W Nowy Rok

Ostatnie dni już starego roku były i wesołe i trochę nerwowe, bo jechaliśmy z Małym na szczepienie. Do tego załatwiałam sprawy w Urzędzie, co zawsze wiąże się z dodatkowymi papierami, a jeszcze o mało nie dostaliśmy kary za parkowanie, gdyż bilet parkingowy spadł na podłogę przy zamykaniu auta. 

 

Na szczęście wszystko pozytywnie się potoczyło – Synek szczepienie zniósł dobrze, został zważony i podnosimy już 6 kilowego „Maluszka” 😉 Sprawy urzędowe udało mi się pomyślnie załatwić dzisiaj, a wizja kary została oddalona po okazaniu ważnego biletu. Do tego miałam czas na zakupy, prócz zakupów codziennych trafiłam wreszcie extra czarne kozaki – idealne do spódnic i sukienek, choć i do legginsów będą pasowały. Był czas na spacery, ugotowanie obiadu, na pranie i posprzątanie mieszkania – z odkurzaniem, wycieraniem mebli, wymianą silikonu w kuchni oraz myciem łazienki. Odwiedził nas dziś mój Tatko, przywiózł ciasto, złożył życzenia i wyszło że wieczorem wiozę rodziców do znajomych. My natomiast spędzamy pierwszy Sylwester z Synkiem w domu, na spokojnie, z przytulankami, jakimś dobrym filmem i pogaduchami do poduszki po wystrzałach fajerwerków. To był wspaniały rok.. wzięliśmy ślub, zwiedziliśmy Majorkę, urodziłam dziecko i stworzyliśmy rodzinę.. Mam nadzieję, że los będzie dla nas łaskawy i pozwoli nam się tym cieszyć na dłuugie dłuugie lata.. 

 

Śmigam zaraz wziąć kąpiel i w nowy rok wchodzę całkowicie zrelaksowana… z czystym sercem, umysłem, ciałem i duszą 🙂 

 

Życzę wszystkim by ten Nowy Rok przyniósł wiele dobrego, żeby zdrowie dopisywało i udawało się wytrwać w postanowieniach i by spełniały się nawet najskrytsze marzenia! 

 

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2015 ROKU!! 🙂 🙂 🙂

Zimowe spacery

Codziennie ruszamy w plener, dotlenić się, pospacerować i wzmocnić przed zimą, w której temperatury będą o wiele niższe niż teraz.

-1 st. C jest, jak na tą chwilę w sam raz, a do tego jak wychodzi słońce robi się idealna pogoda na wędrówki z wózkiem. Podeszliśmy nad jezioro do kaczek z paroma kromkami chleba, zrobiłam kilka zdjęć, poprowadziłam wózek po tych naszych nierównych chodnikach i najważniejsze, że czuję się coraz lepiej 🙂 

 

 

 

 

 

kaczki grudniowe

 

 

 


Na rodzinnym obiedzie poprosiliśmy mojego brata, żeby został chrzestnym, myślę, że się ucieszył i już zaczynamy wybierać termin i myśleć nad miejscem gdzie przyjąć gości.. spotkanie w domu to za duże wyzwanie na ok 10 osób. Mam nadzieję, że chrzestną zostanie nasza ślubna świadkowa, która już się zgodziła, trzeba jeszcze tylko dopełnić papierkowe formalności. Swoją drogą ciekawi mnie ile teraz wynosi „co łaska” za chrzciny? Wszystkiego dowiemy się w nowym roku, który już coraz bliżej.. wręcz już za chwileczkę, już za momencik.


 

Na razie relaks, świąteczne filmy w necie i wczorajsze kolejne pępkowe za zdrowie Synka, w towarzystwie Darka, który przybył wraz z superowym ubrankiem dla małego renifera. Spotkanie się udało, bo Mały dał nam pogadać śpiąc przez dwie godziny, chłopaki wznosili toasty nalewką z derenia, było też ciasto choć po wigilijnym przejedzeniu nie szło w zbyt dużej ilości. Darek zakochany po uszy słał w opolskie rejony smsy i przesyłał zdjęcia z naszym szkrabkiem na rękach 🙂


A dziś po przespanej nocy, wyskoczyłam na małe zakupy, Mąż zabrał się za wymianę silikonu w oknach, a że zrobiło się słonecznie za oknem, to znowu ruszyliśmy na spacer, tym razem jeszcze dłuższy niż ostatnio.

