Dziecięca domówka

Kolega pokój swój miał, ale i tak część dzieci koniecznie chciała bawić się przy dorosłych i z ich stołu podjadać co lepsze kąski. Po bajce w kinie („Mumie”), przy której średnio się bawiliśmy, ferajna przeniosła się na domówkę i tu już było tak, jak lubię. Z pogaduchami, przy słodkościach, w fajnym towarzystwie i na luzie. Jak wyszliśmy z domu o 11.30, tak odwrót nastąpił o 21, więc na jakiś czas baterie naładowane;)

Dotarło też do mnie, że za 3-4 lata skończy się małoletnie imprezowanie. Sale zabaw, wyjścia z maluchami, trampoliny i bycie mamą małego dziecka. Młodzież będzie już wolała bez nas i w inny sposób.. Tym bardziej łapię każdą chwilę, bo po prostu uwielbiam uczestniczyć w tej dziecięcej radości, w tych zabawach i ekscytacji prezentami. Chyba sama odzyskuję wtedy radość i podoba mi się to niezmiernie.

W niedzielę nadrobiliśmy trochę plenery, po domowej sobocie – 10 tysięcy kroków zrobione, na dwóch spacerach. Spotkanie z moimi rodzicami, prezenty od wnuczka dla dziadków, gofry na drugie śniadanie od nich, w kawiarni. Dzień spokojniejszy, ale też wypełniony po brzegi. I gdy tak spojrzę na te wszystkie spotkania, zabawy, wyjazdy, wyjścia i rodzinny czas, stwierdzam, że nasz Mały Książę ma naprawdę fajne dzieciństwo..

Reklama

Wśród raf koralowych

Dopiero co tamten weekend wspominałam, a tu już nowy za pasem. Kiedy i jak to się dzieje? Gdzie te dni znikają? Budzę się w poniedziałek i zaraz już piątek. A jeszcze przeżyciami z Oceanarium żyję, zdjęcia oglądam i podziwiam ten kolorowy podwodny świat..

Pełen stworów różnistych, ryb przypominających foki lub węże, kolczatek, krabów i koników morskich..

Świat jak zaczarowany, pokazujący niesamowite stworzenia, których nie oglądamy na co dzień, a które zaciekawiają i wzbudzają zachwyt – pod warunkiem, że nie stykam się z nimi oko w oko, pod wodą. Wystarczy zza szyby:)

Tymczasem powrót z morza na twardy grunt, praca, tempo po niej. Mały zajęty równie mocno jak my. Z zajęciami w świetlicy, pracami domowymi, kolejnym konkursem (na maskę karnawałową), trenowaniem tabliczki mnożenia i czytaniem nowej lektury. Dlatego też należy się chwila oddechu, u mnie na dzisiejsze, przyjemne wyjście z koleżanką do kawiarni. U niego na jutrzejsze spotkanie z kumplami i u Męża na oglądanie Stranger. W sobotę może wreszcie większe porządki, a niedziela na zbieranie sił do kolejnego tygodnia w biegu:) Miłego weekendu!

Zima znowu zaskoczyła drogowców

Część planów udało się zrealizować, jednak śnieg pozmieniał wszystko. Bo jakże jechać do galerii, kiedy dziecię na sanki ciągnie i warto łapać okazję poczucia prawdziwej zimy. Zwłaszcza w wolne dni. Cieszyłam się, że w piątek ogarnęłam co trzeba – domowo. Posprzątane, obiad gotowy w sobotę rano, a umówione spotkanie spacerowe przeniosłyśmy z koleżanką na sanki, dzieci miały frajdę, a i my czas pogadać.

Mężuś w tym czasie odkurzył podłogi, została łazienka do umycia, ale to już w tygodniu nadrobię. Po saneczkowym szaleństwie poszliśmy całą ferajną na herbatę i po zaległy prezent urodzinowy Małego. Teraz już myślę, jak i kiedy ugościć dziewczynki, żeby za dobroci podziękować. Wieczorem nowa planszówka, a w niedzielę długi rodzinny spacer, zakończony goframi w kawiarni. Postanowiłam nagrać filmik z rzucania śnieżkami i lepienia bałwana, by całą rodzinę mieć w jednym miejscu. Lata lecą, rodzice coraz starsi i mam ogromną potrzebę zatrzymywania chwili.. Co więcej, pasję do zapisków, zdjęć i filmów przejął chyba po mamusi Mały Książę. Od kilku dni prowadzi swój zeszyt, wygrany w szachy, pod pięknym tytułem – Pamiętnik nocny:) Pamiętnik na razie otwarty i dostępny dla rodziców, zapiski należy podziwiać i bardzo mu w tym pisaniu kibicuję. Świetnie potem wracać do własnych notatek. Szkoda, że mnie w wieku 8 lat nie wpadł do głowy taki pomysł. Chętnie bym poczytała, co wtedy w moich myślach i sercu się działo..

