Potrójne świętowanie

W pierwszy dzień urlopu nareszcie udało się wyspać! A wręcz nadspać – bo nie pamiętam kiedy wstawaliśmy o 10 🙂 Można było sobie na to pozwolić bo w planach był tylko obiad na potrójne święto – urodziny brata, urodziny jego dziewczyny i imieniny taty. Zabraliśmy 3 torby prezentów i dobry humor, wskoczyłam w kieckę, Marcin w elegancką koszulę i spędziliśmy sympatyczny dzień w towarzystwie rodzinki. Później brat i Ania przygotowali jeszcze w domu deser lodowy z ananasem i bitą śmietaną więc do wieczora byłam porządnie najedzona! Wyskoczyliśmy jeszcze z Darkiem na piwko do irlandzkiego pubu i można powiedzieć, że urlop został pozytywnie rozpoczęty 🙂

 

 

Jeszcze dwie niespodzianki zdarzyły się w ostatnich chwilach, udało się trafić nocleg nad morzem! Pakowanie trwa i oby to słońce, które widzę za oknem przetrwało chociaż dziś 🙂 A druga to taka, że zakwitł storczyk, którego jakiś czas temu chciałam się pozbyć bo był już tylko suchym badylem. Tymczasem nie dość, że urósł wysoki, to jeszcze w podzięce za zatrzymanie kwitnie z dnia na dzień obdarowując nas kolejnym kwiatkiem 🙂

Miłej niedzieli życzę, a kto na urlopie niech wypoczywa i cieszy się każdym dniem! Pozdrawiam już prawie nadmorsko! 

 

 

 

 

uratowany storczyk

„Wspaniała”

Nie miałam werwy na poniedziałkowe kinowe wyjście, a okazało się że było to jedno z lepszych 🙂 Film świetny, lekki, zabawny i przyjemny. Kostiumy z lat 50-tych, niektóre sukienki z chęcią dziś by się założyło.. Przypomniało mi się jak sama uczyłam się pisać na maszynie stukając jednym palcem. Fabuła była prosta i wiadomy był happy end, ale czasem właśnie takie filmy się przydają. Wszystkim dziewczynom się podobało, a do tego Asia wygrała podgrzewacz na woski zapachowe, ja kawę – będzie jak znalazł dla taty jako dodatek do prezentu – kawy nie piję. A Kasi polepszył się humor po nieprzyjemnym zwolnieniu z pracy – szef zrobił miejsce dla swojego szwagra – z którego już dziś się otrząsnęła znajdując nową pracę na okres próbny.

 

Można powiedzieć że happy end też lubi chodzić parami 😉

 

 

 

 

 

Dzień Taty i Trzebież

W sobotę postanowiliśmy z bratem zrobić tacie grilla z okazji jego święta, przywieźliśmy też czekoladki i cały dzień spędziliśmy nad jeziorem 🙂 Tatko zapalony wędkarz złowił dwa szczupaki i humor miał wyśmienity, który jeszcze dzięki nam mu się polepszył.

 Pogoda była w sam raz na opalanie, a jednocześnie chwilowe chmury dawały odpocząć od upalnych słonecznych promieni.. Dostałam od Marcina kwiatka, piaskowego czteropłatkowego 🙂 Później podskoczyliśmy na dziko rosnące czereśnie – prosto z drzewa najsmaczniejsze! – i do domu, przepakować torbę na jutrzejszy wypad.

 

 

 

 

skarby natury


 

 

 

W niedzielę, po raz pierwszy od dość dawna, zachciało mi się poleniuchować i poczytać książkę w łóżku – nawet dostałam do tegoż łóżka śniadanie 🙂 Jednak z racji zaplanowanego wcześniej wypadu do Trzebieży z Beatą, Oliwerem i Darkiem, wypadało się zebrać, wrzucić koc, ręczniki i mimo letkiego zachmurzenia ruszyć w trasę. Trzebież przywitała nas słońcem, portem i Markiem, Agą, Łukaszem i Izą którzy przypłynęli małym jachtem.

