Noe

Wiosna rozwinęła skrzydła, a wraz z nią sądzę, że i wielu dostaje pozytywną energię. Plener w słońcu ma niesamowitą moc przyciągania i chce się jechać nawet na najbliższą wodę w okolicy. Sobota więc była nad rzeką, z pierwszym komarem który obudził się dość wcześnie po krótkiej zimie 😉 

 

 

 

 

 

 

 

nad rzeką

 

 

 

 

 

 

i z kwiatami na drzewach, które rozkwitają w ekspresowym tempie garnąc się do słońca..

 

 

 

 

 

ukwiecone drzewo

 

 

 

 

 

 

A później był film.. niełatwy, o walce z własnym sumieniem i rozumem, o ratowaniu stworzeń na ziemi i odbudowywaniu dobrego świata.. momentami bolesny i trudny.. czasem wręcz ze scenami nie dla mnie, lub z przesadzonymi efektami specjalnymi, lecz mimo wszystko „Noe – wybrany przez Boga” to film, nad którym się pomyśli i który zostanie na długo w pamięci..

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niedzielne plany natomiast od rana nie były sprecyzowane.. Wiedziałam tylko, że gdzieś chcę pojechać, żeby było ciepło i nad wodą. Przewinął się pomysł morza, zwiedzenia kolejnego miasta w Niemczech, czy zobaczenia muzeum z wielkimi akwariami. Jednak z racji zbyt długiego podejmowania decyzji umknął czas i stanęło na wypadzie nad jezioro 25 km od miasta, gdzie można poleniuchować na molo i pospacerować po okolicy… W ramach obiadu podskoczyliśmy po kiełbaski i bułki do sklepu, bo kumple i brat akurat rozkręcili małe ognisko. Jedzenie na świeżym powietrzu smakuje jeszcze lepiej niż przy stole. Chociaż nie powiem, kiedy na powrocie odwiedziliśmy ciocię Marcina, zawożąc garnitur dla kuzyna, to lody podane na deser (przy stole) smakowały wyśmienicie 🙂

 

Ogólnie weekend był słonecznie uśmiechnięty i oby następny też się taki udał.. tym bardziej, że w poniedziałek nareszcie mają być zaproszenia i trzeba będzie jedno z nich zawieźć w nadmorskie okolice.. powodzenia na nowy tydzień życzę i wytrwałości w oczekiwaniu na wolne dni..

 

 

 

 

 

 

nad molo

Ani się obejrzysz

Nawet nie zauważyłam, że już wtorek, że weekend za nami i kolejny tydzień rozkręca się w szybkim tempie.. Z wiosennym nastrojem pojechaliśmy na dwa dni do Zosi, ja na relaks, Marcin i Tomek na skopanie ogródka 😉 

 Rozpoczęliśmy też sezon grillowy pierwszymi kiełbaskami w tym roku. Cóż to był za smak.. i ten podpiekany chleb..normalnie niebo w gębie!

 

 

 

 

 

 

 

pierwszy grill

 

 

 

 

 

 

 

Były pogaduchy i nowe wieści, był spacer z psem i leniuchowanie w fotelu przed tv. Chyba jednak lepiej, że nie mamy tego telewizora, to taki straszny pożeracz czasu i to na dokładkę męcząco i co chwilę przetykany reklamami. To już wolę obejrzenie filmu na laptopie mimo, że ekran mały, za to przynajmniej mam ciągłość. A co do filmów, to wczoraj obejrzeliśmy romantyczną opowieść na faktach „I że cię nie opuszczę”.. o dziewczynie, która traci pamięć, a jej mąż próbuje ją w sobie od nowa rozkochać..

Beautifull…

 

 

A dziś było ustalanie szczegółów odnośnie sukni ślubnej 🙂 Pani z pracowni krawieckiej, do której się udałam podsuwała pomysły, jakich materiałów użyjemy, jak je ze sobą połączymy i rysowała na moich oczach szkic mojej przyszłej kreacji. W porównaniu do ceny zakupu gotowej sukni w salonie, przy uszyciu można zejść do 1/3 ceny. A mam też przykład przyszłej żony kolegi z pracy, która zamówiła suknię na allegro – ale to już jak dla mnie zbyt odważne 😉 Wolę mieć krawcową pod nosem i świadomość, że mogę do niej podejść w każdej chwili z każdym drobiazgiem do przeróbki czy poprawki. 

