Nietłusty czwartek

Na babskim kinie trochę się rozczarowałam.. „Facet (nie)potrzebny od zaraz” okazał się dla mnie kompletnie nietrafiony.. Większość dziewczyn też była wynudzona i zniesmaczona. Może gdyby tak szumnie nie reklamowano tego jako komedię romantyczną inaczej bym się nastawiła.. A tak nawet Stuhr czy Żebrowski nie uratowali powyższego filmu. Jedynym objawieniem był podkład muzyczny, zagrał zresztą mój ulubiony KAMP, ale też poznałam nowe kapele jak choćby The Dumplings,

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czy Micromusic.. no i totalnym zaskoczeniem był głos Joanny Kulig..! (efektem braku telewizji jest moja niewiedza, że aktorka ta brała choćby udział w Idolu). Swoją drogą zaśpiewała lepiej niż wokalistka Micromusic 🙂 ale niestety nie ma tego nagrania na tubie, więc pozostaje posłuchać wersji głównej i motywu przewodniego do filmu..

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziś już czwartek.. i to ten pączkowy 🙂 Udało mi się użyć silnej woli i zjeść tylko jednego pączka – tak jak sobie założyłam. Plan miał wsparcie dzisiejszej wizyty na siłowni. Chciałam mieć możliwość spalić pochłonięte kalorie i mimo bolącej stopy zmobilizowałam wszystkie siły. Czuję się już jednak zmęczona tym tygodniem, więc teraz będzie przerwa w ćwiczeniach aż do poniedziałku.. Ciekawe co przyniesie nadchodzący weekend? Dowiemy się w następnych odcinkach niecodziennej codzienności..


au revoir

Kto by pomyślał

Basen był i zjeżdżalnie i skoki do wody, a kiedy byliśmy na zewnętrznej solance słońce świeciło tak mocno, że poczułam się jak latem, nad jeziorem 🙂 Już chcę.. chcę plażowania, jezior, morza, lasów, spacerów i zwiedzania ile się da.. Wprawdzie luty jest, ale stopni 12 więc można ruszać w trasę! Podjechaliśmy więc do krzywego lasu pokazać Beacie i Oliwerowi to tajemnicze miejsce.. Brat został potem w Gryfinie na Klubie Włóczykija, gdzie podróżnicy opowiadali o wyprawach do Azji, czy na wysokie szczyty górskie. My mieliśmy w planach przymierzanie obrączek, z którymi jest dylemat, bo mi się podobają z białego złota, a Marcinowi z żółtego.. coś czuję, że pójdziemy na kompromis i wybierzemy mieszane 🙂

 

 

W niedzielę pojechaliśmy karmić kaczki i pospacerować nad jeziorem, w gałęziach drzewa wypatrzyłam „podglądacza”, który na szczęście niewiele widzi 😉

 

 

 

 

 

podglądacz

 

 

 

 

 

a później odwieźliśmy Oliwera na ciąg dalszy ferii u rodzinki i jeszcze zaliczyliśmy spacer nad drugim jeziorem, bo dzień był przepięknie słoneczny aż do samego wieczora.. Deser u rodziców połączony z oglądaniem ostatnio robionych zdjęć (mój brat również jest pasjonatem fotografii) i pogaduszkami był sympatycznym dodatkiem do weekendu.. 

Wieczór za to zrobiliśmy sobie filmowy, film pierwszy „American Hustle” nietrafiony.. przydługi, męczący, nudny i dla mnie kompletnie nie wciągający. Może po godzinie trochę się rozkręcił, ale drugi raz bym go nie obejrzała. Zdecydowanie nie.

 

 

Natomiast – „Ratując pana Banksa” – zdecydowanie TAK! 🙂 Przepiękny film, świetnie nagrany, o ciekawej i czasami denerwującej (kto by pomyślał, że jej zachowanie było spowodowane ciężkimi przeżyciami z dzieciństwa) autorce książek o „Mary Poppins”. Książki te pochłaniałam w dzieciństwie, wyobrażając sobie latającą na parasolce Mary i śmiejąc się z wymyślanych przez nią historii. Z chęcią przeczytam jeszcze raz choć jedną z nich. A ten magiczny film, nagrany na faktach z życia P.L. Travers i z czasów Walta Disney’a zachowam na długo w pamięci (własnej i dysku). Polecam..