A potem to już tylko relaks, Lato z Radiem Szczecin, kąpiele i szaleństwa z piłką. Hamburgery wystane w kolejce, przemarsz wojsk, huki armatnie i inne atrakcje przy plaży 🙂

 

 

 

 

 

lato lato

Noc Świętojańska

Lato w pełni, upały dzień za dniem i aż się w pracy nie chce siedzieć.. tym bardziej, że urlop coraz bliżej 🙂 Żeby jednak nie było zbyt pięknie odezwał mi się ząb i to głosem ponurym odmawiając współpracy na najbliższe dni. I jak tu jechać w plener, kiedy trzeba zaliczyć parę wizyt u dentysty? Ano da się.. zaciska się zęby i opala na słońcu pomimo wszystko 😉

 

Jeden dzień tak wytrwałam, przeleżeliśmy czwartek nad wodą i było całkiem przyjemnie.. wprawdzie temperatura 30 stopni, ale zanurzenie po pas ratowało topiące się na słońcu ciała. Jednak wieczornej wizyty nie uniknęłam i pomęczyłam się trochę na dentystycznym fotelu. Kolejna wizyta we wtorek brr oby dało się jakoś ząb przebłagać, żeby jeszcze trochę pociągnął, chociaż do czasu pourlopowego…

 

 

 

 

Noc Świętojańska

 


 

Wczorajszy wieczór zwany Nocą Świętojańską na pocieszenie przyniósł kolorowe lampiony! Na Jasnych Błoniach zebrała się cała masa luda, z życzeniami w myślach, wypuszczająca w eter płonące światełka. Niesamowity efekt! Czuło się podniosły nastrój, niebo rozświetliły ogniki i tylko mam nadzieję, że nie spowodowały płomieni gdzieś w pobliżu – doniesień żadnych nie było więc chyba marzenia się spełnią 🙂

 

 

 Później pojechaliśmy jeszcze obejrzeć odnowioną fontannę na Wałach Chrobrego.. też zebrał się tam niezły tłumek, wszyscy podziwiali kolorowe światła nadające fontannie bajkowy efekt i robili zdjęcia chcąc uwiecznić ten obraz. Ja oczywiście też pstrykałam na prawo i lewo, aż zrobiła się noc ciemna i dopiero o 24 dotarliśmy do domu..

 

 

 

 

 

Fontanna

Nordic walking!

We wtorek nareszcie udało się zmobilizować do ruszenia na kijki! 🙂 Z koleżanką, która już była po paru leśnych wyprawach i podciągała mi tempo.. Zrobiłyśmy 4 okrążenia nad jeziorkiem, co jak na pierwszy raz po dłuższej przerwie było dla mnie nie lada wyczynem. A od wczoraj na dokładkę mam zakwasy w udach, talii i między łopatkami – kto by pomyślał, że i tam można mieć 😉 A jednak tak.. i dzięki temu widać, że śmiganie z kijkami naprawdę potrafi rozruszać człeka. Żeby robić to poprawnie obejrzałam sobie parę filmików, ale że chodziłam już kilka razy wcześniej, szybko udało mi się wpaść w rytm i nie wiedzieć kiedy minęła godzina wędrówki w dość dużym tempie..

 

 


 

 

 

 

Wieczorem miałam spotkanie w babskim gronie w związku z szykowaniem paczek dla Domu Dziecka w Lubinie. Sylwia i Justyna były tam jakiś czas temu i wzruszone postanowiły wesprzeć dzieciaki. Rozsiały wici po znajomych i przybyłyśmy w doborowym gronie omówić sprawy logistyczne. Dorota, Ula, Hania, Iwona, Ania, Katarina, Justyna, Sylwia i ja.. Oczywiście zaczęło się od pogaduch, co u której słychać… Katarina od 3 tygodni w ciąży, Sylwia jedzie na rehabilitację łokcia, Ania pracuje po 12 godzin dziennie i pada ze zmęczenia, ja tradycyjnie jako organizatorka kinowych wypadów zbierałam info kto idzie w poniedziałek na seans. Zrobiło się wesoło, tym bardziej że w pubie szykowano karaoke.. szkoda, że to był wtorek i tylko studenci mogli poszaleć do rana. Ja musiałam zmykać w miarę wcześnie, żeby wstać potem o rano do pracy..

 

 

No ale cel spotkania był inny, ustaliłyśmy datę na 27go lipca jako ostateczną na zbieranie rzeczy. Mają być ubrania, nie noszone bransoletki, słodycze, kosmetyki, co kto ma i nie potrzebuje. Już nawet podpytałam w pracy i kumpel ma na zbyciu stary komputer, grunt że na chodzie, a drugi monitor do niego. Kumpela dała sweterek, ja też przejrzę szafę i oddam kilka książek z mojej pokaźnej kolekcji, a Beata z mężem już zakupili kredki i papiernicze drobiazgi szkolne. Myślę, że do 27-go uzbieramy całkiem fajne paczki! Na razie 3 kierowców zadeklarowało się to zawieźć, a jak będzie coś większego kumpela ma dostęp do firmowego busa.


Damy radę i cieszę się, że jest tak duży odzew w kwestii pomocy innym! 🙂

1000 lat po Ziemi

Dopiero co była niedziela świętowana na urodzinowym obiedzie dziadka, a tu już środa się kończy i za dwa dni nowy weekend! Z jednej strony fajnie, ale z drugiej – to czemu to wszystko tak pędzi.. chciałoby się czasami usiąść i zatrzymać ten znikający czas.. 