Dostaliśmy też wiadomość, że obrączki są już gotowe do odebrania.. i jedyne czego brak to zaproszenia, a te akurat mogłyby nadejść w pierwszej kolejności 😉 

Wiosna Panie Dziejku

Po ostatnim ochłodzeniu przybyła w pełnym rozkwicie mówią, że o jeden dzień za wcześnie ale jak dla mnie mogłaby przybyć i tydzień wcześniej.. sądzę, że nikt by nie narzekał 🙂 Wiosna wreszcie ogrzewa świat, dziś 17 stopni i nareszcie powrót do domu bez kurtki!

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Jak lekko od razu.. i gdyby nie fakt, że jednocześnie dopadło mnie wiosenne przesilenie i usypiam po pracy, to już bym gnała gdzieś w plener tak mnie przy słońcu ciągnie.. Kilka osób w pracy choruje, dziś w pokoju kichanie i ze trzy podania o urlop na wykurowanie się bez zwolnienia lekarskiego. Mam nadzieję, że uda mi się ochronić choć trochę brały mnie rano dreszcze i rozgrzałam się dopiero jak słońce mocno ogrzało biuro. 

 


Pięknie się robi, a po drzemce wzięła mnie energia na gotowanie. Dziś w planach zupa kremowa z pulpecikami mięsnymi i serkiem topionym, z trochę zmodyfikowanego przepisu Ginger Breath. Podziwiam kuchennych czarodziejów, bo można powiedzieć, że w sztuce kulinarnej stawiam drugie kroki.. Podstawowe dania ugotuję bez problemu, ale już na takie wymyślne potrzebuję porad i zachęty. Właśnie w formie dobrego, sprawdzonego i najlepiej prostego przepisu… Mam nadzieję, że wyjdzie mi smaczna zupa, asekuracyjnie z reszty mięsa mielonego zrobię tradycyjne kotlety, a i hamburgery domowej roboty czekają na wykonanie 🙂 Cieszę się, że w internecie dostępnych jest tyle przepisów, dzięki nim i zdjęciom tam zamieszczanym można zobaczyć efekt końcowy i przypasować swój 😉 Do dzieła!

 

 

 

 

 

 

kulinarne smakowitości

 

 

 

 

 

P.S. Godzina i kilo mięsa mielonego później…

Trzy potrawy są gotowe

– Zupa kremowa z pulpecikami (grzanki na jutro)

– Kotlety do hamburgerów (bułki sezamowe, sałata lodowa, ser, ogórki konserwowe, pomidor, keczup i musztarda czekają na połączenie)

Potrawka meksykańska z fasolą czerwoną, papryką i kukurydzą 

Kołobrzeskie fale

Prognozy pogody trzeba czytać z dystansem, w piątek i w sobotę dni były słoneczne, w piątek to morze było tak spokojne, jak jezioro..

 

 

 

 

 

spokój

 

 

 

 

 

popadało natomiast w nocy i w niedzielę, kiedy już wyjeżdżaliśmy. Na szczęście nawet parasolki nie musiałam wyciągać z torby. Za to osobisty falochron by się przydał, bo w sobotę nad morzem wiało niesamowicie! Sztorm jak z filmów 🙂 Dawno nie widziałam tak wysokich fal rozbijających się o molo. Oczywiście ja i tata z aparatami pchaliśmy się w sam środek żywiołu, ale zdjęcia nie były w stanie oddać rzeczywistości.. 

 

 

 

 

 

 fala

 

 

 

 

 

 

Kołobrzeg urzekł mnie szeroką plażą i piękną starówką, w podróży na Hel zahaczyliśmy jednodniowo o to miasto więc można powiedzieć, że już tam byliśmy i zdjęcia można obejrzeć w niebieskim linku. Ale jednak w tak krótkim czasie zwiedzić się go nie da. Swoją drogą nieźle trzeba się nachodzić żeby przedostać się znad morza na starówkę, a ile schodów pokonaliśmy na tym wyjeździe to nasze – wysoka kładka nad peronami PKP i jeszcze pokój wynajęty na 4 piętrze bez windy 😉 I wędrówki po tych schodach kilka razy na dzień, a to na promenadę, a to na obiad, a to na spacer w okolice ratusza. Rodzice zaprosili nas do Oceanarium, gdzie i ryby i różne inne zwierzaki robiły wrażenie swoją egzotyką.