 

 

 

 

 

mrożona czerwień

 

 

 

 

Idzie nam to coraz lepiej, stelaż od wózka ląduje na korytarzu, gondolę jestem już w stanie sama przenieść i jedynie muszę jeszcze opanować mocowanie nosidełka w aucie. Wtedy stanę się już całkiem mobilna – jeszcze tylko żeby Mały podrósł i będzie z nim można wszędzie śmigać, a oboje już tęsknimy za naszymi podróżami, choćby miały być tylko do najbliższych miast..

Wigilijne prezenty

Z całych Świąt ten dzień był i jest dla mnie najprzyjemniejszy, myślę że większość najbardziej lubi Wigilię 🙂 I to nie tylko za pyszności na kolacji czy prezenty pod choinką, ale za tą szczególną atmosferę.. oczekiwania, radości i spotkań w rodzinnym gronie.. Dla nas tym bardziej to piękne Święta, bo pierwsze z naszym Synkiem – najwspanialszym prezentem na świecie 🙂

 

 

 

 

 

prezenty w oczekiwaniu :) 

 


 

 

takich pięknych chwil dziś wszystkim życzę


takiego szczęścia i uśmiechów


ciepła w sercu, spokoju ducha


i Miłości, która uskrzydla


i sprawia że wszystko staje się wyjątkowe 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wigilia spędzona u moich Rodziców, wśród kolęd, opłatka, pachnącej choinki i smaczności na stole.. z których mogłam skubnąć tylko pierożki bez nadzienia grzybowego, barszcz, kompot i kawałek rybki w cieście – dobre i to 🙂 Wszystko pyszne, kusiło mnie niezmiernie i na szczęście nic Małemu nie zaszkodziło bo noc była spokojna i przespana. 

 

 

 

 

 

całusy pod jemiołą

 

 

 


Jak dla mnie za krótko trwały te rodzinne chwile, były zdjęcia, pogaduszki, całusy pod jemiołą, oczywiście karmienie i próby usypiania Synka który jednak musiał trochę pokoncertować, żeby wszyscy dostrzegli jego obecność 😉 Nie dało się go nie zauważyć, bo i tak uwaga wszystkich skupiona była na tym naszym kochanym Maluszku. Fajny czas, miły i cieszę się, że dziś jeszcze czeka nas świąteczny, rodzinny obiad..  

 

 

 

 

 

wańka wstańka pod choinką

Logistyczne zadanie

Ostatnie dni są pod hasłem zakupów wśród muzyki, tłumów nastawionych na świąteczne szaleństwo prezentowe i kolejek, których nie sposób uniknąć.. Ale jakoś nie zniechęca mnie to do śmigania po sklepach 🙂 Do mojego ulubionego Superpharmu wyrwałam się sama, uzupełniłam szampon, waciki, chusteczki nawilżane dla Synka i wkładki laktacyjne dla mnie. Coraz lepiej mi się chodzi, mogę zrobić dłuższy dystans bez bólu, ale wieczorem czuję jednak bolesność rany. No cóż, mam nadzieję że z czasem się to wyciszy.. W każdym razie samej po sklepach wędruje się wygodnie i w miarę szybko 🙂 


 

Z kolei wyjazd na zakupy z Małym to już nie taka prosta sprawa. Począwszy od kombinacji ze znoszeniem stelaża osobno, gondoli osobno, torby z pieluchami i innymi gadżetami po nosidełko, które trzeba zamontować w aucie. Do tego smarowanie buzi kremem na chłodne dni, ubieranie w polarowe spodnie i misiową kurteczkę, czego akurat Synek nie lubi 😉 Mimo tych niedogodności sobotnie zakupy w Auchan się udały, dokupiliśmy materac do łóżka turystycznego, pieluchy tetrowe i płyn hypoalergiczny do prania. Niestety nie było kombinezonu zimowego na który poluję, bo misiowa kurtka jest dobra jedynie na plusowe temperatury.

