziemy częściej wybywać w plenery, żeby nasycić się przestrzenią i mam nadzieję, tymi wyczekiwanymi podróżami. W końcu przecież ważniejsze „być”, niż „mieć”.

Tryb spacerowy

Nawiązując jeszcze do poprzedniego kreatywnego wpisu podrzucam pomysł na zrobienie WŁASNEJ ZAKŁADKI DO KSIĄŻKI. Motyw przewodni można oczywiście zmienić, zrobić jednorożca, pandę, czy jakąkolwiek postać z bajki. Mały jest dumny ze swojej, teraz książki tylko tą zakładką zaznaczać można i nie ma zmiłuj, na dzisiejszy powrót do przedszkola zabrał swoje dzieło ku prezentacji.

A tymczasem po pracach domowych przyszedł czas na weekendowe spacerowanie, spotkanie z koleżanką i jej wnuczkami, jazdy na rowerze, zwiedzanie nabrzeża i łapanie tych promyków, które łaskawe były zza chmur się wychylić. A łaskawość owa objawiła się i w sobotę, na rodzinnym dreptaniu nad stawami i w niedzielę, jedynie trochę z wietrznym zapleczem nad Odrą..

Zaskoczyło mnie, w obecnym wirusowym czasie, rozkładanie diabelskiego młyna i szykowanie się chyba do letniego szaleństwa z wesołym miasteczkiem. Pojawił się również plan koncertowy na lipiec i sierpień, z Anią Dąbrowską i Kwiatem Jabłoni, których to chętnie bym posłuchała na żywo. Beatka z Danii zakupiła już nawet bilety na sierpniowy koncert Kamp. A mnie tak dziwnie, bo w tym natłoku wieści trudnych i chorobowych, jakoś nie dociera, że faktycznie będą koncerty (?), że da się na wakacje wyjechać (?), że życie poza spacerami i domowym zaciszem może się latem rozkręcić.. Jak to optymistycznie montowane koło..

Rodzinnie

Urodziny Bratanka trafiły na dzień z dobrą pogodą. Taką przy której można poszaleć na placu zabaw, pospacerować w lesie i załapać się na gofry pod gołym niebem. Jedyny minus, że na ten sam pomysł spędzania czasu wpada wówczas pół miasta. Nic dziwnego, każdy już ciepłej wiosny spragniony.

A gdy chłodniej się robi, znów zmykamy w cztery ściany i szukamy pomysłów, jak tu przy dziecku, w kolejnym tygodniu bez przedszkola, nie zwariować. Tym razem padło na wspólne pieczenie babeczek i intensywne dekorowanie ich lukrem z kolorową posypką.

Ku uciesze chłopaków i mej zgryzocie, jak odrobinę zjeść ale żeby w boczki nie poszło;) Co do boczków, to obrany kierunek powoli daje efekty. Dopięłam się ostatnio w spodnie, w które już dawno nie wchodziłam, a w ulubionej koszuli zrobiło się troszkę luźniej. Byle to utrzymać, najlepiej na stałe, dołożyć do tego spacery, trochę ruchu i będzie dobrze. Kiedy zrobi się cieplej, łatwiej będzie umykać od pokus i spędzać jeszcze więcej czasu poza domem.

Tu przy trzech orłach, w wersji mniejszej.