 

 

 

 

 

 

Zwierzaki

 

 

 

 

Był długi spacer po starówce, aż nogi rozbolały i z przyjemnością zasiedliśmy nad schabowym z surówką (jakoś na ryby nikt nie miał ochoty 😉 ) Później jeszcze spacer w słońcu promenadą, gdzie bywalcy sanatoriów wygrzewali się na wielkich ławkach, a mnie jakoś bardziej ciągnęło do widoków wielkiego błękitu…

 

 

 

 

 

jak latem

 

 

 

 

 

Wieczorem Marcin wypił piwko z przyszłym teściem, a ja się nagadałam z mamą przy lodach z Żabki, bo jakoś nie udało nam się trafić na kawiarnię, gdzie o 20 podawaliby jeszcze desery lodowe. Później pędziłam, żeby obejrzeć jeden z moich ulubionych filmów „Walentynki”  i w niedzielę już powrót w nasze rejony.. Wspólny obiad z rodzicami i z bratem i można powiedzieć, że imieniny mamy zostały porządnie wyświętowane 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

odlot 

Sekretne życie

Wspaniale mieć cztery dni wolnego pod rząd, dawno nie byłam tak wyspana.. ostatnio w grudniu na święta! Budzę się wprawdzie wcześnie, ale poczytam książkę i zasypiam na dalsze dwie godziny.. Coś pięknego! A ile zdąży się zrobić w taki wolny dzień.. wyspać się i ugotować i ogarnąć trochę w mieszkaniu, pozmywać, poukładać, książkę pochłonąć, sklep odwiedzić i lodówkę zapełnić. No i wreszcie uzupełnić zdjęcia na blogu 🙂

 

 

Auto już odebrane, ale jednak w podróż ruszamy pociągiem.. morze wzywa i choć pogoda trochę się psuje to się tym nie przejmuję, stęskniłam się już za morzem i za rodzicami, którzy od dłuższego czasu wzmacniają się po zimie w sanatorium. Miała być niespodzianka dla mamy na jej imieniny, ale tatko się wygadał. I już nawet był telefon – nie przyjeżdżajcie bo ma dwa dni padać.. A co my z cukru? 😉 Damy radę… 

 

 

Tym bardziej, po obejrzeniu wczorajszego świetnego filmu – o przełamywaniu trudności, pokonywaniu swoich lęków, niewygody i spełnianiu marzeń, by osiągnąć to czego się chce. Film „Sekretne życie Waltera Mitty” – o człowieku odtwarzającym w swoich myślach przygody i sytuacje, w których jest bohaterem.. i który pod wpływem drugiego, pchającego się w różne niebezpieczeństwa fotografa, rusza wreszcie w podróż swego życia.. Ben Stiller wyreżyserował rewelacyjną komedię przygodową z sobą w roli głównej 🙂 Polecam na weekend… i do napisania w poniedziałek..

 

 

 

 

 


Ferwor

Tyle się dzieje, że nie mam kiedy usiąść do zdjęć z ostatniej wyprawy, a tu już niedługo szykuje się następna 🙂 Auto niestety odmówiło posłuszeństwa i ledwo zajechało dziś do mechanika. Z tej okazji wzięłam sobie na jutro urlop, a na piątek kolejny dzień wolny, żeby przyszykować się do świętowania imienin Mamy. Poza tym należy mi się – ostatnie dwa dni pracowałam na dwa etaty i pora trochę odpocząć.. 


 

Wieści z placu przygotowań są takie, że zdecydowałam się na szycie sukni i mam umówione spotkanie z krawcową pod koniec marca. Do tego przyszły już projekty zaproszeń, zatwierdziliśmy i mam nadzieję, że szybko zostaną zrealizowane 🙂 

A po burzliwej rozmowie z firmą dekoratorską, po której podniosło mi się trochę ciśnienie – bo za parę ozdób zaśpiewali taką cenę, że sami moglibyśmy za to przystroić 4 restauracje, a nie jedną i to bez zdobienia stołów i samochodu – zmieniliśmy adres firmy trafiając na przemiłą panią florystkę. Jak dobrze pójdzie, to w ofercie będzie dekoracja sali i samochodu i nawet czerwony dywan. A jak cena będzie przystępna to i bukiet kwiatów tam zamówię! Klienta należy szanować, bo mimo ferworu przedślubnego jeszcze ma głowę na karku 😉 

 

Lecę poleniuchować i poczytać książkę, trzeba dobrze zacząć ten dłuższy weekend.. get lucky! 

