Majówkę czas zacząć

Nie ma to jak wolny dzień.. a już 6 wolnych dni to rarytas 🙂 Zakupy majówkowe już zrobione, trzeba było wziąć pod uwagę dwa dni z zamkniętymi sklepami i ruszyć do ataku w dzisiejsze kolejki. Na mieście tłumy! Po benzynę sznury aut, nawet w kantorach kasy zabrakło 😉 Przebieram już nogami do wyjścia i chcę jak najszybciej ruszać w trasę.. już już natentychmiast..

najlepiej na koniec świata byle …TOGETHER.. 🙂

 

 

 

 

 


Kac nad jeziorem

Po takiej szalonej imprezie i spaniu raptem 4 godzinki trzeba było zregenerować się szklanką wody z cytryną i świeżym powietrzem 🙂 Na śniadanie mogłam zjeść raptem suchy chleb z plastrem żółtego sera, ale gdy tylko zapadła decyzja że śmigamy nad wodę znowu poczułam przypływ energii. Zapakowaliśmy brata do auta, kiełbachy i sok z witaminą C i ruszyliśmy przed siebie sterując nad nasze ulubione rejony, gdzie akurat wypoczynek rozpoczęli rodzice. Słońce świeciło pełną parą, temperatura po nocy podskoczyła nawet do 18 stopni, spacer mnie dotlenił i znalazły się wręcz siły do gry w ping ponga z mamą czy w badmintona z Marcinem. 

 

 

 

 

grill na łonie natury

 

 


 

Sezon grillowy rozpoczęliśmy kiełbasą dobrze podpieczoną, piersią z kurczaka w przyprawach i kręciołkami z boczku 🙂 Mniam.. Tatko skoczył na ryby, z mamą powędrowaliśmy na spacer, brat ratował z dziury żaby i jaszczurki, a ja pstrykałam fotki i kombinowałam dobre ustawienia żeby uzyskać ostrość pierwszego planu i rozmycie na drugim.. 

 

 

 

 

 

z tłem

 

 

 

 

 

Coś czuję, że moja fotograficzna pasja potrzebuje rozwinięcia, tylko jak na razie nie stać mnie na dobry sprzęt.. ale kto wie, może do emerytury odłożę na jakąś wypasioną lustrzankę 😉

Miłego majowego weekendu i jak najwięcej słońca na te kilka wolnych dni!

 

 

 

 

artystycznie

Herod baba i inne babki

Na Kiermaszu Książki Przeczytanej nabyłam drogą wymienno-płatniczą 4 książki (oddałam stare,a za symboliczne 4-5 zł są następne) w tym opowiadania Kraszewskiego „Herod baba” z 1971r – i już się cieszę na ich czytanie, ale najpierw chcę skończyć obecną książkę 🙂 

 

 

Po kiermaszu miały być zawody balonów, ale z racji wietrznej pogody się nie odbyły i zajechaliśmy popatrzeć na sprzęt ciężki – Mistrzostwa Quadów i Motocross. Było dużo ludzi, motory podskakiwały na kilka metrów! Efekt wizualny świetny jedynie zbyt chłodno i hałas niesamowity, ale warto było podjechać. Piknik militarny był raczej dodatkiem w postaci kilku przebranych żołnierzy i wystawionej na stolikach broni.

 

 

 

 Motocross

 

 

 

Z racji zbliżającego się wieczora i tak zbieraliśmy się do domu bo był jeszcze obiad do ugotowania i sałatka gyros do zrobienia. Sałatkę machnęliśmy z Marcinem na dwie miski, większą zabrałam pod pachę wraz z winem i prezentem dla Sylwii na jej urodziny 🙂 Cóż to była za impreza!! 15 babek na powierzchni 18 m2! 😉 Gadanie, śpiewy, przekrzykiwanie siebie nawzajem, picie wszystkiego z procentem co się dało pić, jedzenie wszelkich możliwych kombinacji smakowych w sałatkach, zagryzanie ciastem, paluszkami i pieczonymi kuleczkami z mięsa mielonego. Potem na małym skrawku podłogi na której akurat nikt nie siedział zaczęły się tańce, hulańce i swawole. Kobietki zaczęły się ściskać, tańcować przy lampie i klaskać na mechanicznego, włochatego… itd itp 😉 W głowie się zakręciło, świetnie się bawiłam w tak doborowym towarzystwie i takiej zgranej, wyluzowanej paczce i bardzo się cieszę że poznałam te wszystkie babeczki w tak licznym gronie. Z Sylwią i Anią mam zamiar trzymać kontakt bo tego mi brakowało.. Wyluzowanych, dobrych koleżanek z którymi można pogadać, potańczyć i konie kraść..