Tęskno

Coś te dobre myśli trudniej utrzymać na dłużej. Kiedyś było tyle powodów do radości, nie mówię, że i teraz nie ma, ale jakoś ich mniej. Nie ma tej swobody w życiu codziennym, spotkaniach z rodziną, w podróżowaniu. Nie ma gdzie się wytańczyć, jak się spotkać na babskim seansie kinowym, wyśpiewać na koncercie. Dziecięcia w domach, pogoda jeszcze średnia na dłuższe wypady w plener. Na dokładkę zamiast maleć, ilości zakażeń rosną. Ciągle za mało szczepionek, ciągle wieści o rekordowych ilościach zgonów. Przedłużone zamknięcia przedszkoli i szkół powodują frustrację u wielu. Mnie wprawdzie nie denerwuje przebywanie całymi dniami z Małym, bo fajny z niego ludzik. W wieku już w miarę spokojnym, pomocnym, a do tego pracowity – od rana biegnie sobie do zadań i robi je z wyprzedzeniem. Niestety dziecko trzeba teraz zabierać ze sobą wszędzie, do tłumnych sklepów – które stały się dla niektórych jedyną atrakcją i miejscem spotkań. Do urzędu, gdzie akurat musiałam się udać w sprawach samochodowych i to autobusem. I gdzie widać było mamy z wózkami, biegające, wynudzone dzieci i rodziców, którym czasem puszczały nerwy. Byłam przekonana, że nie uda się załatwić sprawy od ręki – jakoś zawsze tak się kończyły wizyty w urzędzie. Tymczasem urzędniczka wykazała się litością i machnęła pieczątki tam gdzie trzeba, uwalniając mnie od ponownej wizyty. Został jeszcze urząd skarbowy, ale tu już spróbuję podziałać przez internet. Na wizytę w przychodni jednak Małego ze sobą nie zabiorę i chyba przyjdzie przełożyć termin na kolejny tydzień. Jeśli oczywiście lockdown zakończy się do 18 kwietnia i nie przedłużą go o następny.

Co będzie, to będzie, pozostaje powspominać namiastkę wolności, bez masek w lesie i w ogrodzie u Zosi..

I namiastkę podróży, która teraz stała się jedyną możliwą, z noclegiem i kilkoma dniami poza domem. Widok przed maską samochodu zawsze mnie hipnotyzował. Kiedyś był zapowiedzią nowych miejsc, nowych kadrów czających się za zakrętem. Niespodzianką w górach, nad morzem, czy kolejnym zwiedzanym miastem. Tęskno mi za tym, bardzo. Oby choć weekend był łaskawy pogodowo, by udało się świętowanie urodzin Bratanka chociaż tak – na placu zabaw, wśród zamaskowanej rodziny. Zdrowego i spokojnego życzę..

Dzień dobry

Dwa miesiące temu spotkałam wraz z Małym KAMIEŃ Z PRZESŁANIEM. Niedawno trafiliśmy na kolejny i chciałabym, żeby to przesłanie każdego dnia mogło dotyczyć..

Ostatnie dni zresztą takie były. Wielkanoc spędzona u Zosi, wśród smakołyków świątecznych, ale jedzonych w miarę ostrożnie. Sałatka jarzynowa i bigos to jednak sycące potrawy, a żołądek trochę mniejszy i tyle, co kiedyś, nie zjem. I o to chodzi. Jeśli do tego dołoży się spacery po lesie, dużo powietrza w ogrodzie, święcenie pokarmów przed kościołem, śmigus o poranku w lany poniedziałek i czas z moimi chłopakami, to jest na plus. Jedyny minus to brak świąt spędzonych z całą rodziną, ale mam nadzieję, że kolejne będą już pełne. Może nawet te grudniowe, kiedy rodzice będą po dwóch dawkach szczepień, a może i my się szybciej na szczepienia załapiemy. Trzeba być dobrej myśli..

Dywany

I są. Kwieciste, kolorowe, pachnące. Nasze parkowe dywany krokusowe. Pojechaliśmy podziwiać je dwa razy, przy pogodzie mniej słonecznej i przy tej już całkiem wiosennej, która na dwa dni skusiła wszystkich do wyjścia z domu.

To wyjście stało się wręcz niebezpieczne, bo sceny dantejskie w parku się działy. Tłumy na kocykach, tłumy spacerujących. Dzieci pozbawione szkół i przedszkoli wyległy w plenery, bez masek, z piłkami, paletkami i freesby. Na dokładkę dwie dziewczyny przebrane za kurczaki, z przenośnym głośnikiem zrobiły dla nich show z tańcami i wygibasami. Widok był aż nierzeczywisty, bo z jednej strony oglądane dopiero co wiadomości o 35 tysiącach zarażonych, a z drugiej impreza na całego i bezmaskowa swoboda. Już sobie wyobrażam, co to się latem będzie działo..