 

 

 

 

 


Prenzlau

Na Dzień Kobiet dostałam jeszcze jeden szczególny prezent.. ale o tym w następnych odcinkach serialu zwanego życiem 🙂


W ten dzień przymierzałam też suknię ślubną i aż mi się łezka w oku zakręciła.. wprawdzie nie była to ta moja wymarzona, bo ją trzeba by zamówić, ale chodziło o przypasowanie górnej części sukni, w której gorset jest wydłużony i podobny do tego z „mojej”..w następnym tygodniu mają suknię wycenić i zobaczymy jak dalej działać. Podjedziemy jeszcze do krawcowej i podpytam ile potrzeba czasu i jakie są koszty uszycia. 


Faceci mają zdecydowanie łatwiej… Marcin wszedł do pierwszego sklepu z garniturami. Przymierzył. Wszystko pasowało idealnie. Zakup za naprawdę rewelacyjną cenę. I gotowe! 🙂 Na pocieszenie mi udało się nabyć kolczyki i wisiorek na szyję, ale oczywiście musi być trudniej bo nie było bransoletki w komplecie… więc poszukiwań ciąg dalszy..

 

 

 

 

 

 

Uckersee

 

 

 

 

A dziś wybraliśmy się na zwiedzanie Prenzlau, niemieckiego miasteczka 60 km od granicy. Urocze miejsce z przepięknym i ogromnym jeziorem Uckersee. Ładne zagospodarowanie przestrzeni, dużo ławek, świetny plac zabaw na którym nie tylko dzieci z chęcią się bawią bo i my pośmigaliśmy..

 

Monumentalny kościół mariacki….

 

 

 

 

Kościół mariacki w Prenzalu

 

 

 

 

do tego klasztor Dominikanów z figurą błazna na placu- dla żartu błazen miał przyczepioną do pasa nokię w pokrowcu. Martin Luther, rzeźba nad jeziorem, ciekawe konstrukcje kwiatowe przed ratuszem, malowidło naścienne wyglądające bardzo realistycznie..

 

Ogólnie bardzo ładne miasto, utrzymane w czystości, ze spokojnymi uliczkami i zakątkami. Można zwiedzić jeszcze ogrody tematyczne, ale zbyt drogi tam wjazd, poza tym 13 hektarów to zdecydowanie nie było już na nasze nogi, zmęczone po całodziennej wędrówce.


Teraz należy się odpoczynek więc pora na jakiś film, miłego wieczorka…

Kobiety

I te małe i te trochę „wyższe” 😉 szły dziś miastem z kwiatami w dłoniach.. dawno nie wędrowałam po mieście, bo jak już się zacznie jeździć autem to się zapomina jak to jest. Było tłoczno, głośno, było widać pęd ludzi w różnych kierunkach, ale przy okazji było też ciekawie. Obserwowałam to tętniące życiem centrum, zastanawiałam się gdzie ludzie tak pędzą, jakie mają plany na dziś bo ja akurat kierowałam się w stronę ..salonu sukien ślubnych 🙂 

 


Przejrzałam ich masę, byłam oglądać suknie life już w kilku salonach i jest tak, jak myślałam. Spodobała mi się 1 suknia z wielu kolekcji i już żadna inna nie wpada w oko. Można powiedzieć, że znalazłam tę jedną jedyną 🙂 Tiaa.. tyle, że jest ona w wersji tylko do kupienia, a planowałam wypożyczenie… Jest jeszcze opcja uszycia sukni, ale tak to już jest, że nie da rady uszyć identycznej nawet z podanego zdjęcia. Mam więc dylemat.. Myśląc przeglądam internet w poszukiwaniu butów, bolerka i innych dodatków, bo nie chcę tracić ani chwili… bo już wiosna w rozkwicie i czas goni..

