Dziecięca domówka

Kolega pokój swój miał, ale i tak część dzieci koniecznie chciała bawić się przy dorosłych i z ich stołu podjadać co lepsze kąski. Po bajce w kinie („Mumie”), przy której średnio się bawiliśmy, ferajna przeniosła się na domówkę i tu już było tak, jak lubię. Z pogaduchami, przy słodkościach, w fajnym towarzystwie i na luzie. Jak wyszliśmy z domu o 11.30, tak odwrót nastąpił o 21, więc na jakiś czas baterie naładowane;)

Dotarło też do mnie, że za 3-4 lata skończy się małoletnie imprezowanie. Sale zabaw, wyjścia z maluchami, trampoliny i bycie mamą małego dziecka. Młodzież będzie już wolała bez nas i w inny sposób.. Tym bardziej łapię każdą chwilę, bo po prostu uwielbiam uczestniczyć w tej dziecięcej radości, w tych zabawach i ekscytacji prezentami. Chyba sama odzyskuję wtedy radość i podoba mi się to niezmiernie.

W niedzielę nadrobiliśmy trochę plenery, po domowej sobocie – 10 tysięcy kroków zrobione, na dwóch spacerach. Spotkanie z moimi rodzicami, prezenty od wnuczka dla dziadków, gofry na drugie śniadanie od nich, w kawiarni. Dzień spokojniejszy, ale też wypełniony po brzegi. I gdy tak spojrzę na te wszystkie spotkania, zabawy, wyjazdy, wyjścia i rodzinny czas, stwierdzam, że nasz Mały Książę ma naprawdę fajne dzieciństwo..

Reklama

O północy

Nie sądziłam, że pozytywne nastawienie, afirmacje i głowa pełna dobrych myśli mogą przywołać aż tyle cudów. Teraz w to całkowicie wierzę. Pierwszym była niespodziewana i dobra praca, drugim niesamowity Sylwester. Nie planowaliśmy niczego, a bal wyszedł jak z bajki:) Wytańczyłam się za wszystkie czasy, nie wiem skąd miałam moce, ale w ogóle nie byłam zmęczona, ani śpiąca. Muzyka wpasowana w nasze gusta, jedzenie pyszne i tak duży wybór, że nie wiadomo było za co się brać. Było lepiej niż na niejednym weselu! Tak fantastyczny czas, że i Kopciuszek nie dałby rady uciekać o północy. A, że w pięknej sukni czułam się jak księżniczka, tym energii było więcej. Udzieliła się ona też memu księciu, którego w garniturze znowu mogłam podziwiać. Zdjęcie z sylwestrowej ścianki na pewno zostanie wywołane i będzie przypominało, jakie życie czasem bywa magiczne..

Będzie bal

Takich miłych zaskoczeń życzę, jak bal dla tych, co lubią tańczyć i świętować. Jak my.

Jak domowe zacisze, lub wyjazd w odludny zakątek, dla lubiących spokój. Jak prezent łapkami dziecka, czy kogoś bliskiego zrobiony. Czasu dla siebie w tym zabieganym życiu. Czasu dla bliskich, dla znajomych i dla domu trochę też. Zdrowia przede wszystkim, spełnienia marzeń i by uśmiech gościł na twarzy jak najczęściej. Żeby nigdy nie zabrakło na jedzenie i na wakacje też. Żeby chciało się chcieć i mogło się móc 🙂

Szczęśliwego Nowego Roku 🎉

Dobry czas

Wigilijny dzień rozpoczęłam od porządnego wyspania się, od zachwytów nad prezentami (storczyk z klocków Lego rządzi) i radością Małego na widok nowych skarbów. A potem zebrania sił do lepienia z Mamą pierogów drożdżowych – tradycji stało się zadość i można było odliczać do kolacji. Wieczorem do rodziców przybył też barat z rodzinką, powiększoną o jego teściową. Pojedliśmy pyszności, dzieci bawiły się klockami i plasteliną, a pogaduchy trwały do późna. Było naprawdę sympatycznie i na luzie..