Mimo wszystko w krokusy ruszyłam, by nacieszyć nimi oczy i po krótkiej zabawie z piłką zwiewaliśmy w mniej ludne tereny. Nad Odrą też ich trochę wysiano, ale wiatr od wody zniechęcał do dłuższych spacerów.

Za to gdy temperatury podskoczyły do 20 stopni, nie dało się już dziecka w domu utrzymać. Poszliśmy na spacer z hulajnogą, w towarzystwie sąsiadki z synami, potem na pusty plac zabaw z drugą koleżanką i jej dziećmi. A potem przyjechali jeszcze do nas na osiedle rodzice, pograć w piłkę z Małym, by osobiście złożyć życzenia i przekazać wnuczkowi drobiazgi od Zajączka. W Wielkanoc zobaczymy się online, co kompletnie podłamuje moją Mamę, aż do stwierdzenia, że ma gdzieś te wszystkie święta, jest obrażona na los i ogłasza świąteczny strajk.

Gdy po południu wyległa większa ekipa wracaliśmy już na obiad. Te obiady mam teraz lżejsze (dzięki poradom Paulinki) i już zaczynam czuć się swobodniej. Choć jeszcze brakuje mi wprawy i dostosowania się do rad wszystkich, bo niestety na ten przykład makaron razowy u nas nie przejdzie, jak i kompletna rezygnacja z soli. Ale używam jej już mniej i reszta też powoli zaczyna się układać. Myślę, że z wiosną łatwiej będzie o mobilizację do dbania o sylwetkę. Choć jak znam życie, to dopiero po Wielkanocy, z okazji której życzenia jeszcze później pisać będę. Na razie krokusy w pełni i wracam do zajęć z Małym. Nie ma mowy, by odpuścił kolejne prace przy szlaczkach, pisankach i zalecanych zabaw z zającem:)

Bez stresu

Chciałam w weekend zabrać się za te kwiatki, ale na wymianie pościeli, praniu materaca (sodą oczyszczoną) i odżywce do włosów się skończyło. Dziękuję Wam dziewczyny za porady odnośnie włosów reanimacji:) 🌺 Pogoda była w kratkę, więc nie dało się swobodnie spędzić większości czasu poza domem. Ale jakieś chwile w słońcu się trafiły..

Choć nie za długie, bo potem już deszcze i chmury ciemne. A skoro tak, oderwaliśmy się w podróże z Cejrowskim, trochę na Karaiby, potem do Tajlandii. Tak sobie myślę, że raczej w te rejony osobiście nie dotrzemy. Ale i nie ciągnie mnie tak, żebym to przeżywała. Spotkanie z rodzicami i spacer po ich osiedlu też jest cenny. Choć jednak widoki zupełnie inne.. Tym razem te kolejki przed szczepieniami widzieliśmy na oczy własne. I faktycznie zero dystansu, dużo starszych osób blisko siebie, zero reakcji policji, która już chyba nie ma mocy przemawiać innym do rozumu. Cóż.. Miej nas w swojej opiece.

Mały w domu zaopiekowany na czas bez przedszkola, nakupowaliśmy mu książeczek z zagadkami i z kodowaniem. Ma czytanki, a od wczoraj dopomina się już o sprawdzanie strony przedszkola w poszukiwaniu zadań na ten tydzień. Jest bardzo ambitny i lubi mieć zrobione od razu wszystko, co zalecane. Z jednej strony dobra cecha na szkolną przyszłość. Z drugiej mam nadzieję, że nie będzie zbyt nadgorliwy i przesadnie przejmujący się każdym zadaniem. Lepiej żeby się aż tak nie stresował. Już wystarczy, że ma mamę, która wszystkim się przejmuje 😉

Kwiecisty początek

Blokady blokadami, ale na szczęście z domu wychodzić można (jeszcze). Korzystamy więc w weekendy szukając wiosennych okazów. Dużo też okazów pływających w kąpielówkach, w rzece widzieliśmy, a pomiędzy nimi łabędzie jakże romantyczne. Spacery coraz dłuższe, choć to jeszcze niewskazane, kiedy tak wichrem po nosie wieje. Ale dla okazów kwiatowych, warto. Tym bardziej że w plenerach odetchnąć można i uciec od murów i masek.