 

 

Dobrze, że jeszcze są takie cieplejsze dni.. Akurat dziś od rana świeciło słońce, więc po ostatnim balkonowym werandowaniu, postanowiliśmy wyruszyć wózkiem na niedzielny osiedlowy spacer. Cała trójka ubrana po zęby, Mały opatulony, wózek zabezpieczony przed wiatrem i można śmigać. W lesie byłoby pewnie przytulniej, ale żeby dojechać do lasu znowu trzeba by kombinować z nosidełkiem, gondolą ładowaną na przód auta i odczepianiem kół od wózka, bo stelaż inaczej nie mieści się w bagażniku. Już myślę jak to zorganizować, żebym mogła z wózkiem i synkiem wybrać się jutro sama do Lidla, by z rana upolować patelnię w korzystnej cenie 😉 Jakby nie patrzeć takie wyjście dla kobiety po cesarce, która jeszcze nie może nic dźwigać, staje się nie lada wyzwaniem logistycznym..

 

 

 

 

 


Filmowy seans

Nowy tydzień zaczął się pozytywnie, noce w miarę przespane, czasami nawet po 3 godziny jednym ciągiem, a to już rarytas senny 😉 W poniedziałek to taki ekstra dzień był, że wyskoczyłam wreszcie do sklepów po prezenty, a nawet zdążyłam zrobić zakupy jedzonkowe, skoczyć do apteki i do mięsnego. Fiu fiu jak sobie przypomnę, to dawno tak długo poza domem nie byłam..

 

 

A wieczorami, jak tylko jest możliwość, robimy sobie zimowe seanse filmowe. Z ostatnio obejrzanych wrażenie robi „Lucy”, film ze Scarlett Johanson, dający do myślenia nad możliwościami naszego mózgu.. choć momentami trochę jak dla mnie za brutalny, a czasem z przesadzonymi scenami, za to pobudzający wyobraźnię..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Polecam też świetną komedię „Za jakie grzechy, dobry Boże”, o rodzinie, w której wszystkie córki wychodzą za mąż za imigrantów z różnych wyznań religijnych. Trzeba podejść do tego filmu z przymróżeniem oka, żeby nikt się na religijne insynuacje nie obrażał. Dziewczyny po kinie kobiet były zachwycone, a i nam się film bardzo spodobał. Jest się z czego pośmiać, dialogi są rewelacyjne i jak zawsze powtarzam, że francuskie komedie są wysokich lotów 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obejrzałam też dobry film „Siostry” z Cameron Diaz, o uczuciu które łączy rodzeństwo, o całkowicie innym podejściu do życia i o tym jak szansa rozwoju, wybaczenie, zrozumienie i decenienie potrafią odmienić to życie.. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wczoraj jeszcze podjechaliśmy do Marka z prezentem załapując się przy okazji na urodzinową kolację. Ja niestety musiałam obejść się smakiem, bo były smażone kotlety z surówką z fetą i masą surowych warzyw – ale na szczęście lubię drobiowe parówki 😉 Dziecię spało sobie spokojnie, dwa razy pokarmiłam, a cała wizyta była udana. Marek zadowolony i z sobotniej imprezy i z prezentów, a to najważniejsze. Na powrocie zatankowaliśmy jeszcze auto, bo akurat cena 4,30 zł za litr kusiła, mimo dużych kolejek na stacji i warto było skorzystać.


 

Tak już się nauczyłam rozkładu dnia przy Małym, że zdążam z praniem, z ogarnianiem mieszkania, wprawdzie na raty ale po kawałku idzie do przodu i można powiedzieć, że do Świąt już jesteśmy przygotowani. Posprzątane, poukładane, wyniesione co się dało. Dziś dzięki Mamie znowu miałam możliwość wyskoczyć i wysłać paczkę do znajomych, pomogła mi zdjąć pranie i był czas podgrzać obiad. Jeszcze po południu Tatko przywiózł dostawę chleba i pogadał z nami trochę. Myślę, że po chaosie pierwszego miesiąca z Synkiem w domu dochodzę do równowagi i jestem spokojniejsza. Mężulek też baardzo pomaga i na dokładkę wspiera mnie w powrocie do zdrowia. Gdyby nie on chodziłabym na ostatnich nogach, a tak mam momenty wytchnienia i czas na odpoczynek, jak choćby teraz czas na ten wpis 🙂

Tu badania tam imprezy ;)

I faktycznie się działo…

 


