Dama Kameliowa

Jestem zmęczona po tym tygodniu, pracy było dużo, stworzyłam dokumentację na 30 produktów, a było to nie lada wyzwanie.. Marcin też pada po, prawie codziennych, nadgodzinach i oboje cieszymy się, że wreszcie nadszedł weekend 🙂

 

 

Wczoraj skończyłam czytać historyczną powieść, a już dziś zaczęłam „Damę Kameliową”.

 

 

 

 

 

 

 

 

Czytałam już kiedyś tę książkę, ale byłam o wiele młodsza i ciekawa jestem, czy spodoba mi się teraz bardziej czy mniej.. „Dumę i uprzedzenie” pochłonęłam niedawno, a przede mną jeszcze „Rozważna i romantyczna” – coś ciągnie mnie do tych klimatów 😉 Choć akurat w tamtych czasach nie chciałabym żyć, przynajmniej nie z obecną świadomością i swobodą..

Mam nadzieję, że uda mi się obejrzeć filmową wersję Damy Kameliowej. Choć w najbliższym czasie, w kolejnym Kinie Kobiet, będzie film o innej damie – Księżnej Dianie – ale to dopiero pod koniec września.

 

 

W najbliższych planach wyprawa do Domu Dziecka i przekazanie wszystkich zebranych darów 🙂 Miłego weekendu!

Miłość po francusku

Już od dłuższego czasu jestem zauroczona francuskimi filmami. Kolejny utwierdza mnie tylko w tym zauroczeniu – „Miłość po francusku” to lekka komedia, ze świetnymi dialogami i humorem sytuacyjnym. Zbudowana tak zabawnie, ale mimo wszystko dająca do myślenia.. Oczywiście o miłości, dla miłości i przez miłość…na którą nigdy nie jest za późno.. Polecam!

Po poniedziałkowym seansie w Kinie Kobiet nadal jestem tym filmem zachwycona i chciałabym go kiedyś obejrzeć jeszcze raz – tym razem we dwoje…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poza kinem proza dnia codziennego, praca, pichcenie w domu – potrawka meksykańska i kotlety schabowe na kolejne trzy obiady – relaksujące odwiedziny u rodziców, a dziś wyprawa na kijki i pogaduchy z Kasią, z którą znajomość powoli rozwija się w kierunku zwierzeń.. mam nadzieję, że po tych naszych wszystkich przejściach z „koleżankami” będziemy umiały sobie zaufać.. Jestem dobrej myśli, ale szkoda, że spontaniczna wiara w ludzką szczerość została zachwiana i teraz obie mamy w sobie dużo lęków. Dobrze jednak, że nie zamykamy się na innych i nadal próbujemy znaleźć tę pozytywną stronę w ludkach nas otaczających… 


Miłej nocy..

Babie lato

Dni jeszcze upalne, ale poranki i wieczory już chłodne.. W weekend nad jeziorem łapiemy ostatnie promienie słońca. Leniuchując na kocu czytam świetną historyczną powieść Kazimierza Glińskiego, z pierwszej połowy XVII wieku, o bohaterstwie, rycerstwie i wielkich miłościach. I pomyśleć, że w tamtych czasach na list czekano kilka miesięcy, a teraz sekunda i sms przybywa.. chociaż szkoda czasu listów, kiedy wyznania czy wiersze można było nosić przy sobie zapisane na kartkach..

 

 

 

 

dożynki

 

 

 

 Zbliżają się dożynki, na trasie widać jak drzewa zmieniają już kolor liści, ale jeszcze lato się broni i trzymam za nie mocno kciuki, bo marzy mi się ostatni w tym roku mały wyjazd nad morze..

 

 

 

przed-jesiennie

Lilie

Końcówka sierpnia zapowiada się całkiem przyjemnie.. pogoda za oknem słoneczna, weekend szykuje się upalny, jak na razie jest 25 stopni 🙂

 

Marcin zrobił mi dwa dni temu fajną niespodziankę – przykleił kartki ze strzałkami kierującymi mnie od korytarza poprzez pokój do kuchni, a tam w kierunku zamrażarki gdzie czekały moje ulubione lody.. mniam.

W międzyczasie zamontował mocowanie do prysznica w łazience, naprawił mój wachlarz, a dzisiaj oczarował mnie wielkim bukietem kwiatów od których pachnie cały dom! 🙂

 

 

 

 

 

Lilie

I po dzianiu

Jak to się dzieje, że dopiero co człek się szykuje na jakieś wyprawy, a tu rach ciach i już po..

