Facet pełen uroku

Dla mnie taki jest mój Mąż – tym swoim urokiem zaczarował mnie już dawno temu 🙂 Ale i taki tytuł ma komedia, którą wczoraj oglądaliśmy i którą polecam, bo dawno tak się nie śmiałam na filmie.. To komedia o facecie, który ma dar przyciągania szczęścia i ślubu po spotkaniu ze sobą.. Kiedy takie wieści rozchodzą się po babskim świecie, ustawiają się do niego kolejki.. tylko co zrobić, kiedy wreszcie i on się zakochuje i nie chce stracić tej jednej jedynej?


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dobry film nie jest zły, więc na dzisiejszy wieczór zaplanowałam francuską komedię „Przychodzi facet do lekarza” 😉 Na całe szczęście oboje nie jesteśmy hipochondrykami, a wręcz unikamy tabletek idąc w kierunku ziółek przywiezionych z greckich gór czy smarowania skroni amolem. A że śmiech to zdrowie to komedie zalecam rano, wieczór i w południe.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wodecki na Jakubowym

Weekend już prawie za nami..upalny i słoneczny i jak na razie nie zapowiada się żadne ochłodzenie. Akurat wolę jak jest ciepło niż zimno, ale dzisiejsze 33 stopnie to zdecydowanie jak na nasz klimat za dużo 😉 

 

 

 

 

 

 

jakubowy

 

 

 


 

 

W piątek wybrałam się z koleżanką na Jarmark Jakubowy. Świetne miejsce, gdzie można nabyć zdrową żywność, oscypki, pieczone pierogi, pajdę chleba ze smalcem, wyroby ręczne, ceramiczne i biżuterię. Nie mogłam się oprzeć glinianemu ptaszkowi, który ćwierka kiedy wleje się do niego wody – mieliśmy taki kiedy byłam dzieckiem..

 

 

 

 

 

Wodecki band

 

 

 


 

A później zabrzmiał koncert Zbigniewa Wodeckiego – fantastyczny, pełen energii i optymizmu! Do tego prowadzony z niesamowitą charyzmą i ogromną dawką humoru 🙂 Rewelka, naprawdę super koncert, a nie spodziewałam się, że tak dobrze będziemy się przy jego muzyce bawiły.. Szacunek dla artysty 🙂

 

 

 

 

 

Z Wodecki


 


 

Za to prawie całą sobotę spędziliśmy nad wodą, zanurzając się co chwilę w jej zbawiennym, chłodnym nurcie. Ledwie człek doszedł do ręcznika, a już prawie był suchy. Po kolejnej dużej dawce leniuchowania na słońcu jeszcze raz pojechaliśmy na Jarmark, a wieczór spędziliśmy już w domu przy komedii.. W niedzielę obudziłam się z energią do sprzątania i porządkowania. Pomimo upału ruszyliśmy z odkurzaczem i ścierkami, tak by wreszcie powstał błysk w mieszkaniu, a potem to już ledwo ręką czy nogą dało się ruszyć.. Na szczęście na przytulanki zawsze znajdzie się ochota 😉

Ciężarówka

Zaczyna się robić ciężko.. a wszystko przez kręgosłup, któremu coraz trudniej nosić ten ciężarek z przodu 😉

 

 

I miesiąc – jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży..śmiagałam na fitness, jeździłam na rowerze, wędrowałam na bieżni, robiłam skłony, przysiady i formę miałam całkiem całkiem..

 

 

II miesiąc – forma zaczęła spadać, coś wracałam do domu bardziej zmęczona, mniej ćwiczeń wykonywałam, a po prysznicu brało mnie osłabienie, że tylko paść i spać.. o tak, spanie zastąpiło wszelką formę ruchu 😉 Kiedy zrobiłam test, wszystko było już jasne jak słońce, a u lekarza potwierdzili, że nasze Słonko rośnie mi już w brzuchu.