W domu też bardziej wiosennie, tulipany w wazonach, a storczyki pełne kwiecia. Zakupiłam im nawet odżywkę, żeby wreszcie porządnie się o nie zatroszczyć. I siebie muszę przypilnować, żeby co tydzień kąpiele wodne im robić i nie zapominać..

Nie zapominam też o spacerach w tygodniu, zwłaszcza gdy trafiają się okazje spotkań z dziewczynami. A to na działce, przy podcinaniu rozrośniętego winogrona (po uprzednich naukach z jutuba), a to z wózkiem i świeżo ochrzczonym maluchem. Przy okazji pogaduchy na całego i dużo pozytywnej energii w oczekiwaniu na cieplejszy czas. Na działkę mamy zaproszenie latem, łącznie z basenem, który od roku czeka zwinięty. A z resztą ekipy planujemy widywać się nad jeziorem i kiedy tylko będzie większa swoboda. Ale zanim letnie plany, najpierw trzeba przetrwać lęk o rodziców, którzy dziś po pierwszej dawce astry zet. Z zaleceniem paracetamolu gdyby jakieś niepożądane objawy się pojawiły. Mam jednak nadzieję, że zniosą to dobrze i że od czerwca, po drugiej dawce, będziemy mogli się z nimi wreszcie częściej widywać..

Koniec zimy

Jeszcze na to nie wygląda, ale pierwszy dzień wiosny nadszedł sobie, wbrew wszystkiemu.

I to nic, że spacery z rodzinką w zimowych ubraniach, w szalikach po zęby i wełnianych skarpetach. Krokusy już są. Jeszcze nieśmiałe, trochę przymarznięte ale powoli się rozkręcają.

Tylko my coś się rozkręcić nie możemy, przez te ciągłe, wirusowe blokady..

Pomiędzy

Niby już słońce przebija się na dłużej, ale jeszcze czuć oddech zimy. W zmarzniętych dłoniach, w czapce, którą lepiej mieć o poranku, we mgle i w zamrożonych szybach. I choć u nas nie ma już śniegu, to połączenie bieli z zielenią idealnie oddaje ten klimat..

Mimo iż temperatura nad ranem zerowa, marzą mi się już kwiaty na balkonie. Zakupiłam więc cebulki zimujące w glebie i zamówiliśmy dwie duże, drewniane skrzynie. Żeby wreszcie można było nasypać dużo ziemi, żeby kwiaty miały z czego czerpać i może dłużej się utrzymać. W domu przechowałam dwie mniejsze skrzynki z pelargoniami, rozrosły się niesamowicie i postaram się urwać z nich szczepki, by wypełnić dwie kolejne (tylko w którym miejscu przerywać pelargonie?). Mam też nasiona ziół, ale te nie wiem czy sadzić wiosną na zewnątrz, czy bezpieczniej w kuchni. Sąsiadka z góry miała rok temu na balkonie bazylię, pietruszkę, lubczyk, własne truskawki (myślę o odmianie pnącej, jest siatka przy donicach), pomidory, dużo kwiatów i zieleni. Aż takich warunków nie mamy, ale ile się da, tyle posadzę. A ile wyrośnie, zobaczymy..

Na razie weekendowe spacery, z rodzicami, rodziną brata i nasze osobiste wyprawy. Była propozycja wyjazdu większą ekipą, nad morze. Ale jednak jest za zimno i zbyt wietrznie, żeby cały dzień spędzić na plaży i na spacerach wydmami. Zwłaszcza, że teraz nie ma się gdzie schować, ani przysiąść w jakiejś kawiarni, czy restauracji na obiad. Poczekamy na przyjaźniejszy klimat. I rozgrzejemy się ciepłymi życzeniami na Dzień Kobiet 🙂 Najlepszego dla Wszystkich Pań! 🌺🍀🌺