W piątek ruszyliśmy na hurtowe badania – ortopeda na szczęście po położeniu miednicowym nie zauważył jakichś większych problemów, biodra Małego są w porządku, a za dwa miesiące do kolejnej kontroli. Moja poporodowa wizyta pokazała, że rana goi się dobrze, wewnętrznie też ok, a co najlepsze skorzystałam z wagi, na której ważyłam się przed i przez całą ciążę i okazało się… …… tak, tak…. że schudłam!! Ważę prawie 4 kilo mniej niż ważyłam przed ciążą! 🙂 Czyli zeszło ze mnie 12 ciążowych kilogramów i te 4 ponad to! Dzięki takiej wieści energia we mnie wstąpiła i oczywiście postanowiłam przedłużyć karmienie, do którego momentami miałam już podejście kryzysowe (zwłaszcza w nocy). W tym samym czasie Mężulek wskoczył do pediatry na ważenie Synka i radość podwójna, bo ja chudnę, a on przybiera na wadze. Już mamy 5,5 kilo chłopaka do podnoszenia na rękach.. niezła Kruszynka prawda.. 😉 

 


Sobota przyniosła nowe emocje, babcia Zosia wraz z Tomkiem przybyli z całą reklamówą pieluch, chusteczek nawilżających i oczywiście z grzechotką do kolekcji. Były kawa, ciasto i pogaduchy przy dziecku, była masa rad udzielanych na każdym kroku, noszenie, przewijanie i karmienie odrywające mnie czasami od gości. W każdym razie do tego czasu było dobrze, natomiast jak zaczęliśmy się wszyscy szykować do wyjścia, na Markową osiemnastkę, to Mały rozpoczął koncertowanie pełną piersią. Myślę, że wyczuwał nasz stres i myśli jak wypadnie to wyjście. Nasze szykowanie poprzestawiało mu rozkład dnia no i się rozregulowało dziecko.. Obiad jedliśmy na raty, wymykając się do sali obok na przewijanie i karmienie, trzeba było uspokajać, przytulać i przemawiać cicho do uszka, więc zostaliśmy tylko (a może aż) dwie godziny na imprezie. I w sumie wystarczy..

 

 

 

choinkowo

 

 

 

 

Tym bardziej, że na niedzielę zapowiedzieli się kolejni goście – chrzestny Marcina nareszcie miał wolny weekend i wraz z żoną odwiedzili naszego Szkrabka. Zdążyliśmy rano ubrać choinkę, więc nastrój w pokoju zrobił się jeszcze bardziej świąteczny.. Wraz z Mirkiem i Marzeną przybył następny grzechotko-gryzak i fajny zestaw ubranek, który przyda się w przyszłości. Fajnie się gadało, goście obejrzeli zdjęcia ze ślubu i podróży poślubnej, dzień był ciepły i spokojny, aż do wieczorka kiedy to „po godzinach” rozpoczął się kolejny koncert, ha! Na uspokojenie wrzucam więc relaksujący kawałek Voo Voo 🙂

 

 

 

 

 


Czas

Kto by pomyślał, że brak czasu może być mobilizujący do jeszcze szybszego działania 😉 Z dzieckiem na ręku za wiele się nie zdziała, ale za to jak uśnie, choć na godzinkę, to w tym czasie potrafię ruszyć do boju i zrobić więcej niż kiedyś robiłam w cały dzień..

 

Jako, że czas przedświąteczny, a do tego spodziewamy się gości, to ruszyliśmy ze sprzątaniem na raty.. Kurze wytarte, zlew i kuchenka umyte, mieszkanie odkurzone, schowałam spacerówkę do pawlacza bo na razie używamy tylko głęboki wózek. Łóżeczko turystyczne wcisnęłam za komodę w sypialni, żeby w salonie nie było zagracone. Zrobiłam porządki w szafie przygotowując wielką torbę ubrań do Caritasu. Rzeczy już zawiezione, a dzięki mamie, która przyjechała popilnować Synka wyskoczyłam też na pocztę z paczką książkową dla Uli 🙂 Cieszy mnie, że może wśród książek znajdzie coś do czytania dla siebie..


Szykuję już miejsce na choinkę, wyjęłam bombki i zamontowałam świecące gwiazdki na parapecie. Od razu robi się fajny nastrój w domu i uwielbiam taki klimat 🙂 Została łazienka do umycia i jedyne, czego mi jeszcze brakuje, to czas na połażenie po sklepach. Chciałabym zakupić prezenty dla najbliższych, upolować coś fajnego, co ucieszy pod tą choinką. Mam nawet kilka pomysłów, tylko nie mam zbytnio kiedy pojechać, bo na to potrzeba więcej niż godzinkę, sam dojazd w dwie strony zabiera już ze 20 minut, a w sklepach coraz większe kolejki..