Dziadek wzruszył się i był mocno zaskoczony kiedy dom zaczął zapełniać się wszystkimi jego dziećmi, ich żonami, mężami i jego wnukami. Obiad w restauracji, wielki czekoladowy tort i szampan wypity na jego cześć już w ogródku i mniej formalnej atmosferze sprawiły, że był bardzo zadowolony. Szkoda tylko, że już zdrowie nie to ale za to wspaniała rodzina i dobre serca które o nim myślą..

 

 

 

 tort dla dziadka

 

 

 

 

W poniedziałek wybraliśmy się do kina z bratem i Anią oraz ich znajomymi na film sf „1000 lat po ziemi”, w którym główne role zagrali Will Smith i jego syn Jaden Smith. Fabuła filmu nieskomplikowana i przewidywalna od początku do końca, ale zdjęcia i gra aktorska małego Jadena ciekawe 🙂 Można obejrzeć, zwłaszcza kiedy trafiają się bilety po 10 zł za sztukę, choć film nie powala na kolana..

 

 

 

 

 

 

 

 

Następne kino, tym razem tylko babskie w nadchodzący poniedziałek 🙂

Urodziny w ogrodzie

Życzenia i pierwsze prezenty dostałam od Kotka już minutę po 24-tej 🙂 Wyczekaną książkę Kosmowskiej „Niebieski autobus” i extra zestaw kosmetyków do twarzy Payot – Paris plus pomarańczową świeczkę na romantyczne wieczory :* W urodzinową sobotę prezentów ciąg dalszy od brata i Ani – router bezprzewodowy, który sprawi że nareszcie będzie mniej kabli w domu, a net wszędzie gdzie się chce 😉 A potem już podróż do Przelewic..

 

 

 

 

Przelewice

 

 

 

 

Pogoda dopisała, zwiedzanie ogrodu dendrologicznego zaczęliśmy z rana, tak, że południowe słońce trafiło akurat na wędrówkę wśród kwiatów 🙂 

 

 

 

Przelewice

 

 

 

 

Widoki bardzo ładne, dużo zieleni, odmian różnych drzew i roślin kwitnących lub nie..obejście całości zajęło nam trzy godziny i ogólnie się podobało, ale kto widział Ogrody Hortulus (do obejrzenia w podkreślonych wspomnieniach) ten wie, że Przelewice nie mają porównania 😉 Jest fajnie bo kwiaty same w sobie są piękne, ale w Dobrzycy robi wrażenie każda oglądana stylizacja! Ogrody japońskie, angielskie.. urocze zakątki, ławki i domki. Polecam każdemu!

 

Po ogrodach wykwintny obiad w pobliskiej restauracji w Pyrzycach – tak wytwornie nam podano schabowe i pierś kurczaka, że szkoda było psuć ten artystyczny efekt 😉 Szkoda, że zabrakło czasu na zwiedzanie Pyrzyc bo miasto wydawało się ładne i zadbane – może kiedyś nadrobimy. . Ale trzeba się było spieszyć bo zaproszeni rodzice już byli gotowi do odwiedzin i chętni na deserowe lody. Ciasto bananowe smakowało, czereśnie i truskawki czerwieniły się na ławie, a lody z bananami, truskawkami i bitą śmietaną oraz likier śmietankowo-czekoladowy były uwieńczeniem tych moich urodzinek..

Dziękuję za wszystkie życzenia, niech się spełniają! 🙂

 

 

 

 

Serce

Ciasto bananowe

Odblokowałam, po dłuższym oczekiwaniu na uspokojenie, swojego pierwszego bloga… musiałam na jakiś czas go ukryć, ale po wczorajszej rozmowie dotarło do mnie że nie uda się uniknąć rozczarowań co do niektórych osób. Jednak nie można też zniechęcać się przez to do reszty świata…..

Blog odblok(g)owany, więc kto ma chęć poczytać „jak to było na początku” 🙂 to zapraszam do zakładki po prawej stronie – Blog1. Swoją drogą samej fajnie tam zajrzeć i zobaczyć jak nieporadnie jeszcze się po blogu poruszałam, jak już zmieniły się moje wpisy i nawet sam sposób wklejania fotek.. Super sprawa taki pamiętnik!