Lejdis + Testosteron = Bejbis

Za mną kolejne wyjście na Kino Kobiet, wprawdzie w niepełnym składzie, z racji chorobowych, ale i tak udane. Dziewczyny w dobrym nastroju, poprzebierane w pastelowe róże i błękity. Głupawka wyśmienita i totalny luz. Przed wejściem spotkania z kosmetyczkami, próbki kremów, perfum i namawianie na cudowne zabiegi (część koleżanek załapała się ostatnio na darmowy zabieg z kolagenem, a moja Mama na spotkanie z dietetyczką). Przed sensem wygrałam dwie książki, zgarnęłam maseczki do twarzy i naturalne dezodoranty w kremie dla siebie i koleżanek. Zawsze jakiś miły dodatek. Kino Kobiet kiedyś było tradycją, umawiałyśmy się co miesiąc i czasem była nas duża ekipa. Raz zajęłyśmy z 15 miejsc na sali.

Film „Bejbis”, zaskakujący, momentami komediowy, częściowo mocno gorzki i smutny. Nie każdemu się spodoba i od razu warto zaznaczyć, że nie można się nastawiać na lekkie kino. Jest przesłanie, jest o nas samych, czasem bulwersująco, z zahaczeniem o tematy religijne. Dużo w nim prawdy, choć nie ze wszystkim się zgadzam. Ogólnie jednak wyszłyśmy zadowolone.

Małemu też trafiła się gratka, szkoła dostała zaproszenie do sali zabaw, na dwugodzinne szaleństwo w trakcie lekcji. Za moich czasów jedyne wyjścia były na.. boisko;). Dzieci mają teraz masę atrakcji, dużo konkursów i ciekawych zajęć. Wychowawczyni kreatywna i z chęcią co chwilę coś im wymyśla. Niedawno w ramach przerwy śniadaniowej był dzień kiszonek, innym razem wspólnie szykują zdrowe kanapki, albo mają zabawy na dywanie.

Tymczasem zbliża się dzień zadumy, wyciszamy emocje i idziemy w weekend zaświecić światełko dla naszych bliskich. Małego bardzo smucą rozmowy o odchodzeniu z tego świata, pytał ostatnio jak on sobie kiedyś bez nas poradzi.. I przyznaję, że takie pytania rozkładają mnie na łopatki..

Z Abbą w tle

Przyjęcie na pokład nowej pracy świętowałam zupełnie niespodziewanie na koncercie Tribute to ABBA, koleżanka zadzwoniła, że mają bilet i czy się wybieram z nią i jej ekipą. Chętnie dołączyłam, bo piosenki Abby bardzo lubię, wzruszają mnie i z rodzicami się kojarzą. Mama nie chciała dołączyć, bo impreza późno, ale i tak pojechałam i posłuchałam w ich imieniu fajnej muzyki.

https://www.youtube.com/watch?v=DEJXUDQF5hs

Show nie było jakieś wystrzałowe, największym minusem okazało się siedzenie na trybunach. Także nie wytrzymałam i musiałam zejść pod scenę, żeby trochę potańczyć i lepiej wszystko widzieć. Na koncertach najbardziej lubię być pod samą sceną, dopiero wtedy czuję, że biorę udział w imprezie i tak też tą zapamiętam:)

W weekend za to najpierw długie odsypianie, gotowanie różności, bo i wątróbki drobiowej z kapustą kiszoną, robinie makaronu z kurczakiem i pomidorami, a na deser muffinek jogurtowych , z poleconego przez dobrą duszkę przepisu. Było też pakowanie dużego prezentu, gdyż w sobotni wieczór mój Tata obchodził swoje okrągłe urodziny. Zapowiedziano kolację i tańce w lokalu, także odświętnie się wystroiliśmy i włączyłam nastawienie taneczne.

Wakacyjny finisz

Wakacje już na końcówce i aż wierzyć się nie chce, że za tydzień dzieci wracają do szkoły.. Ale, że Mężu miał jeszcze kilka dni wolnego, a Zakopane odjechało w siną dal, to skorzystaliśmy z upalnej pogody u Zosi. Trochę w ogrodzie, na spacerach, ale i na wyjazdach nad jeziora. Było ponad 30 stopni, więc kąpiele mile widziane, nowe okolice zwiedzone i nawet obiad w Strzelcach Krajeńskich zjedzony.