Czyli wszystko teraz od tego wolnego czasu zależy, może dziś nasze Dziecię podaruje mi go trochę.. Jutro już będzie trudniej, bo w planach obowiązkowa wizyta u ortopedy, a i ja mam kontrolę poporodową. Na szczęście wszystko dobrze się goi, ale niech lekarze rzucą swoim fachowym okiem. Weekend też zapowiada się intensywnie, przybywa Zosia odwiedzić wreszcie Wnuczka i odbędzie się zapowiadany obiad na 18 urodziny kuzyna Marka. Ciekawe jak to wszystko wyjdzie z Małym przy boku – coś czuję, że będzie się działo 😉

 

 

 

 

 


Mikołajkowe prezenty

Nie spodziewałam się aż takiej radości w to Mikołajowe święto..

Po pierwsze, po tym jak mój stary laptop odmówił całkowicie współpracy pokazując mi biały ekran, nie łącząc z netem i zawieszając się w najmniej odpowiednich momentach, zakupiłam nowy sprzęt. Nareszcie, po latach pracy na złomach, na reanimowanych laptopach brata lub taty, które dostawałam w spadku – dozbierałam do nowego i ja! I właśnie na Mikołajki mogłam już nacieszyć się tym nowym sprzętem 🙂

 

 

Po drugie Dziecię nasze w dzień spało mi smacznie, dałam radę zrobić obiad i wziąć prysznic, zakończony wmasowaniem kremów w miejsca strategiczne, po czym poczułam się o niebo lepiej. Ale najlepsze miało przyjść dopiero wieczorem…

 

Od tygodnia planowaliśmy jak zorganizować moje wyjście na koncert KAMPa, Beata podjechała do lokalu po bilet dla mnie (bo wyprzedawane były na pniu), w czwartek ten bilet na szybko odbierałam. Synek na szczęście zasnął wcześniej i obudził się na dwie godziny przed planowaną eskapadą. Zdążyłam go porządnie nakarmić, a Mąż zajął się usypianiem z początkowym trzymaniem na rękach. Do ostatniej chwili nie byłam pewna czy się uda i siedziałam jak na szpilkach, do połowy ubrana (pierwszy raz, od czasu sprzed ciąży, w spódnicę) z górną połową czekającą, czy trza będzie jeszcze karmić, czy nie. Jak Mały odpłynął, wyskoczyłam w tempie ekspresowym do lokalu, akurat gdy Beata napisała że zespół już rozstawia sprzęt. Jak dojechałam koncert się zaczynał, a moje emocje sięgały zenitu! 🙂

 

 

 

 

Mikołajkowy KAMP

 



 

To było moje pierwsze wyjście, więc trochę się denerwowałam czy nie będę zaraz musiała wracać i co jakiś czas zaglądałam w telefon, ale udało mi się tym koncertem nacieszyć 🙂 KAMP jak zwykle pokazał klasę, zagrali wszystkie moje ulubione utwory, naśpiewałam się, natupałam, były bisy i fantastyczna atmosfera. Grali z ogromną energią i mogę powiedzieć, że baterie mam naładowane na dłuugo.

Po trzecie, jeszcze jedna niespodzianka bo kupiłam ich płytę, której nigdzie nie można było dostać. Ani w sklepach, ani w necie, a tu proszę.. sklepik objazdowy z zespołem, były też koszulki i plakaty, ale płyta była dla mnie najważniejsza. Mam. Będę słuchać i napawać się dalej tymi nutami.

 

 

Po czwarte, zakończyłam zadawnione żale ze starą kumpelą, do której nie odzywałam się od roku, spotkałam ją w lokalu i przeprosiłam za urażone milczenie. Wybaczyłyśmy sobie wszystko i czuję się z tym dobrze, tym bardziej, że zbliża się czas świąteczny, a w nowy rok dobrze wejść z czystą kartą..

 

 

Jak wróciłam do domu dziękowałam moim kochanym chłopakom, że spełnili moje małe marzenie :* 🙂 To był naprawdę fantastyczny wieczór…!