 

 

III miesiąc – chęć spania i osłabienie, które przybierało na sile w pracy, kończąc się bólem podbrzusza dały sygnał do odwrotu z codziennych firmowych obowiązków. Przeszłam na tryb domowy, bezstresowy i relaksacyjny 🙂 wspaniałe uczucie, kiedy nie trzeba zrywać się o świcie, gnać do papierów, ślęczeć na stresujących zebraniach i wykonywać poleceń szefów.. Nareszcie odetchnęłam! Byłoby już w ogóle super, gdyby nie zaczęły się mdłości 😉 Na szczęście bez efektu końcowego, więc dało się to znieść..

 

 

IV miesiąc – samopoczucie zwyżkujące! mdłości przeszły jak ręką odjął, wróciła energia i odeszło spanie, o każdej porze dnia i nocy.. pozostały jedynie pobudki z racji ucisku na pęcherz, ale i to nie trwało stale, do wytrzymania i do odespania kiedy się ma tyle czasu wolnego 🙂 Cieszę się, że to w tym miesiącu wzięliśmy Ślub, bo i brzuszek nie był jeszcze taki duży i siły były na tańcowanie i przeżycie naszego cudownego dnia (i pięknej nocy) z całą radością Zakochanych..

 

 

V miesiącpodróż poślubna wykupiona w czasie, kiedy nie byłam jeszcze w ciąży wisiała na włosku z racji zbliżającego się lotu samolotem, ale po USG i kontroli szpitalnej okazało się, że nie ma żadnych przeciwwskazań bym mogła latać 😉 Majorka, słońce, kąpiele w kryształowym morzu i zwiedzanie doszły do skutku i przyniosły wiele radości – tym więcej, że w tym czasie poczuliśmy pierwsze ruchy naszego Synka i czujemy je do dziś 🙂 A w samolocie czułam się lepiej niż przed ciążą.. Nawet strój kąpielowy jeszcze na mnie pasuje i oby tak zostało do końca sierpnia, bo nie chcę kupować nowego. Potrzebne mi były jedynie szersze i dłuższe koszulki, jedna sukienka ciążowa i poszerzacz z dziurkami (za całe 6 zł sztuka), dzięki któremu mogę nosić wszystkie moje portki i spódnice na guziki

 

 

VI miesiąc aż trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu.. brzucho już dużo większe, przez co plecy zaczynają wyginać się do przodu i pobolewać.. zwłaszcza po dłuższych podróżach samochodem, tańcowaniu na koncertach i siedzeniu w jednej pozycji.. na razie ból umniejsza się po odpoczynku, ale w miarę wzrostu Maleństwa widzę, że będzie coraz ciężej. Dlatego biorę się za ćwiczenia i chociaż 10 minut dziennie chcę poświęcić na wzmacnianie mięśni pleców.. Karimata już czeka, pora ruszać do działania 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Kayah „na” Ogórku

Tak wszystko poustawialiśmy, że się dało. W sobotę od rana brata w auto i z nim nad jezioro do rodziców, po drodze zahaczając o cukiernię – ciasto i bezy. Na świętowanie 40 rocznicy ślubu poszedł szampan i nawet skusiłam się na łyka 😉 w końcu za zdrowie rodziców! Upał był niesamowity, więc resztę dnia spędziliśmy nie wychodząc praktycznie z jeziora i chowając się pod plażowym parasolem.

 

Po grillu ruszyliśmy w trasę do Kalisza Pomorskiego wpadając w dziurę tuż przed samym dojazdem. Poszło chyba coś w tłumiku i z daleka słychać nas było jak traktor. Traktor, nie traktor grunt że dojechaliśmy na Święto Ogórka 🙂

 

 

 

 

 

 

ogóry

 

 

 

 

 

 

Muzyka grała, jarmark, kramy i wioska ogórkowa przyciągały zapachami ogórkowej, kopru, waty cukrowej, gofrów i hot dogów. Niezła mieszanka!

 

 

 

 

 

nietypowe casino

 

 

 

 

 

Do tego darmowe skoki na bungee i równie darmowy słój ogórków kiszonych – to drugie w sam raz dla ciężarówki takiej jak ja. Swoją drogą przed ciążą też uwielbiałam ogórki kiszone! Na miejsce przybyły Sylwia z Anią, Hania, Ula z Tomkiem, Dorota, Katarina z Michałem i dzieciakami więc była nas całkiem spora ekipa. Na topienie i wyławianie beczek z ogórkami nie zdążyliśmy, ale przeszliśmy się nad to słynne jezioro zwane ogórkowym.