Po Męża urlopie mieliśmy wracać do domu, ale nastąpił zwrot akcji – domek u Brata się zwolnił i mogłam znowu zakotwiczyć z Małym nad jeziorem u rodziców. Szkoda było dziecię trzymać w murach podczas mega upałów, więc trochę leśnych przygód, pływania, pieczenia kiełbasek przy ognisku i leniuchowania na plaży jeszcze zaliczyliśmy. Było fantastycznie, do tego powrót pociągiem, więc radość dla dziecięcia dodatkowa, a na dworcu czekał na nas stęskniony tatuś i mąż (w jednej osobie).

Jakby pogoda wyczuła, że zakończyliśmy podróżowanie, temperatury spadły, trochę pokropiło i chmury zasłoniły niebo. Co nie oznacza, że zasiedliśmy w domu na kanapie, trafiły nam się bowiem Żagle2022, zwiedzanie okrętu ORP Toruń i długi spacer na Wałach..

Do tego wspaniałe spotkanie z Beatką, która z Danii przybyła na nasze Męskie Granie, pogaduchy z nią i odprowadzanie się tak, by jak najdłużej ze sobą pobyć w tym życiowym pędzie. Potem plac zabaw i spacery z koleżanką i jej wnuczkami, a pomiędzy tym wszystkim ogarnianie mieszkania, szop pracz nieustanny, zapełnianie lodówki (matko, co za drożyzna!) i próby gotowania, od którego po trzech tygodniach zdążyłam się odzwyczaić. Czuje się, że to już finisz wakacyjnej swobody, ale weekend przed nami i słońce też się jeszcze trochę uśmiecha. Łapiemy więc te uśmiechy na zapas i lecimy w plener. Miłego!

Północ – Południe

Po koncertowych atrakcjach i dwóch dniach na złapanie oddechu, po Trójmieście i Helu, przyszedł czas na długo planowaną wyprawę do.. Krakowa!

Już od dwóch, czy trzech lat wspominałam Mężowi, że fajnie by było w te piękne rejony zawitać. Odświeżyć moje wspomnienia po 17 latach i utworzyć nasze wspólne, gdyż on i syn jeszcze tam nigdy nie byli. Gdyby nie Paulinka z naszego blogowego świata, pewnie jeszcze kilka lat byśmy się do wyjazdu krakowskiego zbierali;) Tymczasem była i mobilizacja i ogromna chęć sprawienia jej radości w postaci urodzinowego spotkania. Przyjemność była obustronna, przyjęcie bardzo sympatyczne, a Kraków dzięki naszemu spotkaniu i poznaniu Twojej kochanej rodziny zyskał jeszcze więcej uroku:)

Udało się idealnie spasować termin, znaleźć hostel blisko Starego Miasta i połączyć zaproszenie urodzinowe ze zwiedzaniem przepięknego miasta. Nic tylko łapać i doceniać takie szczęśliwe chwile. Relacje z podróży i przeżyć, w kolejnych wpisach..

Gdańsk, Gdynia i przyjemności

Miałam siadać i pisać, tymczasem dzieje się tyle, że normalnie nie mam kiedy. Po ogarnianiu walizek, spotkania z rodzinką, spacery, plac zabaw z koleżanką i jej maluchami, a na dokładkę koncertowo! Ale najpierw zapowiadane relacje podróżne:)

Z Trójmiasta wyciągnęliśmy tyle ile tylko było możliwe na te fantastyczne pięć dni. Na pierwszy ogień poszedł zaczarowany Gdańsk, z piękną Starówką, z Bulwarem, znanym Żurawiem i na dokładkę z Jarmarkiem Dominikańskim, na który po raz kolejny udało się trafić – a tam upolowana nowa gra planszowa dla Małego i drewniana łyżka, głęboka – zawsze Mężu narzekał, że takiej nam brak, no to jest. Gdańska:)

Niezmiennie jestem tym miastem zauroczona i coś czuję, że jeszcze nie raz tu zawitamy..

Kolejnym punktem programu była Gdynia, pełna turystów i problemów z zaparkowaniem samochodu. Gdy po czterech kółkach wokół Skweru Kościuszki udało się znaleźć miejsce, wrażenie bezcenne – jakby człek trafił w totka. Wiem wiem, powinniśmy jechać pociągiem lub SKMką, ale plan był jeszcze popołudniowy z prezentami i z bluzami do targania, ciężko bez auta. Tak czy inaczej był czas na spacer, podziwianie znanych statków (Dar Pomorza i do nas czasem zawita), Nautilusa, pomników – Żagli i marynisty Josepha Conrada,

czas na sklepiki, obiad i na plażowanie też. Wiem, że to tylko skrawek miasta, którego nie da się zwiedzić w pół dnia, ale cieszę się, że wreszcie tam dotarliśmy.