Pierwszy śnieg

Po wesołym i wizytowym weekendzie tydzień toczy się domowym trybem. Za oknem wczoraj pojawił się pierwszy śnieg, a u nas w domu ciepło i karuzela karmienia, przewijania i usypiania trwa. Ale to ostatnie idzie coraz trudniej.. Synek coraz mniej chętnie śpi w swoim łóżeczku, zdecydowanie bardziej woli być na rękach 🙂 W sumie nic dziwnego, też bym wolała! No ale na dłuższą metę tak się nie da. Zwłaszcza moje ręce szybko opadają, Mąż ma większą wytrzymałość. To nie byłby jeszcze kłopot, gorzej że zaczynają się chyba kolki. Wieczorny płacz się nasilił, momentami przechodzi w krzyk i widać że dziecko się spina i coś go od środka męczy. Położna na ostatniej wizycie poradziła masowanie brzuszka, układanie na nim, ciepłe kąpiele, a leki typu espumisan dopiero jak Mały skończy miesiąc. Dobrze, że nie będzie tego pamiętał, za to my pewnie zapamiętamy na długo..


 

Maluszek dostał już swój pesel i zameldowanie stałe. Stał się pełnoprawnym obywatelem tego ziemskiego padołu. Teraz byle dotrwać do dowodu osobistego 😉 Swoją drogą niedługo Marek – syn naszej ślubnej świadkowej – kończy 18 lat, szykuje się rodzinny obiad na 25 osób i zastanawiam się czy przy obecnym płaczu uda nam się wytrwać z naszym synkiem na tym obiedzie. Pewnie godzinka max i trzeba będzie wracać do domu. W sumie dobra i ta godzinka! Wczoraj wyszłam z domu do mięsnego i to już była dla mnie atrakcja i odrobina dotlenienia się po drodze. Dziś spróbuję wyjść na spacer do pobliskiej biblioteki, bo mam ostatnią książkę do oddania. A w sobotę, jak dobrze się zgramy z karmieniem, to może nawet zahaczę o koncert KAMPA, bo co jak co ale ten zespół na dłużej zagościł w mej muzycznej duszy.. 

 

Wszystko jednak zależy od synka, nawet to, czy teraz zdążę rozwiesić pranie zanim się obudzi 😉 To ja tradycyjnie lecę i życzę miłego dnia!

Toasty

Dziecko powinno być zdrowe jak byczek 🙂 Kolejny weekend trwały pępkowe spotkania, już w sobotę od 11 rozpoczęte wizytą cioci Teresy. Wraz z nią przybyła żółta kaczka do kąpieli i zapas pieluch. Odpoczęliśmy potem trochę, było karmienie, przewijanie i nawet udało się pospać. By już o 17 przywitać następną ekipę, tym razem większą.. Dojechali Sylwia, Tomek, Ania, Katarina z córką Gabrysią i Hania. Bardzo się cieszę, że spotkały się te moje babeczki.. Już zakwitł plan balu przebierańców na luty i obgadane zostały ostatnie kina kobiet. Dziewczyny wynalazły w sklepach śliczne ubrania dla Małego, tyle że jeszcze będzie musiał do nich dorosnąć, bo wszystkie dużo za duże 😉 Natomiast furorę zrobił pies przytulanka, miękki i plastyczny jak poduszka.. jeśli synkowi się spodoba, to pewnie wszędzie będzie go ze sobą nosił.. a pies jest słusznych rozmiarów..

 

 

Dobrze, że kupiłam zapas ciasta, bo w niedzielę z kolei przyjechali Aga z Marcinem i Marek, rodzeństwo które znam od ponad 20 lat. Pogaduszki, toasty wznoszone nalewką z czarnej porzeczki (produkcji świeżo upieczonego dziadka) i zdjęcia wypełniły nam cały wieczór. Na szczęście Maluch po serii karmień odpłynął w błogi sen i mogłam trochę z gośćmi posiedzieć.

Jeszcze zostali chrzestny z rodziną i koleżanka Kasia i byłby komplet odwiedzin zaplanowanych przez nas. Natomiast niezależnie od naszych planów babcia Zosia z Tomkiem mogą przyjechać dopiero w połowie grudnia, bo siła wyższa w postaci pracy teraz im nie pozwala. Szkoda że tak późno, bo wiem jak bardzo chcą zobaczyć synka Zosi syna.. 


 

Za to zaraz Wnuczka odwiedzi babcia Krysia i mam nadzieję, że w tym czasie uda mi się trochę ogarnąć, zrobić pranie, umyć włosy i dokończyć gotowanie zupy, którą robię na raty 😉 To lecę, paa!