Cichosza

Ależ było błogo w ten wyjazdowy weekend.. Sennie, sielsko, spacerowo. Strzelający ogień w piecu, śmiech w kinie, zabawy z kotem i nowa koszula w kartę, na wiosnę. Na nią jednak jeszcze trochę poczekamy, bo w niedzielę u Zosi sypnęło śniegiem.

Niby niewiele, ale jednak zimowe opony bardziej się przydadzą. Już zamówione i czekamy na dostawę, by wreszcie uwolnić moje autko z dojazdówki.

Mały szczęśliwy, wyspany, uczy się samodzielnego mycia pod prysznicem (u nas jest wanna) i może jednak część ferii spędzi u babci. Zobaczymy, bo choć radzi sobie z dbaniem o siebie (dziś nawet sam przygotował kolację), to jednak emocjonalnie nie do końca jest gotowy na pierwszy wyjazd bez rodziców. I chce i boi się.. Jak każdy, przed nieznanym..

Reklama

Dziecięca domówka

Kolega pokój swój miał, ale i tak część dzieci koniecznie chciała bawić się przy dorosłych i z ich stołu podjadać co lepsze kąski. Po bajce w kinie („Mumie”), przy której średnio się bawiliśmy, ferajna przeniosła się na domówkę i tu już było tak, jak lubię. Z pogaduchami, przy słodkościach, w fajnym towarzystwie i na luzie. Jak wyszliśmy z domu o 11.30, tak odwrót nastąpił o 21, więc na jakiś czas baterie naładowane;)

Dotarło też do mnie, że za 3-4 lata skończy się małoletnie imprezowanie. Sale zabaw, wyjścia z maluchami, trampoliny i bycie mamą małego dziecka. Młodzież będzie już wolała bez nas i w inny sposób.. Tym bardziej łapię każdą chwilę, bo po prostu uwielbiam uczestniczyć w tej dziecięcej radości, w tych zabawach i ekscytacji prezentami. Chyba sama odzyskuję wtedy radość i podoba mi się to niezmiernie.

W niedzielę nadrobiliśmy trochę plenery, po domowej sobocie – 10 tysięcy kroków zrobione, na dwóch spacerach. Spotkanie z moimi rodzicami, prezenty od wnuczka dla dziadków, gofry na drugie śniadanie od nich, w kawiarni. Dzień spokojniejszy, ale też wypełniony po brzegi. I gdy tak spojrzę na te wszystkie spotkania, zabawy, wyjazdy, wyjścia i rodzinny czas, stwierdzam, że nasz Mały Książę ma naprawdę fajne dzieciństwo..

Do you like ice skating?

Coś ostatnio u Małego w szkole deficyt lekcji i nauczycieli angielskiego. Pojawiła się trzecia pani i jak wszystkie poprzednie, po kilku zajęciach zniknęła. Dzieci tracą cenny czas na naukę, a my wychwalamy pod niebiosa decyzję o zapisaniu syna na prywatny kurs. Szkoda, że tylko raz w tygodniu, ale lepsze to, niż nic..

A żeby nie tylko szkoła i nauka, to dziś był bal karnawałowy i przebranie za pirata, a potem porwałam dziecię na łyżwy. W tygodniu, bo taniej i mniej ludzi. I przed feriami, z tych samych względów. Jestem dumna z Małego, że znów tak dzielnie jeździł, że próbował sam i nie poddawał się, gdy było blisko do upadku. Ambitnie, odważnie i z uśmiechem na twarzy:)

Aż serce rośnie, gdy widzę, jak wielu rzeczy już się nauczył od dnia narodzin. Jak bardzo się zmienił, jak staje się coraz starszy i zaskakuje swoją młodą mądrością..

Zew

Jako, że wiosennie za oknem, obudził się we mnie zew do porządków. Podszyty trochę nerwem, pojawiającym się, gdy zbyt dużo bałaganu w otaczającej mnie przestrzeni. Lubię porządek, świeżość i poukładanie. Potrzebuję ich dla spokojności umysłu i ciała..

