Podrygi jeszcze letnie

U Rodziców raj smakowy.. orzechy laskowe prosto z drzewa, jędrne, lekko słodkawe.. cud, mniód i bąbelki. Wielki szczupak i okoń złowione przez Tatkę, usmażone na złoto i chrupiąco, z ośćmi dużymi jak wykałaczki, więc mało ryzykowne w jedzeniu. Do tego maliny, borówki i sok z ananasa. Same rarytasy, tak na ostatnie podrygi lata.. Zdecydowanie wyczuwa się chłodniejsze noce, słońce ma mniejsze moce grzewcze, a dzień robi się coraz krótszy. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy to o 20.30 ciemność zapadła za oknem! A tak fajnie było mieć jasno do 22.. No cóż, trzeba łapać te ostatnie chwile i póki słońce ruszać w zielone jeszcze plenery..

 

 

 

 

zielono mi..

 

 


 

Na weekend robię strajk kuchenny, pakuję w torbę słoiczki, musy owocowe i chrupki dla Małego, dla nas parę złoty w kieszeń na obiad i śmigamy nad wodę. A jutro, jak się uda wpasować z drzemką, to może złapię Hołowczyca i Małysza na foto, a jak nie, to choć okiem widoki motoryzacyjne z Bajapoland złowimy.

Miłego odpoczynku 🙂

 

 

 

 


Spać czy nie spać?

Oto jest pytanie.. Wczoraj ucięłam sobie drzemkę w tym samym czasie co Synek, wyszło nam ponad dwie godziny! I w efekcie nie mogłam zasnąć do 3 w nocy.. taka byłam wyspana. Natomiast Mały po odłożeniu do własnego łóżka od razu czuje, że coś mu nie gra, wierci się, kręci i chce do nas. Pokutują ostatnie wyjazdy bez wyrka turystycznego. Kilka nocy przy rodzicach i już ciężko mówić o spaniu samemu. Wiem, wiem.. nasza wina, nasza wielka wielka wina 😉 O tej nocnej porze poddajemy się w końcu i Mały ląduje z nami. Tylko dzięki temu udaje się pospać do rana, choć oczywiście o 5 lub 6 pobudka na pierwsze śniadanko. Potem może spać dalej, gorzej ze mną, zwłaszcza jak się rozbudzę. 

 

 

 

 

 

spaać...

 

 


 

Mężulek odsypia po pracy, ja dziś oczy na zapałki i twardo się trzymam, bo jeśli usnę w dzień, to znowu nici ze spania wieczorem. Ale dość o spaniu, bo czuję jak mnie do poduszki ciągnie 🙂

 

Nowy tydzień tradycyjnie zaczął się dylematami kulinarnymi, na dwa dni miałam jeszcze kotlety, do tego mizeria, raz ryż, raz ziemniaki. Dziś kombinuję zestaw warzyw z patelni – fasolka, kukurydza, brokuły i marchew z kaszą gryczaną

 

 

 

 

warzywka z kaszą

 

 

 

 

plus pierogi z mięsem dla mej połówki, bo za warzywami nie przepada. Pierogi na razie kupne – przepis na zrobienie pierogów czeka w kolejce do wypróbowania. Dla Dziecia natomiast przygotowałam obiad z indykiem, kalarepką i fasolą szparagową, wczoraj próbował ryż z tartym jabłkiem, a dziś oprócz obiadu dostanie trochę kaszy gryczanej, którą to gotuję bez soli, by doprawić sobie na talerzu. Kupiłam niedawno mąkę ziemniaczaną i w planach mam przygotowanie domowego kisielka z owocami:

 

-250 g owoców

-2 szklanki wody

-3-4 łyżeczki mąki ziemniaczanej

i odrobina cukru, jeśli owoce okażą się za kwaśne. Cukru postaram się uniknąć, ale ciekawa jestem czy Mały taki deser będzie w ogóle jadł.. 

Pranie zrobione, małe zakupy też, dziś jadę z nim do moich Rodziców by pochwalić się 7 zębem i nową sztuczką – obracaniem się z brzucha na plecy i biciem brawo. Nie ma to jak rodzicielska duma z tak, wydawałoby się, prostych czynności 🙂

Włajaż włajaż

Kolejna podróż za nami, tym razem w rejony mężowej rodziny połączona z grillem, zabawami z  Wnuczkiem, poszukiwaniem następnej skrytki i filmem który udało się obejrzeć. Fajny weekend, ale że już padam i do tego piszę z mozołem z telefonu więc zostawię wpis do jutra.. Dobranoc..