Brakowało tylko Zosi, która bez nastroju na odwiedziny w większym gronie, ale już w lepszej formie, przyjęła nas w kolejny dzień do siebie. Po szybkim pakowaniu, ruszyliśmy w trasę, by spędzić ciąg dalszy świątecznych dni. Było dużo snu, były spacery po lesie i miasteczku, kaloryczne smakołyki, Listy do M 2 i 3, czytanie książki i relaks przedłużony o jeden dzień urlopu. Warto było go wziąć, dzięki temu nie musiałam wracać pociągiem i w pełnym składzie dotarliśmy do domu. A przy okazji jeden telefon uruchomił temat Sylwestra i już nawet w piękną suknię, na zbliżający się bal, jestem zaopatrzona. To był naprawdę dobry czas..

Święta przyszły niespodzianie

Wydawało się, że jeszcze do nich daleko, a tu rach ciach i już. Też rach ciach i zaraz po nich będzie, więc nacieszmy się tym magicznym czasem, tak bardzo, jak tylko się da. Warto znaleźć chwilę, by spojrzeć na bliskich, którzy się zebrali i docenić, że są.. Warto złapać oddech po przygotowaniach, nasycić oczy widokiem choinki, pięknie przybranego stołu. Posmakować pyszności, a jeśli jest możliwość ich otrzymania i dawania, to i prezentami się radować.. Zwłaszcza takimi, gdy Ktoś dzieli się, na przekór i pomimo wszystko:)

Dostałam też np wieżę Eiffla od Synka, który w ten sposób chciał spełnić marzenie Mamy o Paryżu🗼I takich właśnie gestów i cudowności każdemu życzę:)

Miłych Świąt, zdrowia jak najwięcej, dobrych ludzi dookoła i czego tylko dusza zapragnie.. niech się ziści 🌲

Stadny ludek

Po świętowaniu trzeba było jednak w kuchni podziałać, ale zamówienie od dziecka na rosół i spaghetti dla nas, robiło się szybko i sprawnie. Mogliśmy więc rozegrać trzy partie gry w pociągi, które to wciągające i spodobały się całej trójce. Planszówki to coś fajnego dla młodszych i starszych i w tym kierunku będziemy szli w prezentach i zabawach na przyszłość. Może dzięki temu i Mały z kumplami kiedyś pogra, zamiast siedzieć z nosem w ekranie. Ale na dzień dzisiejszy brakuje nam pomysłu pod choinkę dla syna. Dostał tyle dobroci na urodziny, że nic konkretnego do głowy nie przychodzi. Nie chcemy żadnych figurek, pierdułek co trafią do pudła. Gry dostał ze trzy i ta moja do kompletu. Zabawek w domu od groma. Hulajnoga, rolki i rower są. No klops z pętelką.

Łatwiej już było załatwić prezent dla koleżanki MK (naszego Małego Księcia), wystarczyło podpytać jej mamy i gotowa lalka do kolekcji. Urodziny Julki minęły dziś w dużym tempie, zabawa tylko 1.5 godziny, z czego dzieci nie były zadowolone. Sala zabaw nowa, ale nie tak atrakcyjna jak ta, w której ostatnio świętowaliśmy. Stąd wieść od dziecka, że tam za rok urodzin spędzać nie chce. Dla mnie w sumie też czas na pogaduchy z mamami za krótki, ale cieszę się, że w ogóle był. Ludek ze mnie stadny, więc okazje do spotkań bardzo lubiący 👍