Poruszyłam więc niebo (lampy, szafy, rurki od gazu i inne górne ustrojstwa) oraz ziemię. Tu z pomocą Męża, który odkurzył porządnie wszystkie zakamarki, bym mopem parowym mogła z premedytacją wykończyć podłogowe bakterie. Po wszystkim wietrzenie i dopiero odetchnęłam, ruszając na spacer z chłopakami. Nie wiem skąd miałam moce (modliłam się, by kręgosłup ów zew wytrzymał), ale chyba porządki dodały mi skrzydeł, bo i humor się poprawił i spokój wewnętrzny powrócił.

Deszczowe sobotnie popołudnie wykorzystaliśmy na wypad po buty dla Małego (na kozaki za ciepło, na adidasy za mokro) i przy okazji upolowanie letnich koszulek dla mnie – przydadzą się bardzo, nie tylko do pracy. Niedziela za to na spacerze z rodzicami i brata rodziną, a po obiedzie bajeczne klimaty z „Dziką ekipą” i „Morską bestią”. Wykorzystując chwilowego Netflixa na stanie łapiemy też filmy dla dorosłych, ale te jednak oglądane na raty i nie tak swobodnie, jakby się chciało. Za nami już ” Wielka Woda”, ‚Troll”, „Gry rodzinne”. Mężu przepadł dla „Stranger Things” i „Wednesday”, ja dopisałam do listy ” Króla” z Chalamet’em, „Nie patrz w górę” z DiCaprio i kilka innych tytułów. Teraz tylko czas na oglądanie poproszę i z perspektywą wieczornego relaksu można ruszać w nowy tydzień.

Pierwsza podróż

Dłuższe weekendy są idealne na regenerację. W piątek odsypianie porannych pobudek, leniuchowanie z książką, śniadanie w piżamie i kąpiel na rozbudzenie, jakoś w południe. Potem wspólny, wzruszający film „Za duży na bajki”, ze świetną rolą p. Kolak, spacer ku dotlenieniu i wizyta u koleżanki, z zaległymi prezentami świątecznymi w tle.

A w kolejny dzień, nieplanowana podróż nad, wytęsknione od lata, morze! Wpasowana w okienko pomiędzy deszczami i w cieplejszą temperaturę niż u nas(+7). Było rewelacyjnie, od samego rana..

z zabawą na plaży, spacerem po molo, obiadem w naszej ulubionej restauracji, długą wędrówką na Kawczą Górę (cała sobota 15tyś kroków), fantastycznymi widokami w Oceanarium (o tym w następnym odcinku), placem zabaw i aż po sam magiczny wieczór..

O północy

Nie sądziłam, że pozytywne nastawienie, afirmacje i głowa pełna dobrych myśli mogą przywołać aż tyle cudów. Teraz w to całkowicie wierzę. Pierwszym była niespodziewana i dobra praca, drugim niesamowity Sylwester. Nie planowaliśmy niczego, a bal wyszedł jak z bajki:) Wytańczyłam się za wszystkie czasy, nie wiem skąd miałam moce, ale w ogóle nie byłam zmęczona, ani śpiąca. Muzyka wpasowana w nasze gusta, jedzenie pyszne i tak duży wybór, że nie wiadomo było za co się brać. Było lepiej niż na niejednym weselu! Tak fantastyczny czas, że i Kopciuszek nie dałby rady uciekać o północy. A, że w pięknej sukni czułam się jak księżniczka, tym energii było więcej. Udzieliła się ona też memu księciu, którego w garniturze znowu mogłam podziwiać. Zdjęcie z sylwestrowej ścianki na pewno zostanie wywołane i będzie przypominało, jakie życie czasem bywa magiczne..

Będzie bal

Takich miłych zaskoczeń życzę, jak bal dla tych, co lubią tańczyć i świętować. Jak my.