 

Wspomnienia wspomnieniami tymczasem dni biegną jeden za drugim i mamy już kolejny weekend – szykuje się na ten czas dużo atrakcji, bo:

– po pierwsze – jutro mam urodziny! 🙂

-po drugie – jedziemy obejrzeć ogrody w Przelewicach i nawet widzę, że w prezencie na te moje urodzinki zapowiadają ładną pogodę 😉

-po trzecie – upiekłam dziś CIASTO BANANOWE (przepis z mojeciasto.pl) i zaprosiłam na jutrzejszą degustację rodziców oraz brata z Anią

 

 

 

 

bananowo i kolorowo

 

 

 


-po czwarte śmigamy na urodziny do dziadka Marcina – i nawet udało się już wybrać sukienkę – miękka, wygodna, a co najważniejsze nie pogniecie się w podróży..

A jak Wasze plany na weekend?

Jakie by nie były, oby był udany!

Malinowo

Paznokcie jak cukierki – malinowe.. brwi po regulacji i hennie, sukienka odebrana od krawcowej czyli można rzec żem prawie gotowa na spotkanie z Marcina rodzinką. Jeszcze tylko muszę się zastanowić, bo nie wiem czy akurat ta sukienka będzie w sam raz na taki rodzinny obiad z okazji urodzin Dziadka, czy może wybrać spódnicę, albo spodnie i marynarkę.


Odwieczny kobiecy dylemat – w co się ubrać?? 🙂


Mam jeszcze trochę czasu na przegląd szafy i zamierzam go użyć! Przydałoby się jeszcze zrzucić ze 2 kilo, ale w kilka dni to nierealne.. chociaż się nie poddaję! Na kolację wcinam tylko surówkę – sałata lodowa, rzymska, ogórek gruntowy, rzodkiewki, pomidor, oliwki, pestki słonecznika, siemię lniane – w różnych kombinacjach i skropione oliwą z oliwek. Rano piję zieloną herbatę na czczo, na pierwsze śniadanie chlebek wasa z serkiem śmietanowym i warzywami plus czasami mleko i płatki, na drugie jogurt naturalny i jabłko. Na obiad najczęściej zupa plus jogurt na deser i czasem lody amerykanckie śmietankowo-czekoladowe bo bez nich nie ma dla mnie lata 🙂 Menu w sumie korzystne, tylko coś przemiana materii z wiekiem mniej korzystna. Dobrze, że o tej porze je się więcej warzyw i owoców, choć z drugiej strony zimą jakoś mi łatwiej zmobilizować się do fitnessu. Teraz na ćwiczenia mi za gorąco 😉

A jak tam u Was z mobilizacją?  

Śmigam poczytać nową książkę, Kraszewski już zakończony… będzie mi brakowało tych jego wspaniałych opowiadań ale jeszcze dużo świetnych książek przede mną! Miłego popołudnia..

 

 

 

malinowo

To już lato?

Jak co roku, kiedy czerwcowe słońce (jest 25 stopni gorąca!) dodaje energii, obudziła się we mnie chęć skrócenia włosów, które już zbyt mocno się plątały, zbyt długo wysychały po myciu i zaczynały męczyć. Trzeba było coś z tym zrobić – czyli ciachnąć i już! Od fryzjerki wyszłam mało zadowolona, bo kształt fryzury w niczym nie przypominał takiego, jaki miał być – na szczęście był to tylko efekt złego modelowania – w domu ułożyłam po swojemu i jest fajnie 🙂

 

Z tym nowym fryzem i polepszonym humorem ruszyliśmy pod Teatr Letni posłuchać koncertu „Carmina Burana” na zakończenie sezonu Filharmonii. Na scenie wystąpiło ponad 300 osób, chóry, wokaliści i orkiestra którą najbardziej było słychać 🙂 Spotkaliśmy się z kumpelą z marketingu, pogadałam sobie z nią o pracy, o relacjach w jej dziale, a na zakończenie wieczoru zasiedliśmy w restauracji na herbatę – dla mnie i hamburgerki – dla Marcina.

 

W sobotę z okazji Gryfii – przyznawania ogólnopolskiej nagrody literackiej odbył się Kiermasz Książki, na którym nie mogło mnie zabraknąć. Tym bardziej, że książki sprzedawane po złotówkę są nie lada rarytasem! Pojechaliśmy rano, upolowałam trzy nowe książki, potem odwiedziny w księgarni u Beaty gdzie kupiłam Zafona dla taty, na zbliżające się święto. Potem dzień na plaży, na spacerze i lodach, przeleniuchowany, zrelaksowany, zaczytany i pełen słońca. By powrócić na kiermasz i upolować 3 kolejne książki, dokładane z kartonów Książnicy Pomorskiej. Takie akcje to ja lubię!

Wieczorem na małym ekranie ciąg dalszy Rodzinki.pl i w planie cała niedziela nad wodą mimo opalonych nosów i ramion 😉

 

 

 

 

relaks..