Elegancko

Nie sądziłam, że tak niewielkie święto zamieni się w pasmo niespodzianek i miłych chwil. Tuż przed ruszyłam wreszcie w te markety i choć nie upolowałam żadnej sukienki, to udało się trafić cudne botki – na obcasie! Nie za wysokim, ale jednak. Czas ciąży i początkowego macierzyństwa jakoś sprzyjał obuwiu na płaskiej podeszwie. Sukcesywnie, wraz z przyrostem wagi, potem biegając z wózkiem, za dzieckiem, za rowerem, do przedszkola, szkoły i na zakupy wyzbyłam się praktycznie wszystkich eleganckich butów zamieniając je na wygodne trampki, adidasy czy botki i kozaki zupełnie płaskie. Jaka więc teraz odmiana, gdy do sukienki i żakietu mogłam dołożyć tak kobiece i pięknie zdobiące stopę buty. Coś w tym jest, że mamy trochę z Kopciuszka, gdyż czasem jedna para butów potrafi odmienić życie. A jeśli nie życie, to przynajmniej samopoczucie:)

I w tak doskonałym stroju i nastroju ruszyłam, wyściskana o poranku przez moich chlopaków, do pracy. Z porcją słodkości dla dziewczyn, przyjmując życzenia i wśród działań tocząc sobie fajne pogawędki. Na razie atmosfera przyjazna i sympatyczna. Nawet pani M zaczęła przemawiać, od czasu do czasu, ludzkim głosem i zdaje się powoli oswajać z nowymi. A nowe wdrażają się w tematykę, uczą zasad postępowania i poznają otoczenie. Trochę to wszystko stresujące, ale i ekscytujące, bo naprawdę dawno nie byłam w firmowym świecie.

Poza firmowym, pęd i wyciskanie z czasu ile się da, by spędzić go jak najwięcej z rodziną i dziś udało się wyśmienicie, bo i gotować nie musiałam i zaprzątać sobie głowy sprzątaniem. Było za to wyjście do restauracji, były przyjemności prezentowe i odbieranie co i rusz miłych życzeń. Za wszystkie bardzo serdecznie dziękuję i dobrego weekendu życzę 🙂

Urodzinowy szał:)

Przygotowania rozpoczęłam już w piątek, tworząc ciacha dla pierwszej tury gości. Sobotnie urodziny Małego odbyły się w tej mega sali, którą odkryliśmy rok temu. Duży plac zabaw, z trampolinami, piankami, boiskiem, tyrolką i małpim gajem to ogromna radość dla dzieci:) Za to dla rodziców kolorowa sala z zastawionym stołem i pogaduchami przez kilka godzin, to niezły wypoczynek. Wyszło ich prawie 5 h i choć nam już wystarczało, to dzieci jeszcze chciały poszaleć. Jakby normalnie czerpały energię z powietrza. Włosy mokre, zadyszka, ale – Mamo jeszcze nie wychodzimy!

W domu otwieranie prezentów do nocy. Tematyka przewodnia w tym roku – Pokémony (gry, maskotka, figurki, plecak, klapki.. wszystko z Pikachu). Przeszliśmy już etap Psiego Patrolu, Avengersów i Minecrafta. Ciekawe co będzie w kolejnym roku. Może tort z Harrym Potterem?

A skoro już w temacie tortów, to po raz pierwszy popełniłam swój własny. Robiony z pomocą Męża i z masą porad. Wyszło całkiem fajnie, jak na pierwsze pieczenie. Smakowało rodzince, która w niedzielę dotarła na drugą turę urodzinowego imprezowania. Oprócz zabaw z dziadkami i bratem ciotecznym, była też degustacja mego pierwszego sernika. Aż sama byłam pełna podziwu za odwagę. Choć miałam też wsparcie i porady online, za które bardzo dziękuję! Najważniejsze, że Mały szczęśliwy i można w dobrym nastroju wchodzić w 8 rok życia:)

Lejdis + Testosteron = Bejbis

Za mną kolejne wyjście na Kino Kobiet, wprawdzie w niepełnym składzie, z racji chorobowych, ale i tak udane. Dziewczyny w dobrym nastroju, poprzebierane w pastelowe róże i błękity. Głupawka wyśmienita i totalny luz. Przed wejściem spotkania z kosmetyczkami, próbki kremów, perfum i namawianie na cudowne zabiegi (część koleżanek załapała się ostatnio na darmowy zabieg z kolagenem, a moja Mama na spotkanie z dietetyczką). Przed sensem wygrałam dwie książki, zgarnęłam maseczki do twarzy i naturalne dezodoranty w kremie dla siebie i koleżanek. Zawsze jakiś miły dodatek. Kino Kobiet kiedyś było tradycją, umawiałyśmy się co miesiąc i czasem była nas duża ekipa. Raz zajęłyśmy z 15 miejsc na sali.