Jak domowe zacisze, lub wyjazd w odludny zakątek, dla lubiących spokój. Jak prezent łapkami dziecka, czy kogoś bliskiego zrobiony. Czasu dla siebie w tym zabieganym życiu. Czasu dla bliskich, dla znajomych i dla domu trochę też. Zdrowia przede wszystkim, spełnienia marzeń i by uśmiech gościł na twarzy jak najczęściej. Żeby nigdy nie zabrakło na jedzenie i na wakacje też. Żeby chciało się chcieć i mogło się móc 🙂

Szczęśliwego Nowego Roku 🎉

Dobry czas

Wigilijny dzień rozpoczęłam od porządnego wyspania się, od zachwytów nad prezentami (storczyk z klocków Lego rządzi) i radością Małego na widok nowych skarbów. A potem zebrania sił do lepienia z Mamą pierogów drożdżowych – tradycji stało się zadość i można było odliczać do kolacji. Wieczorem do rodziców przybył też barat z rodzinką, powiększoną o jego teściową. Pojedliśmy pyszności, dzieci bawiły się klockami i plasteliną, a pogaduchy trwały do późna. Było naprawdę sympatycznie i na luzie..

Brakowało tylko Zosi, która bez nastroju na odwiedziny w większym gronie, ale już w lepszej formie, przyjęła nas w kolejny dzień do siebie. Po szybkim pakowaniu, ruszyliśmy w trasę, by spędzić ciąg dalszy świątecznych dni. Było dużo snu, były spacery po lesie i miasteczku, kaloryczne smakołyki, Listy do M 2 i 3, czytanie książki i relaks przedłużony o jeden dzień urlopu. Warto było go wziąć, dzięki temu nie musiałam wracać pociągiem i w pełnym składzie dotarliśmy do domu. A przy okazji jeden telefon uruchomił temat Sylwestra i już nawet w piękną suknię, na zbliżający się bal, jestem zaopatrzona. To był naprawdę dobry czas..

Święta przyszły niespodzianie

Wydawało się, że jeszcze do nich daleko, a tu rach ciach i już. Też rach ciach i zaraz po nich będzie, więc nacieszmy się tym magicznym czasem, tak bardzo, jak tylko się da. Warto znaleźć chwilę, by spojrzeć na bliskich, którzy się zebrali i docenić, że są.. Warto złapać oddech po przygotowaniach, nasycić oczy widokiem choinki, pięknie przybranego stołu. Posmakować pyszności, a jeśli jest możliwość ich otrzymania i dawania, to i prezentami się radować.. Zwłaszcza takimi, gdy Ktoś dzieli się, na przekór i pomimo wszystko:)

Dostałam też np wieżę Eiffla od Synka, który w ten sposób chciał spełnić marzenie Mamy o Paryżu🗼I takich właśnie gestów i cudowności każdemu życzę:)

Miłych Świąt, zdrowia jak najwięcej, dobrych ludzi dookoła i czego tylko dusza zapragnie.. niech się ziści 🌲

Stadny ludek

Po świętowaniu trzeba było jednak w kuchni podziałać, ale zamówienie od dziecka na rosół i spaghetti dla nas, robiło się szybko i sprawnie. Mogliśmy więc rozegrać trzy partie gry w pociągi, które to wciągające i spodobały się całej trójce. Planszówki to coś fajnego dla młodszych i starszych i w tym kierunku będziemy szli w prezentach i zabawach na przyszłość. Może dzięki temu i Mały z kumplami kiedyś pogra, zamiast siedzieć z nosem w ekranie. Ale na dzień dzisiejszy brakuje nam pomysłu pod choinkę dla syna. Dostał tyle dobroci na urodziny, że nic konkretnego do głowy nie przychodzi. Nie chcemy żadnych figurek, pierdułek co trafią do pudła. Gry dostał ze trzy i ta moja do kompletu. Zabawek w domu od groma. Hulajnoga, rolki i rower są. No klops z pętelką.

Łatwiej już było załatwić prezent dla koleżanki MK (naszego Małego Księcia), wystarczyło podpytać jej mamy i gotowa lalka do kolekcji. Urodziny Julki minęły dziś w dużym tempie, zabawa tylko 1.5 godziny, z czego dzieci nie były zadowolone. Sala zabaw nowa, ale nie tak atrakcyjna jak ta, w której ostatnio świętowaliśmy. Stąd wieść od dziecka, że tam za rok urodzin spędzać nie chce. Dla mnie w sumie też czas na pogaduchy z mamami za krótki, ale cieszę się, że w ogóle był. Ludek ze mnie stadny, więc okazje do spotkań bardzo lubiący 👍