 

 

 


 


Sposobem na parówki

Nareszcie wolne dwa dni..właściwie dwa i pół, bo ten kawałek piątku wolny już po pracy celebruję co tydzień. Ten tydzień znowu był intensywny bo ćwiczyłam ile się tylko dało. Wczoraj też byłam na siłowni, a kolejna bieżnia z rowerem plus siłowy sprzęt we wtorek. Zmęczenie trochę daje mi się we znaki i po tym całym wycisku muszę choć trochę odpocząć.. Odpoczywam zalegając pod kocem i pochłaniam „Przeminęło z wiatrem”. Przez to ledwo zdążyłam wziąć się za prasowanie, a mycie łazienki przełożyłam na sobotę 😉 


Za to kiedy miałam szykować Marcinowi kolację okazało się, że lodówka świeci pustkami i są w niej tylko parówki i jajka….

 

 

 

 

 

parówkowe serducha

 

 

 

 

Wykorzystałam więc pomysł z internetowych „5 sposobów na..” i stworzyłam parówkowe serca z jajkiem sadzonym – nie wyszły mi tak idealne jak twórcom pomysłu, ale sądzę że smakowały podobnie – kto by pomyślał, że tak niewiele, a tyle radości 😉

 

 

 

 

 

 

 


 

Dzisiaj czeka nas ruch na basenie, solanka, zjeżdżanie na oponach i masaże pod strumieniem wody 🙂 Zabieramy Beatę z synem, któremu to ona próbuje wymyślić atrakcje, by na ferie codziennie miał jakieś inne atrakcje. Swoją drogą ferie w mieście można fajnie spędzić, są kręgle, łyżwy, jest kino, bilard, basen, a ostatnio otworzyli w mieście laserowy paintball , gdzie w podświetlonych labiryntach można zorganizować firmową imprezę lub urodziny z laserami w tle. 

Miłego weekendu!

Kai Zen

Wprawdzie już kolejny dzień po weekendzie, ale że nie było czasu go opisać to dziś zasiadam choć na chwilę.. W sobotę ruszyliśmy w rodzinne strony Marcina, by odpocząć trochę, zregenerować się po całym tygodniu i uświetnić Zosi urodziny. Przygotowała pyszny obiad i przywiozła masę smakołyków mięsnych i ciasta na deser. Zwierzaki rozbawiały towarzystwo i było całkiem sympatycznie (choć mina kota może temu przeczyć 😉 )

 

 

 

 

 

 

 

no i co?

 

 

 

 

 

 

Wypiłyśmy za zdrowie pyszne wino, a panowie raczyli się piwem.. były prezenty od nas i od Iwony, książka, perfumy i album na zdjęcia, żeby wreszcie zostały poukładane.. W niedzielę poszliśmy na spacer z psem po lesie i już z każdej strony widać było zbliżającą się wiosnę. Zachwyca mnie ta pierwsza zieleń! To słońce przebijające jeszcze zza chmur ale dające już coraz więcej ciepła 🙂 Odliczam już… do wiosny mości panie i panowie.. byle do wiosny!

 

 

 

 

 

 

przedwiosenna zieleń

 

 

 

 

W pracy natomiast od dwóch dni trwało szkolenie z filozofii produkcji, na które zostałam oddelegowana i po którym to mam dużo do nadrobienia z bieżących spraw. Szkolenie trochę mnie zdołowało, bo pokazano jak powinno być, a jak nie jest.. ale cała rzecz właśnie w tym, by do tego dążyć… W tym dążeniu mają nam pomóc zasady japońskiej ideologii, czy pomogą to się okaże ale plusem jest to, że otwierają oczy zaspanym i zniechęconym i dodają świeżości spojrzeniu 😉

 

10 zasad kaizen:

  1. Problemy stwarzają możliwości.
  2. Pytaj 5 razy „Dlaczego?”, a potem 1 raz „Jak?”
  3. Bierz pomysły od wszystkich.
  4. Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia.
  5. Odrzucaj ustalony stan rzeczy.
  6. Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.
  7. Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.
  8. Użyj sprytu zamiast pieniędzy.
  9. Pomyłki koryguj na bieżąco.
  10. Ulepszanie nie ma końca.