Film „Bejbis”, zaskakujący, momentami komediowy, częściowo mocno gorzki i smutny. Nie każdemu się spodoba i od razu warto zaznaczyć, że nie można się nastawiać na lekkie kino. Jest przesłanie, jest o nas samych, czasem bulwersująco, z zahaczeniem o tematy religijne. Dużo w nim prawdy, choć nie ze wszystkim się zgadzam. Ogólnie jednak wyszłyśmy zadowolone.

Małemu też trafiła się gratka, szkoła dostała zaproszenie do sali zabaw, na dwugodzinne szaleństwo w trakcie lekcji. Za moich czasów jedyne wyjścia były na.. boisko;). Dzieci mają teraz masę atrakcji, dużo konkursów i ciekawych zajęć. Wychowawczyni kreatywna i z chęcią co chwilę coś im wymyśla. Niedawno w ramach przerwy śniadaniowej był dzień kiszonek, innym razem wspólnie szykują zdrowe kanapki, albo mają zabawy na dywanie.

Tymczasem zbliża się dzień zadumy, wyciszamy emocje i idziemy w weekend zaświecić światełko dla naszych bliskich. Małego bardzo smucą rozmowy o odchodzeniu z tego świata, pytał ostatnio jak on sobie kiedyś bez nas poradzi.. I przyznaję, że takie pytania rozkładają mnie na łopatki..

Nastawienie taneczne

Spotkanie rodziny i przyjaciół rodziców miało miejsce w neorenesansowej willi. Willa klimatyczna, utrzymana w dawnym stylu, z zabytkowymi detalami i drobiazgami nawiązującymi do minionych czasów. Ale przy okazji z przytulnym wnętrzem i odrobiną nowoczesności.

Na parkiecie kolorowe światła, DJ grający nowe i starsze przeboje, a także na życzenie par wszelkie cza-cze, rumby i inne samby. Przyjaciele rodziców chodzili z nimi na kurs tańca towarzyskiego, więc mogli się wykazać. Parkiet był cały nasz, niewielki wprawdzie, ale za to z lekkim poślizgiem, więc sunęło się wyśmienicie. Dawno tyle nie tańcowałam z Mężem! Mały na początku onieśmielony, tak się później rozkręcił, że co chwilę mnie na parkiet wyciągał, skakał, kręcił się i szalał. Bratanek też fikał jak zajączek, niestety szybciej musiał się zwijać, bo po całym dniu zmęczenie dało się we znaki. Późny obiad jaki tam zjedliśmy, był po prostu mistrzostwem, ale już część przystawek średnio. Nie wszyscy lubią cebulę w sałatkach, tatara i śledzie (jak ja;)), ale większości smakowało. Balowaliśmy do północy, Tata i goście zadowoleni, a to najważniejsze.

Tymczasem ostatni tydzień mej wolności rozkręcony i rozpoczął się bardzo na plus – kawiarnianym wyjściem na imieniny Męża i wygraną w turnieju szachowym Syna. Wcześniej grał z uczniami klas 1-3, tym razem toczył walki i ze starszymi dziećmi. Ograł wszystkich i prowadząca stwierdziła, że nie ma co otwierać kółka szachowego w szkole (z nią zremisował). Jak się okazuje, nasze dziecię nie ma tam godnych sobie rywali;) Trzeba chyba pomyśleć o Pałacu Młodzieży, żeby mógł się kształcić i grać z lepszymi od siebie. Na razie jednak szkoła, tańce i dodatkowy angielski ważniejsze, a skoro dobrze mu idzie, mama może sobie wyjść spokojnie jeszcze na babskie spotkanie. Póki czas, siły i chęci są.