 

 

W sobotę mieliśmy wyruszyć z samego rana, ale Mały postanowił przetrzymać nas od 4 w nocy na chodzie i trzeba było to odespać. Odespanie sprawiło, że ruszyliśmy dopiero o 8,30 i znowu miałam mało czasu na mój ulubiony rynek – na szczęście tym razem nie było tam nic ciekawego prócz jednej, rewelacyjnej bluzy, pluszowej w środku i z odpinanym kapturem. Wyszłam więc zadowolona 🙂 Babcia Zosia jak zwykle przywitała nas z radością, a zwłaszcza Wnuczka, który urósł niesamowicie od naszej ostatniej wizyty. Podziwiane więc były i dłuższe włosy i nowe zębiska i umiejętność robienia błyy błyy kiedy się rusza palcem po ustach w górę i w dół, tudzież kręcenia sitkiem jak kierownicą przy dźwiękach brym brym 😉

Dzień spędziliśmy w ogrodzie, na kocu, z próbnym rozłożeniem pirackiego basenu. Basen i owszem, prezentował się dumnie do czasu.. aż oklapł. Ponieważ nie posiadamy już paragonu, pozostaje jedynie szukać dziury w całym i nakleić łatę jeśli się ową dziurę namierzy.

 

 

 

 

 

jeszcze forma pełna

 

 

 

 

 

Opowiadaliśmy o nadmorskich i leśnych podróżach, o tym jak Synek znosił upały, pierwsze kąpiele w jeziorze, ja oczywiście jak zwykle wyskakiwałam z dokumentacją fotograficzną, a Mąż też mógł pochwalić się nową umiejętnością 🙂 Zosia nie mogła uwierzyć, po pierwsze, że kostkę Rubika w ogóle da się ułożyć i jeszcze bardziej w to, że da się to zrobić tak szybko! Przyznaję, też byłam i jestem z Męża dumna. Tym bardziej, że sama bardzo powoli przyswajam algorytmy do kostki 2×2, którą dostałam w wersji ulepszonej – MoYo Ling Po (czarymaryabrakadabra). Poprzednią dostał w swoje zęby Synek, który od czasu do czasu też przejawia chęć przestawienia jej ułożenia.

 

 

 

 

 

Rubikowe zafascynowanie

 

 

 

 

 

Spacer machnęliśmy po lesie, by drzemkę miał na świeżym powietrzu, a wieczorem kiedy chłopaki już usnęli, a ja zasnąć nie mogłam włączyłam sobie w tv sympatyczny film „Teoria chaosu”. O tym, jak to czasem przypadkowe zdarzenie uruchamia lawinę wywracającą uporządkowany świat do góry nogami..

 

 

 

 

 

 

 

 

Swoją drogą zauważam i u siebie próby porządkowania, choćby poprzez zapisywanie rzeczy do zrobienia w kalendarzu, zresztą oboje jesteśmy kalendarzowi, nawet Synkowi prowadzę kalendarz jego pierwszego roku życia. Dodatkowo robię jeszcze listy zakupów, czasami notuję wydatki przez kilka miesięcy, póki mi się nie znudzi. Ale ostatnio nie nadążam z tym wszystkim i po prostu cieszę się, kiedy mam czas na bloga lub czytanie książki. Najlepsze jest łączenie przyjemności, czytanie na plaży, czy szukanie tajemnych skrytek na spacerze. Kolejna skrzynka znaleziona w starym ciągniku. Przyczepiona magnesem rurka z logbookiem w środku, gdzie z przyjemnością dopisaliśmy Męża login. Jeszcze kilka do odnalezienia i będziemy mogli zrobić swoją skrytkę. Ha! Już by trzeba pomyśleć nad ciekawym miejscem ukrycia i znaleźć jakąś szkatułkę 🙂

Tete a tete i tajemne skrytki

Nie ma to, jak umówić się z Mężem na słodkie tete-a-tete, dziecię zapada w sen, robi się nastrojowo, romantycznie.. a tu sąsiad z dołu zaczyna wiercić dziury w ścianie. Nosz! A czas drzemki taki cenny 😉  


Po ostatnich wojażach i ciągłym rozpakowywaniu, praniu, myciu łazienki i układaniu rzeczy wzięłam się też i za siebie. Henna na brwi, uprzednio z mozołem kształtowanych w linię odpowiednią, odżywka na włosy. Pedicure z mocniejszą tonacją malinową i manicure bezlakierowy, ze względu na duże zainteresowanie Dziecia moimi palcami.