 

 

 

Ulepszajmy więc! Najlepiej zaczynając od siebie.. więc z tym optymistycznym hasłem, ruszam jutro na ćwiczenia 😉

Randka w chmurach

Była sukienka, były deser lodowy i herbata z owocami w środku.. i był ..kameralny koncert gitarowy w kawiarni na 22 piętrze, z widokiem rozświetlonego miasta za oknem 🙂 Było romantycznie… i tu zaskoczenie, bo to jeszcze nie był koniec atrakcji.

 

 

 

 

 

 

gitarowo


 

 

 


Kiedy już się zdążyłam wzruszyć na dźwięki pięknych piosenek, przenieśliśmy się do kina na film „Ona”… Dla mnie film był pełen uczuć, dialogów, emocji, samotności w sieci i stanu zakochania. Film dziwny, piękny, dający do myślenia i przede wszystkim w całości pochłaniający mimo, że trwał 2 godziny.. Zdecydowanie kobiecy (kino było wypełnione do ostatnich rzędów, ale panowie trochę się nudzili 😉 ) ale wart obejrzenia…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To były przecudowne Walentynki.. aż nie dowierzam czasami i zastanawiam się, czy to nie sen 🙂 Jeszcze jakiś czas temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej, po kompletnym dole Miłość dodała mi skrzydeł.. i oby już tak zostało :*

 

 

 

 

 

 

herbata z owocami

Walentynkowe słodkości

Lubię to święto i nie słucham tych, którzy mówią, że tak powinno być codziennie.. Owszem uczucia, wypowiadanie ich, czułości i przytulanki miło okazywać sobie jak najczęściej.. ale nie mam nic przeciwko uświetnieniu takiego dnia jeszcze bardziej wyjątkowo 🙂

 

Wczoraj zmęczona ćwiczeniami, całym tygodniem i świadomością, że w piątek musimy wstać o 5 postanowiłam zalec w wyrku już o 20 i zasnąć sobie snem sprawiedliwego aż do rana. Rzadko zdarzają mi się takie akcje, bo zwykle zasypiam ok 24, ale cieszę się że tak zrobiłam bo dzięki temu dziś jestem wypoczęta i mam dużo energii na walentynkowe świętowanie. Energia mi się przyda, bo wieczorem czeka mnie jakaś niespodzianka do której mam ubrać się w sukienkę 🙂 ale o tym cóż to było opowiem po weekendzie..

 

 

 

 

 

Walentynkowo

 

 

 

 

 

 

Marcin powitał mnie dziś bukietem kwiatów, by tuż potem wręczyć torebkę z walentynką pełną wyznań miłosnych, słodkościami i lampką nocną mocowaną klipsem do łóżka, dla mola książkowego, który dokonuje czynności czytelniczej o wszelkich porach dnia i nocy 🙂 

Maratony dwa

Nie biegający, za to filmowy – kupony na tańsze kino się przydały i jak zasiedliśmy przed wielkim ekranem o 16.30 tak wyszliśmy z kina o 21 🙂 To były tylko i aż dwa filmy, na trzeci już bym się nie zdecydowała bo i siedzenia przestają być wygodne i skupienia już brak na akcji. 

RoboCop, człowiek w maszynie, z efektami specjalnymi i wątkiem rodzinnym w tle, był nawet wciągający. Nie jest to mój ulubiony rodzaj filmów, ale obejrzeć można.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Natomiast komedia „Wykapany ojciec”, już lżejsza, pocieszna, lekka i przyjemna 😉 Momentami się nawet wzruszyłam…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A dzisiejszy maraton po mieście wypełnił mi dzień po brzegi, rano konferencja o opakowaniach, szybki przejazd na odczulanie, obiad w domu, spotkanie z rodzicami, godzinka na siłowni, ekspresowo do pani Kamili na debaty wakacyjne i jeszcze po kwiatka dla Iwony gdyż dziś poprosiliśmy ją by została naszą świadkową 🙂 


Zdecydowanie dni są ostatnio za krótkie, wnioskuję o wydłużenie z 24 godzina na 34, może wtedy uda mi się wyrobić plan dnia bez pośpiechu..