 

 

 

 

Kwiatowe klimaty imprezowe

 

 

 

Na dodatek odezwała się Beata, z którą myślałam że kontakt już się urwał, tymczasem odcięła się od świata by przewartościować swoje życie i czuję że dużo się u niej zmieniło… z chęcią się z nią spotkam na babskie pogaduchy. A tak niedawno narzekałam, że nie mam koleżanek – życie potrafi zaskakiwać 😉

Ładne mamy lato tej wiosny

Nie ma to jak 18 stopni na plusie! Energia człeka rozpiera i chce się śmigać na spacery, co też czynimy w każdy słoneczny dzień. Najbardziej jednak interesuje mnie – i zapewne wszystkich – jaka pogoda będzie na majówkę..

 

Wczoraj zawieźliśmy do brata komputer Iwony, może uda mu się doprowadzić go do użytku..przy okazji troszkę się pogniewałam na Marcina i jakoś bez humoru szłam spać by dziś od rana wyjaśnić co mi leżało na serduchu.. czasami nie umiem tak od razu się wygadać, wolę jak opadną emocje. W ramach przeprosin dostałam piękną różę :* Ale zdecydowanie wolę nie mieć powodów do smutków i dostawać kwiaty z okazji i bez okazji jednak w uśmiechniętym humorze, więc całe szczęście, że rzadko się na siebie gniewamy 🙂

 

 

 

 

Na przeprosiny

 

 

 

Dobrze, że już jutro piątek.. w pracy ciężki tydzień, obowiązków coraz więcej tylko coś o podwyżkach nic a nic nie słychać. Dobrze, że lubię te swoje papierki, te ustawy chemiczne i że fajnie się czuję w moim biurze. Ale teraz zamiast o pracy myślę już o weekendzie, który zapowiada się ciekawie – począwszy od kiermaszu książek, zawodów balonowych poprzez rekonstrukcję bitwy o Szczecin i pikniku militarnego, aż do urodzin Sylwii na które szkoda że zaprasza same babki, ale miło że wśród nich znalazło się miejsce i dla mnie 🙂 

Have a nice weekend!

 

 

 

 


Pod-świadomość

Tyle mądrości już się naczytałam o podświadomości, że momentami nie wiem jakie myślenie jest dobre, a jakie nie.. Niby podświadomość chce dla nas dobrze, ale że wyciąga wnioski z niektórych złych danych zapisanych w człowieku od dzieciństwa to to, co wydaje się dobre wcale dobrym nie musi się okazać. Beata Pawlikowska w swojej książce pisze, że jedynie prawda, nie podszyta żadnym fałszem i porozumienie między świadomym działaniem i podświadomością dopiero są najlepszą dla nas drogą. Grunt to wsłuchać się w siebie i zmieniać błędne dane na poprawne i prawdziwe. A wcale to nie jest łatwa droga… jeszcze dużo muszę się o swoim wewnętrznym „ja” dowiedzieć 🙂

 

 

 

W dżungli podświadomości

 

 

 

Wczoraj późnym wieczorem (23.00) byliśmy obejrzeć plenerowy teatr w ramach Kontrapunktu – Przegląd Teatrów Małych Form. Przedstawienie było niesamowite! Przenosiło widza w świat ognia, piszczeli, ciemności rozświetlanej czerwonawym światłem, bębnów i diabolicznego śmiechu. Połączonego ze świetnymi akrobacjami, w których brał udział poproszony z widowni chłopak, dawało to wszystko razem efekt niezłego piekiełka i klimat rodem z Haloween 😉 Myślę, że ten widz zapamięta to przeżycie do końca swoich dni, bo naprawdę ryzykował na tym wysokim stelażu przypięty do obrotowego koła paskiem.. Zdjęcia wrzucę wieczorem, jak już odpoczniemy po dzisiejszym myciu okien i balkonu.