Po godzinie zero, kiedy to wiedzieliśmy już, że Lena wraz z Mężem dotarli po pracy do domu, ruszyliśmy na spotkanie. Sympatyczne, w wypielęgnowanym i kwiecistym ogródku, przy herbacie i słodkościach, na miłych pogaduchach trójmiejsko-szczecińskich i sesji zdjęciowej dzieła profesjonalnego Fotografa. Później podziwianie domowego królestwa i chwilowe zapoznanie z kociakami (Frania faktycznie nieśmiała, Filemon odważny, ale śpiący po nocnych harcach:)). Gdy już się ferajna nagadała, nie mogło się obejść bez wyprawy do Mechelinek. To taki mały raj, dla mieszkających w pobliżu i spragnionych wyciszenia mieszkańców..

Po spacerze i uściskach wracaliśmy do Krakersa, na odpoczynek i zbieranie mocy do kolejnych wypraw..

Wakacyjna okazja

Po atrakcjach przy otwarciu Amfiteatru, spakowaliśmy torbę plażową i z racji pięknej pogody pojechaliśmy nad jezioro do rodzinki. Rodzice i brat koczują tam od kilku dni, zatęskniło się więc do nich, za plażowaniem i kąpielami też..

A że Mężuś złapał wreszcie kilka dni wolnego, mogliśmy zaplanować wspólny wyjazd też w dalsze rejony naszego pięknego kraju. W trakcie rozważań nad kierunkiem podróży dostaliśmy mega propozycję od blogowej Leny (Okularnicy) – darmowego noclegu w Gdańskich rejonach, połączonego z opieką nad kotem – Krakersem:)

Okazja w idealnym momencie i grzechem było nie skorzystać. Zwłaszcza, że i Lenę wraz z Fotografem mogliśmy odwiedzić i wszystkie miasta w Trójmieście zaliczyć, nawet z extra bonusem. Ale, że już w domu i noc po ogarnianiu walizek, zakupach i praniu mnie zastała, to wojaże opiszę w kolejnych odcinkach.

Wychodne

Nie mogę uwierzyć, dopiero co była niedziela, a już zaraz piątek. Jak to? Nie zdążyłam ze wszystkimi planami na ten tydzień! Normalnie gonię czas i chyba muszę nastawić budzik na wcześniejszą godzinę. Przed chwilą wesołe miasteczko z Małym, a już kolejne pomysły na nowy weekend. Na wesołym tradycyjnie MK wybrał autodrom, skakanie z linami na trampolinie i salę z przeszkodami, którą po raz pierwszy pokonał bez asysty. Za to odeszła mu chęć na karuzele i jeśli przejął błędnik po mamusi, wcale się nie dziwię. Od samego patrzenia mam zawroty głowy.

Po poniedziałkowym plażowaniu (od rana do wieczora) w towarzystwie koleżanki z dzieckiem i z moim Małym szczęściem stwierdziłam, że na wtorkowe świętowanie imienin Ani idę bez dziecięcia;) Trzeba czasem odpocząć od nieustannego trajkotania, stu pytań do i od domowych zajęć też. Także mamuśka miała wychodne. Na pięć godzin wskoczyłam w towarzystwo szkolnych mam, które spotkały się u Ani na działce. Wieczór okazał się sympatyczny, z dużą dawką śmiesznych opowieści, a że mieszkamy wszystkie na tym samym osiedlu nie musiałam wracać sama. Duży plus i zaproszenie na kolejną imprezę, wraz z rozpoczęciem roku szkolnego.

Wczorajszy dzień znów intensywny i na dokładkę wychodzony po zakupach jedzeniowych i po wielkiej Ikei, gdzie wreszcie trafiłam brakujące talerze. Ile tam się robi kilometrów to głowa mała, kroki w tym przybytku nabija się w ilości hurtowej. Tym chętniej jedzie się potem do rodziców, gdzie można klapnąć w spokoju, dostać obiad i popatrzeć, jak bawią się z Małym w… sklep. A na deser dostać coś słodkiego, w ramach świętowania ich rocznicy ślubu. Nic tylko życzyć im jak najwięcej takich słodkich chwil, w zdrowiu i w szczęściu, a nam byśmy mogli być z nimi jak najczęściej..