Dzieć również zajęty sobą i poznawaniem nowych umiejętności. Wczoraj pierwszy raz udało mu się wrzucić piłeczkę w paszczę platikowego krokodyla. Powtórzył to już kilka razy i brawom nie było końca. Do tego przemieszcza się dookoła własnej osi przesuwając nogi i podpierając się ręką. Nic tylko go ściskać i całować (póki nie zgłasza sprzeciwu), co też czynimy 🙂

 

Kupiłam mu, wstając wraz z nim z samego rana, ciepłą bluzę pluszową w Lidlu – rozmiar na wyrost, żeby do zimy była w sam raz. Ugotowałam obiad pełen witamin – z fasolką szparagową, marchewką bio, żółtkiem, ziemniakiem, kalarepą, mięsem z indyka, odrobiną masła i przyprawiony natką pietruszki i koperkiem. Zajada aż miło patrzeć. Do tego na deser tarte jabłko, naprzemiennie ze świeżymi nektarynkami, a na spacerze musem owocowym z tubki. A dziś ponowna próba z kaszą, tym razem manna zmieszana z truskawkami. Coś tych kaszek w ogóle nie chce jeść. Przemycam dorzucając po trochę do dań obiadowych i widzę, że najlepiej wchodzi kukurydziana. Nic dziwnego, chrupki kukurydziane zdecydowanie mu smakują i to chyba po mamusi, która kukurydzę może jeść pod wszelką postacią – chrupki, popcorn, z puszki i gotowaną, jako przysmak, który też kojarzy mi się z latem..

 

 

 

 

pyszota

 

 

 

 

A ponieważ lato w pełni i Mąż, który oprócz układania kostki Rubika (rekord ułożenia 49 sekund, trening trwa i chyba wystartuje w zawodach) wciągnął siebie i mnie w poszukiwanie ukrytych skarbów, więc każdy możliwy spacer i wyjazd próbujemy z tym połączyć.


Geocaching to gra terenowa, gdzie jej uczestnicy tworzą skrytki-skrzynki po całym kraju, wynajdując ciekawe miejsca i podając namiary dla innych uczestników. Gra trwa od lat, portal Opencaching działa od 2006 roku więc wyobraźcie sobie ile już takich skrytek jest dookoła was 🙂 Nawet nie byliśmy świadomi (jak większość „mugoli” 😉 ) ile razy przechodziliśmy w parku, czy przy jakichś ulicach w mieście, obok tajemnych miejsc. A teraz ich poszukujemy, namierzamy (tak, żeby nikt z postronnych osób nie widział) i dopisujemy się do listy (logbooka) ciesząc się sukcesem i wciągając w zabawę znajomych. Znalezienie nie jest takie proste – trzeba się czasem zanurzyć w liściach, krzakach, przesuwać kamienie, rozwiązywać zagadki i zaszyfrowane wiadomości w podanych opisach. Są np przyczepione do płotu, na magnes, małe rurki, albo pudełka o różnych rozmiarach. Wprawdzie w skrytkach za skarby robią drobiazgi, co kto ma w kieszeni, jakieś breloczki, długopisy, zabawka czy inna pierdółka

 

 

 

 

skarb ;)

 

 

 

 

 

ale ile radości jak się toto namierzy, a przy okazji odkrywanie miejsc, obok których się przejeżdżało i nie miało pojęcia, że takie istnieją.. Ostatnio w podróży natknęliśmy się np na Platana Olbrzyma. A kiedy czyta się, że ktoś ma na koncie 1860 znalezionych skrytek i że rozsiane są one po całej Polce, a zapewne i po całym świecie, to chęć zwiedzania i powiększania naszej puli rośnie 🙂

 

 

 

 

olbrzym

Kąpiele

Z morza nad jezioro – i mogę tak całe lato! Szkoda, że tego urlopu dla pracujących jest tak mało.. Wnioskuję o 2 miesięczny czas wolny dla wszystkich w lipcu i sierpniu 😉 

 

 

 

 

relaks..