Czwartek nad jeziorem, kolejne próby na desce windsurfingowej, tym razem z dłuższym na niej pobytem 🙂

 

 

Piątek szykowanie, tankowanie, kupno drugiego szampana, trasa i wieczorne świętowanie 🙂 A co świętowaliśmy? Będzie wiadomo w następnym wpisie 🙂

 

 

 

 

:)

 

 


Sobota rodzinna, trochę w ogrodzie, trochę w domu plus wieczorny wypad z Damianem i Bartkiem do pubu – impreza przeszła o włos bo jak już zasiedliśmy przy piwku to nikomu nie chciało się ruszać i kombinować transportu na balety 😉

 

 

 

 

sierpniowe niebo

 



Niedziela – spacer z psem, szaleństwa z kotem i wypad nad jezioro, z krótkim zanurzeniem bo mimo upału woda była już chłodna.. Za to w domu było gorąco i nie mogłam się odkleić od nowego kotka, którego przygarnęła babcia 🙂

 

 

 

 

kotek

 

 

 

Aż ciężko było się z nim rozstawać, taki to słodziak.. Tymczasem po wizycie w ogrodzie, załapaniu się na ziemniaki i świeżą marchew trzeba było wracać do domu… Jako, że lodówka nie zapewniła nam kolacji, to z braku laku kolacja była w McKwaku..


Prysznic i spać, kolejny fajny weekend za nami..  Od jutra ochłodzenie, ale od czwartku znowu mają wrócić upały, na co liczę bo w planach jeszcze choć jedna, w te wakacje, wyprawa nad morze 🙂 Dobranoc..

Będzie się działo :)

Długi weekend rozpoczęty! Kto ma ten ma, mi się fartnęło z wolnym piątkiem, ale Marcin i wielu innych musi iść jutro do pracy.. Szkoda, bo przy takich układach kalendarzowych dzień pracy po święcie też powinien być dniem wolnym!

W końcu jak iść do pracy po świętowaniu? 😉

 


Widzę za oknem, że pogoda uśmiechnęła się jeszcze do nas i mimo porannej godziny słońce w pełni włączyło ogrzewanie. Dobra moneta bo dziś w planach dzień nad jeziorem z Markami, Kaśką, bratem i pozostałą ekipą która się tam urlopuje – kocyk i lenistwo na plaży, a dla tych co będą mieli chęć się poruszać to kąpiele, siatkówka, ping-pong, freesby i inne takie.


Jutro mam zamiar się wyspać ile wlezie – chciałoby się na zapas, ale znając życie jakiś sąsiad zacznie remont lub będzie koszenie trawy od 7 rano. W razie W odeśpię przed obiadem 😉 A po obiedzie śmigamy, z szampanem pod pachą, w trasę na spotkanie z Zosią, Iwoną i babcią. Mam nadzieję, że to będzie miłe spotkanie..

W sobotę może uda się załapać na jakąś imprezkę, bo dawno nie tańczyliśmy i fajnie by było trochę to nadrobić.

 

 

Ogólnie rzecz biorąc – będzie się działo! I pod ten klimat wrzucam świetną piosenkę zespołu Piersi! 🙂 Miłego weekendu..

 

 

 

 


Wystrzałowo

W piątek zamiast na fajerwerkach spędziłam wieczór w domu przy książce.. ciekawie poruszona tematyka, o czasach gdzie emigracja do USA była jedyną formą dorobienia się.. Ale dla niektórych też taką, która daje do myślenia, że pieniądze to nie wszystko i mimo ich posiadania tęsknota za swoją ziemią staje się nie do wytrzymania. Wzruszyłam się pod koniec, kiedy dziewczyna wraca do kraju w ramiona brata i ukochanego 🙂

Lubię happy endy..

 

 

Sobotni poranek był tak słoneczny, że spać nie mogłam i od rana pognaliśmy nad jezioro. Cały dzień na plaży, w towarzystwie wesołej ekipy z bratem, Anią, Tomkami, Sylwią, Lidką, Pawłem i Markiem który udostępnił nam deskę do windsurfingu. Próby ustania na tej desce kończyły się lądowaniem w wodzie, była masa śmiechu i nagrywanie filmików 😉 To naprawdę nie lada sztuka sterować tym ciężkim żaglem i utrzymywać równowagę na wodzie. Udawało nam się na kilka chwil, co już samo w sobie było wyczynem..

 

 

Chciałam zostać tam nad jeziorem, ale nie było miejsc noclegowych. Choć proponowano nam wypożyczenie namiotu to jednak deszcz podjął za nas decyzję i wieczorem wróciliśmy do domu. A na trasie pojawiła nam się tęcza jak z obrazka…

 

 

 

 

tęcza...

 

 

 

 

Odpoczynek, słodkie przytulanki, przebrać się i wyruszamy na Festiwal Fajerwerków. Było wystrzałowo i kolorowo 🙂 Tłumy ludków takie, że trzeba się było mocno nastarać żeby być w pierwszej linii widoczności. Udało nam się dopiero przy drugim podejściu, pierwsze oglądając zza drzew, dopiero później widok mieliśmy przestrzenny. Fajerwekowe wystrzały świetnie były zgrane z muzyką, tworzyły na niebie kolorowe obrazy i wzniosłą atmosferę 🙂 

 

 

 

 

 

fajerwerki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po tych weekendowych atrakcjach niedziela była całkowicie wypoczynkowa i leniwa, zaczęłam czytać nową książkę, połaziliśmy trochę po sklepach w poszukiwaniu półbutów, nawet obiadu nie chciało się gotować więc zjedliśmy na mieście. A na wieczór już tylko trochę kabaretów na youtube i pora przygotować się na nowy tydzień – fajnie, że krótszy – bo już urlop na piątek wypisany i łącznie z wolnym czwartkiem szykują się 4 dni wolnego! 🙂 Jupi!