 

 

 

 

 

 

jezioro ogórowe

 

 

 

 

 

Później pogaduchy i oczekiwanie na koncert.. Kayah wyszła w kręconych włosach, dżinsach i świetnej błyszczącej bluzce z szerokimi rękawami. Była tak wyluzowana, że śpiewała i tańczyła na boso 🙂

 

 

 

 

 

 

Kayah

 

 

 

 

 

Poleciały jej znane utwory – Supermenka, Testosteron, Na językach i piosenka nagrana z Bregovicem Nie ma, nie ma ciebie i Śpij kochany, śpij.. Fajnie było usłyszeć te kawałki na żywo i zobaczyć tę znaną piosenkarkę..

 

 

 

 

 

 

kayah

 

 

 

 

 

niestety nie zostaliśmy do końca bo czekała nas jeszcze podróż do Marcina rodzinki. Dotarliśmy nocą i tu wzięto nas za motor 😉 Potem przed ukrop panujący za oknem nie mogłam zasnąć do 3 w nocy więc równie upalną niedzielę przetrwałam na pół sennie.. marzyła mi się woda i cień, tymczasem była msza za dziadka, rodzinka obejrzała weselne fotki i nasz album ze ślubnej sesji zdjęciowej. Na obiad znowu był grill, a po lodach na deser zawinęliśmy w trasę do domu. Uff to był ciekawy, ale przez to gorąco trochę męczący weekend…

Basenowo

Upał niesamowity! Te 30 stopni odczuwa się tu jak 50, a słońce przysmaża od samego rana… Żeby nie siedzieć całymi dniami w domu wyrywam się nad wodę kiedy tylko się da, nawet jeśli to jest czas po Męża pracy i niewiele już zostaje do wieczora. Przy tak długich dniach można sobie jednak pozwolić na dłuższe siedzenie w plenerze 🙂

 

 

 

 

 

 

z fontanką

 

 

 


 

W lipcu otwarte zostały baseny na Arkonce, dawnym kąpielisku, które nareszcie zmodernizowano i przystosowano do wakacyjnych szaleństw. Kiedyś śmigaliśmy tam z bratem i rodzicami w każdy letni weekend, potem spędzałam czas ze znajomymi póki nie przerzuciliśmy się na jeziora. Teraz obszerne baseny są odnowione i mają antypoślizgową nawierzchnię, są fontanny, zjeżdżalnie

 

 

 

 

 

 

ślizzzzg

 

 

 

 

 

prysznice, jest miejsce dla skaterów i zaplecze z żarełkiem. Jedynie basen głęboki, sportowy jeszcze nieczynny, za to już są tłumy ludzi. Na razie wejście jest darmowe, ale pewnie jak zrobią opłatę, to trochę mniej będzie chętnych 😉

 

 

 

 

 

 

 baseny

 

 

 

 

 

Tymczasem przed nami weekendowe wyzwanie – chcemy połączyć świętowanie rubinowej rocznicy rodziców, wyprawę na mszę za dziadka i spotkanie rodzinne z oglądaniem zdjęć ślubnych oraz podróżnych, kąpiel w jeziorze i plażowanie, ze świętem ogórkowym i koncertem Kayah 🙂

Dużo tego, a weekend ma tylko dwa dni.. jak na moje potrzeby, co najmniej o dwa za mało.. Miłego!

Wypisz, wymaluj miłość

Jeszcze nie mogę się ogarnąć po podróżach, czeka mnie kolejne pranie, znowu trzeba zacząć gotować zamiast stołować się w restauracji hotelowej czy na mieście – a było tak wygodnie! 🙂 Mój kochany Mąż wrócił już do pracy i też mu niełatwo wbić się znowu w rytm porannych pobudek i codzienności.. A ja siedzę od rana w zdjęciach ślubnych, które nareszcie udało się od wszystkich otrzymać i przebieram, kasuję, szykuję do wysyłek dla znajomych i tak mnie to pochłania, że czasu mało na wpisy wakacyjne. Majorka czeka więc na dogodną chwilę, bo żeby ją opisać i wybrać dobre zdjęcia potrzeba mi więcej czasu..