 

 

 

 

Performance

A po pracy wiosna

Powroty po kilku dniach nieobecności są dość ciężkie.. wiedziałam, że zastanę bałagan na biurku, niedokończone wpisy w dostawach i nie pozamykane stany magazynowe. No cóż, tak to jest, jak jedna osoba pracuje za dwie, a nawet na swoje zadania nie ma czasu 😉 Wiem, że Wojtek próbował robić co w jego mocy, ale i tak cały dzień zajęło mi nadrabianie i ogarnianie tego chaosu.


Na szkoleniu wyszyło mi, że jestem perfekcjonistką w pracy – porządek na biurku, działania sukcesywne, w kolejności i według priorytetów. Lubię mieć świadomość, że mam kontrolę nad tym co się w papierach tworzy, choć czasami tornado w postaci szefa, majstra i innych burzy ten porządek dorzucając mi kolejne, wyskakujące znienacka obowiązki. Ale cóż, staram się jak mogę, żeby się nie poddać 🙂 

 

Potem trzeba odreagować stresy i wyciszyć codzienny firmowy pęd, co dziś uczyniłam u rodziców na pogaduszkach zagryzanych słodkościami. Wiosna za oknem przybrała już formę lata, jest ciepło i nareszcie dla ukojenia oczu można popatrzeć na zielone i na kolorowe.. białemu mówimy już kategorycznie nie.

 

 

 

kolory wiosny

 

 

 

 

Czuję też wielką chęć na wiosenne porządki, wczoraj już nawet Kotek odkurzył mieszkanie i wytarł wszędzie kurze, a ja umyłam łazienkę i kuchnię. Nie wystarczyło sił na podłogi – może jutro jakiś dobry duszek mi pomoże 😉 Na weekend planuję wziąć się za balkon, umyć gres, parapety i zrobić porządek ze skrzynkami na kwiaty. Same rośliny poczekają do maja zanim wystawię je na wiosenne słońce, no chyba że utrzyma się obecna temperatura i tak dużo słońca jak było przez te kilka dni..

Zamieszkajmy razem

To zaskakująco dobry, ciepły i mądry film o starości, z przymrużeniem oka.. Dziewczyny szły na to kwietniowe babskie kino z mieszanymi uczuciami bo zapowiedź filmu „Zamieszkajmy razem” nie była zachęcająca.. Natomiast to, jak nas film rozbawił i wzruszył było niesamowite, oby więcej taki obrazów i tak dobrze zagranych filmów, między innymi przez Jane Fondę i Geraldinę Chaplin wnuczkę Charliego Chaplina 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Film to jedno, z innych atrakcji – szkolenie z Zarządzania i organizacji pracy zespołu – na którym udzielam się od dwóch dni. Na początku było trochę stresująco, teraz już większe wyluzowanie bo poznałam lepiej sympatycznych ludzi, z którymi spotkam się jeszcze jutro. Uczymy się stylów zarządzania, poznajemy techniki radzenia sobie w różnych sytuacjach w grupie. Robimy fajne projekty, typu fabryka z jeziorem z tacy, kominami, karuzelą z taśmy i mieszadeł od kawy (na zdjęciu) czy most z papieru albo zrzucanie jajka z trzech metrów – mając do dyspozycji dwa balony, papier, sznurek i nożyczki, tak żeby się nie zbiło – co nawet nam się udało!

 

 

 

 

Fabryka z papieru :)

 

 

 

 

Prowadzący obserwuje nasze zmagania, doradza, wytyka błędy. Ogólnie świetna sprawa, choć wcześniej nie czułam chęci uczestniczenia w takim szkoleniu to teraz z przyjemnością wybiorę się na kolejne jeśli jeszcze się załapię 🙂