 

 


 

Synek pierwszy raz kąpał się w jeziorze, krótko bo woda jednak dla niego chłodna – raptem 26 stopni, ale za to zanurzenie po pachy. Swoją drogą taka temperatura wody mogłaby być w morzu i dałoby się i tam kąpać do woli. Za to w jeziorze nareszcie sobie popływałam. Fantastyczne ochłodzenie, kiedy na zewnątrz żar się z nieba leje, a ostatnie temperatury od 22 rano po 29 w dzień i do wieczora.. Takie lato to ja rozumiem. Był czas na grilla, na plażowanie, na pogaduszki z rodzicami i zabawy z Małym. Jego drzemki znów na świeżym powietrzu, potem lepszy sen w nocy, dobry apetyt i smaki na nowości. Pierwsza pomidorowa z ryżem, jarzynki z kurczakiem i super musy owocowe. Niech je na zdrowie 🙂

 

W międzyczasie podjechałam do Beaty, która to już pakuje walizki do Danii. Mąż tam pracę ma, syn pójdzie do szkoły integracyjnej. Umowa na mieszkanie podpisana i nareszcie zaszaleją w mieszkaniu 3 pokojowym, zamiast w kawalerce, gdzie od wielu lat cisnęli się w trójkę. Szkoda bardzo, że jej tu nie będzie.. stała mi się bliska i choć nie zawsze był czas na spacer, czy spotkanie, to jednak była świadomość, że tuż obok mam dobrą duszę.. Pozostaną smsy i kontakt przez internet, choć nic nie zastąpi pogaduch na żywo, czy wspólnego wyjścia na imprezę lub koncert. No cóż, takie mamy realia, że wielu musiało wyjechać by wreszcie zacząć godnie żyć.. przykre, ale prawdziwe.

 

U mnie też może być różnie, ale jeśli tylko będziemy mogli utrzymać się tutaj, to nie chcę żadnej emigracji. Tu mam rodzinę, dom, znajomych, tu czuję się u siebie i tu chciałabym zostać.. Oby to było zawsze możliwe.. 

 

Żeby nie wkręcać sobie myślenia o pracy, póki jeszcze nie muszę, ruszam do przepakowania toreb i z jeziora śmigamy kąpać się nad rzekę. Niech to lato trwa jak najdłużej 🙂

 

 

 

 

lato..

Raj w rzeczywistości

Nad morzem zawsze jest mi wspaniale, ale oczywiście to nie tak, że ten raj trwa od rana do nocy 😉 Zanim przyjechaliśmy wykonałam 37 telefonów i okazało się, że noclegów w Dziwnowie brak.. wszędzie słyszałam, że jedynie pod koniec sierpnia. Ale się nie zniechęciliśmy i po spakowaniu w trasę! W sobotę faktycznie trudno było znaleźć nocleg, ale akurat ktoś wyjeżdżał i wskoczyliśmy natychmiast w pokój wynajmowany w mieszkaniu prywatnym. Miejsca dużo, rozkładane wyrko i kanapa, plus fotel. Dobrze, że nie braliśmy łóżeczka turystycznego bo bez problemu się pomieściliśmy. 


Z rajskich przeżyć – po pierwszej nocy ekstremalna pobudka – Synuś walnął taką niespodziankę, że natychmiast trzeba było lecieć prać ubranka, jego samego i prześcieradło 🙂 Mimo iż długo zasnąć przez upał nie mogłam, to obudziłam się w sekundę i akcja.

 

Potem już cudnie.. plażowanie, spacery, rarytasy na obiad – choć i tu fajne rajskie dylematy..

– to co dziś jemy?

– nie wiem

– ale na co masz ochotę?

– nie wiem 

Tak to bywa jak jest za duży wybór, a nie tylko żurek na obiad 😉

 

 

 

 

na plaży

 

 


Fantastycznie jest nad morzem.. Mały mimo kremów z filtrem już nam się trochę opalił, raz czapka wylądowała w wodzie i siedział pod plażowym namiotem bez. Innym razem do prania poszły spodenki suszone potem na plażowym parasolu. Ogólnie wesoło, zabawy foremkami, wyjmowanie rzeczy z wiaderka (wkładanie to jeszcze wyższa szkoła jazdy), samoloty na rękach, chlupanie stopami w morskich odmętach.. i jak tu nie kochać takich klimatów 🙂

 

 

 

 

o tak..

 

 


Do tego trzeci ząb wylazł już prawie w całości i idą kolejne dwa górne. Klawiatura nam się zapełnia, śliny jeszcze masa i ledwo nadążam z wymianą śliniaczków. Ale nic to, grunt, żeby zdrowy był, tak jak jest, to przetrwamy wszystko. Odporność nad morzem wzrasta, jodu się nawdycha, całe dnie na świeżym powietrzu i nawet mi alergia żadna tu nie dokucza, a przed zimą przyda się też dla nas wzmocnienie. Jeszcze w planach dzień u rodziców nad jeziorem i wyjazd do babci Zosi. Na razie jest upalnie, ale coś na weekend zapowiadają przelotne deszcze. Fajnie by jednak było, żeby ten sierpień do końca pozostał taki wakacyjnie ciepły..