 

A tu życie i lato szykują kolejne fajne tematy na najbliższe dni.. Wczoraj już wybyłam na babskie kino, film ciekawy, o miłości wbrew chorobie i alkoholizmowi, o potrzebie bliskości i zrozumienia.. Świetne role Juliette Binoche i Clive’a Owena.. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 W Niechorzu dalej trwa Summer Festiwal i z chęcią wybrałabym się na koncert Samanthy Fox i innych gwiazd lat 80’tych, a tu w tym samym czasie Święto Ogórka i koncert Kayah co też kusi 🙂 Do tego zbliża się 40 rocznica ślubu rodziców – podziwiam ich miłość i bliskość, to że uwielbiają spędzać czas razem.. Nawet kiedy tata latem wybiera się na kilka godzin na ryby, to mama za nim tęskni.. Razem na wakacje, na spacery, w weekendy do znajomych na działkę, wspólne wypady nad jezioro i świadomość, że zawsze mogą na siebie liczyć. Fajni są i mam nadzieję, że i my będziemy umieli tak pielęgnować naszą Miłość..

Niechorze i SNAP

napis

 

 

 

 

 

 

Niechorze powitało nas słońcem i upałem 🙂 Dobrze, że trochę wieje dla ochłody, bo nie dałoby się wytrzymać.. morze pełne fal i woda niestety lodowata – nie to co na Majorce 😉 Podziwiam tych, co próbują się kąpać w Bałtyku – trzeba być niezłym morsem..

 

 

 

 

 

plaża w Niechorzu

 

 


 

Miasteczko fajne, jest gdzie pospacerować, są nadmorskie sklepiki, w których można znaleźć coś na prezent i na pamiątkę z pobytu. Restauracji dużo, wybór obiadów i kolacji taki, że codziennie można zjeść coś innego. Są ryby smażone, wędzone, są schabowe i nawet placek po węgiersku, który uwielbiam. A na deser moje ulubione amerykańskie lody i gofry z dużą ilością owoców! A po takim łasuchowaniu najlepiej wybrać się do Latarni morskiej bo jest pod górkę i można pospalać kalorie 😉 Na górę już się nie wdrapałam – w 5 miesiącu ciąży byłoby to nie lada wyzwanie, może kiedyś wrócimy tam już z Synkiem..

 

 

 

 

 

latarnia

 

 

 

 

 

Widok przed Latarnią, na morze też jest wart zobaczenia, zwłaszcza, że na klifie i zza drzewa, a do tego przy tak pięknej pogodzie…

 

 

 

 

 

morze zza drzewa

 

 

 

 

 

 

Po czterech dniach leniuchowania na plaży i wędrówek tymi samymi uliczkami postanowiliśmy podjechać do Rewala.. otoczenie podobne, tylko dużo więcej ludzi, deptak ze szkieletem wieloryba, na którym trwały jakieś konkursy

 

 

 

 

 

rybsko

 

 

 

 

 

i małe molo gdzie można było podejść i zerknąć z góry na morze….

 

 

 

 

 

 

widok w Rewalu

 

 

 

 

 

Sklepików masa, wszędzie lody, rybki i sorbety kolorowe.. Klimat typowo nadmorskiego kurortu, ale z chęcią wracaliśmy do spokojniejszego Niechorza.. Tym bardziej, że w sobotę 12 lipca czekał nas koncert SNAPu – w ramach Summer Festiwalu – którego fanką wprawdzie nie jestem ale mam sentyment z młodzieńczych lat.. wtedy ich piosenki robiły furrorę i słychać je było na każdej dyskotece 🙂 Mimo, że zaczęła się mżawka i ludzie stali pod parasolami to SNAP dał czadu, nie odbębnili tego występu tylko widać było ich zaangażowanie. Nawet deszcz ich nie odstraszył tylko wychodzili bliżej ludzi i łapali kontakt z publicznością. Za krótko to trochę trwało, bo całkiem fajnie grali i nogi same się do tańca podrywały..a swój hicior Rhythm is a Dancer zaśpiewali nawet dwa razy 🙂

 

 

 

 

 

 

SNAP