 

 

 

 

 

krokusy wiosenne

 

 

 

 

 

A co do chwil, dziś była miła kiedy otworzyłam skrzynkę na listy, a tam – tulipanek – świeży, malutki i romantyczny.. wchodzę do domu, a tam ciąg dalszy tulipanków.. już na Dzień Kobiet :*

 

 

 

 

 

 

kobiece święto

 

 

 

 

 


Dwa piękne, duże bukiety, które rozdzieliłam na cztery, z czego fioletowe kwiatki przeniosę do sypialni bo tam bardziej będą pasowały kolorystycznie.

 

 

 

 

 

fioletki

 

 

 

 

 

Przepiękny widok i miła niespodzianka.. myślę, że większość kobiet uwielbia dostawać kwiaty 🙂

 

 

 

 

 

tulipankowo

Na Jowisza

W niedzielę już nie było tak ciepło, więc zaszyliśmy się w domu, był wreszcie czas na czytanie książki, na drzemkę, przytulanki i na duuużoo relaksu 🙂

Dopiero zaplanowane na wieczór oglądanie Jowisza wyciągnęło nas z domu… Najpierw był widoczny największy amatorski teleskop w Polsce, później trzeba było odstać w kolejce – bo zainteresowanie wydarzeniem było spore – potem wspiąć się na drabinę i wreszcie można było obejrzeć Jowisza! Sprzęt był tak dobry, że widać było również jego 4 księżyce.. Dookoła porozkładano też mniejsze teleskopy, ale jednak ten największy cieszył się największym powodzeniem.

 

 

 

 

 

 Teleskop


 

 

 

 

W poniedziałek zmobilizowałam się by pójść na ostatnie ćwiczenia z kończącego się karnetu.. zdecydowanie czuję już zmęczenie i pora zrobić przerwę. Zobaczę czy na miesiąc, czy na dłużej, bo może pogoda pozwoli za jakiś czas na śmiganie w plenerze. Na razie trochę się ochłodziło, ale ma to swoje plusy – nie będzie nas ciągnęło w świat i nareszcie będzie czas na szykowanie się do Wielkiego Dnia..


Zamówiliśmy już obrączki, dwubarwne ale klasyczne, choć decyzja nie była łatwa przy ogromnym wyborze jaki oferuje teraz rynek jubilerski. Udało się trafić buty do garnituru, którego wprawdzie jeszcze nie ma, ale mam nadzieję, że w weekend rozejrzymy się w tym kierunku. Niedługo będzie też gotowy projekt zaproszeń i jak tylko się pojawią, to ruszamy i wręczamy przyszłym gościom. Zadzwoniłam do pracowni dekoratorskiej, po oględzinach naszej małej restauracji będziemy mieli spotkanie z właścicielką, by omówić szczegóły.. W kolejne dni ruszam w miasto by wreszcie rozejrzeć się za suknią, bo tutaj to dopiero czeka mnie trudne zadanie.. duże wyzwanie – znaleźć tę jedyną, ale i niesamowita ekscytacja 🙂 

Wiosenne przebudzenie

Weekend przyniósł odpoczynek, wieczory filmowe, dużo słońca i obudził energię do podróży 🙂 Jak zobaczyłam w sobotę tą piękną pogodę za oknem, to aż skrzydła urosły u ramion.

 

 

 

 

 

 

w trasę..

 

 

 

 

Pojechaliśmy w całkiem niedaleką trasę nad Zalew Szczeciński do Nowego Warpna… W miasteczku kilka uroczych zakątków, ładny rynek, Aleja Żeglarzy i rybak z koszem pełnym ryb.

 

 

 

 

 

 rybak

 

 

 

 

 

Fajny klimat, możliwość obserwowania kaczek i drugiego brzegu na zalewie, spacer ulicami pełnymi starych kamienic, zdobionych lamp i ogólnie ciekawe miejsce, tak niedaleko nas..

 

 

 

 

 

 

N.Warpno

 

 

 

 

 

Wieczorem obejrzeliśmy „Dianę”, najnowszą ekranizację ukazującą ostatnią część życia Księżnej Serc.. której uśmiech wielokrotnie oglądałam na ekranie tv, lecz nie wiedziałam, że za tym uśmiechem kryje się tyle przykrości, nieszczęśliwa miłość i brak perspektyw na udane życie z daleka od dzieci i bez ukochanego mężczyzny… Mimo tego, dużo jej się udało uczynić dobra dla innych i za to tak bardzo ludzie cenili Dianę…