Nelly Furtado i morze

W niedzielę razem z Gryndą i bratem pojechaliśmy nad morze, jako że Grynda jest z południa to morze jest dla niego taką egzotyką jak dla mnie góry 😉 Szkoda tylko, że pogoda była pochmurna, ale na szczęście nadal było ciepło i nie padał deszcz. Oczywiście wszamałam lody, Marcin trochę popływał, obeszliśmy promenadę, molo i na koniec znalazł się czas na obiad i małe zakupy.. 

 

 

Po powrocie drzemka i tempo na koncert Nelly Furtado! Zjawiskowa z niej kobieta, o mocnym, a jednocześnie delikatnym głosie.. Jak dla mnie trochę wersje piosenek były za bardzo spowolnione i złagodzone. Ale co by nie mówić dała radę, zwłaszcza przy „Who wants to be alone”. Jednak zmęczenie po 3 intensywnych dniach i podróży dało znać o sobie i zabrakło sił na wytrwanie do końca koncertu 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

W poniedziałek całkiem odpuściłam Wały, bo po pracy już nie chciało mi się wbijać w te zapełnione parkingi i tłumne rejony, za to była objazdówka nad staw i Jezioro Głębokie plus jeziorko Słoneczne i spacer do samego wieczora. Potem piwko, gry w karty – remik, makao i poker 😉 We wtorek chłopaki pojechali nad ranem na pożegnanie żaglowców, a ja tylko z pracy mogłam telepatycznie im pomachać…

 

 

 

 

I odpływają..



Szybko minęły te 4 szalone dni, ale to nie koniec rarytasów, bo już na weekend Szczecin szykuje wielkie fajerwerkowe widowisko! 🙂

 

 

 

 

 


Zlot Żaglowców

W piątek wybraliśmy się na Wały obejrzeć te żaglowce, które już przypłynęły. Tłumy przyglądały się statkom, wędrowały po sklepikach z różnościami i szalały na wesołym miasteczku 🙂 Zespół Voo Voo zagrał nietypowy koncert na podkładzie z Filharmonią Szczecińską, ledwo co rozpoznałam Wojtka Waglewskiego którego miałam okazję oglądać jeszcze jako nastolatka..

  

 Statki w pełni obejrzeliśmy dopiero w sobotę, po odebraniu Gryndy z dworca, po kąpielach nad rzeką i po domowym żurku na obiad 🙂 Największe wrażenie robił Dar Młodzieży ustawiony centralnie przy zejściu ze schodów, meksykański Cuauhtemoc i ogromny Kruzenstern, stojący wprawdzie na samym końcu Łasztowni – ale udało się dotrzeć i do niego. 

 

 

 

 Dar Młodzieży

 

 

 

 

zlot żaglowców

 

 

 

 

 

Tall Ship Races

 

 

 

Na telebimie obejrzeliśmy występ ślicznej Nelly Furtado, ale ze świadomością, że na następny dzień zobaczymy ją już na tej szałowej scenie podczas całego koncertu..

 

 

 

 

 

Wystąpili też Ewelina Lisowska, Lemon, Sylwia Grzeszczak, Margaret, Feel i inni, a na koniec po świetnym remiksie DJ’a Adamusa w niebo wystrzeliły fajerwerki, wyglądające jeszcze wspanialej na tle statku… Warto było poczekać do północy 🙂

 

 

 

 

O północy

 

 

 

 

Wystrzałowo :)

Trochę ruchu

Znowu udało się wyskoczyć na nordic. Po wizycie u rodziców trzy Kasie ruszyły w plener z kijami. 6 kilometrów później,  kiedy padłyśmy już na ławkę nad jeziorem, kumpela mówi – „zjadłabym pizzę”! Nie muszę chyba opisywać jakiego narobiła nam smaka 😉 Na szczęście były dwie przeciw jednej i pozostałyśmy przy wodzie z butelki..

 

Dzisiaj wypucowałam łazienkę, łącznie z podłogą i kafelki w kuchni, potem skoczyliśmy na podwójne zakupy żeby uzupełnić lodówkę na zbliżający się przyjazd Gryndy z okolic Krakowa. Masa ludzi ciągnie do Szczecina, z różnych stron Polski i świata też, na Finał Regat Wielkich Żaglowców. Zapowiada się extra 4 dniowa impreza 🙂 Koncerty – Nelly Furtado, Hey, Ukeje, Big Fat Mama, wesołe miasteczko, sklepiki różniste no i największa atrakcja – ogromniaste żaglowce – hiszpański, norweski, niemiecki, meksykański, duński i oczywiście nasze, w tym Dar Młodzieży 🙂 Relacje będą w TV oraz na blogu! Może jeszcze, przy ładnej pogodzie, zahaczymy o morze.. się zobaczy.. Na razie jeszcze jeden dzień w pracy i rozpoczynamy weekend pełen atrakcji 🙂