Przebudzenie

Przez deszczowe dni ominęły mnie dwa spacery.. jakoś nie uśmiecha mi się manewrowanie wózkiem jedną ręką, gdy druga trzyma parasol. A moknąć nie przepadam. Na szczęście w weekend deszcze padały poza porą spacerową więc mogliśmy nadrobić 🙂 Wiosna budzi już do życia rośliny, na drzewach i krzewach masa pączków i choć ostatnio słońce w kratkę i kwiecień plecień ze swoim chwilowym śniegiem coraz bliżej, to czuć ją już niezaprzeczalnie.

 

 

 

 

pączki

 

 

 

 

Ja też już przebudzona, do działania.. kiedy chłopaki dali mi pospać zerwałam się z energią do działania. Poukładałam co się dało, zrobiłam zakupy już pod kątem Świąt, pościerałam kurze z szafek i parapetów, wyniosłam furę śmieci i karton po pizzy – wiem wiem, mało zdrowy obiad, ale w weekendy kompletnie nie mam weny do gotowania 😉 Jem już coraz więcej różności, Mały nie wykazuje na razie żadnych uczuleń na pokarmy więc już i więcej kombinacji w surówkach, sałatkach i podgryzanych daniach. Nawet ostatnio naleśników z dżemem truskawkowym popróbowałam. 

 

Coraz bliżej Wielkanoc, a wraz z nią chrzest naszego Synka. Nauki już zaliczone, choć o mało nie zostały przegapione, bo dowiedziałam się na ostatnią chwilę, w tym samym dniu co miały być. Złapaliśmy chrzestnych po drodze i stawiliśmy się na czas. Ksiądz sympatyczny, z wyluzowanym podejściem i humorystycznymi opowieściami. Takich lubi się najbardziej, bez tego zadęcia i patosu.. tylko po prostu, z sercem na dłoni i miłym podejściem do ludzi. Mamy nadzieję, że to właśnie on będzie udzielał chrztu. Ubranka przymierzyliśmy i wieczorem lecieliśmy jeszcze do sklepu dokupić białe śpiochy, które przytrzymają wychodzącą koszulę. Z muszką pod szyją Dziecię wygląda elegancko i tak zupełnie inaczej niż na co dzień 🙂 Ja tradycyjnie, jak to kobieta, mam dylemat – w co się ubrać? Przebieram sukienki w szafie i kombinuję jakieś zestawienia, bo to czasem i kozaki może będą jeszcze potrzebne. Mimo tej pogody w kratkę uśmiecham się do nadchodzących dni. Lubię ten świąteczny czas, a teraz, od kiedy mamy dziecko, jeszcze bardziej..

 

 

 

 

 

budzące się magnolie

 

 

 

 

Zmiana czasu sprawiła, że godziny nam się poprzestawiały.. kiedy ma być kąpiel to Dzieć śpi, kiedy ma spać to szarżuje 🙂 I jak powiedzieć takiemu maluszkowi, że właśnie teraz ma godzinę 19, a jest 20? Za to Maluszek sam już zaczyna mówić! Ostatnią nowością jest „MA”.. od tego już tylko krok do MAMA więc czekam niecierpliwie 🙂 Miłego Wam..

Firma

Cóż z tego, że trochę się podreperowałam, kiedy od poniedziałku sprawy domowe zaatakowały powtórnie, odłożone na tamte dwa dni całkowicie.. Kolejne pranie, mycie naczyń, zakupy, obiad trzeba było znowu machnąć, pójść na spacer i pojechać po ubranko do chrztu (nowe w sklepie 140 zł! dobrze że istnieje olx bo tu już za 60), oczywiście w międzyczasie karmić, przewijać, bawić i lulać.


Nic to, kupiłam sobie pierwszą rzecz po ciąży – koszulkę z napisem – WSZYSTKO JEST MOŻLIWE! więc z tym optymistycznym akcentem ruszam do nowego tygodnia 🙂

 

A z tym nowym tygodniem odnowiłam sobie fryzurę, wyskakując do fryzjera z sercem na ramieniu, bo Mały zostawał po raz pierwszy sam na sam z Babcią. Poszło im całkiem dobrze, fryzjerce też 😉 Bawili się, gadali sobie po swojemu, gryzakowa pszczoła latała koło nosa, pośpiewali. I kiedy wracając nasłuchiwałam czy na klatce schodowej nie ma już dźwięków płaczu bądź krzyków okazało się, że wszystko jest ok. Natomiast potem nastąpiła reakcja opóźniona. Kiedy już wycałowałam Synka na powitanie, ten jakby dopiero załapał że mnie pół godziny nie było i w płacz. Tulenie, uspokajanie, śpiewanie kołysanki.. no nic nie pomagało. Nie chciał jeść, wtulił się we mnie i tak zastygł uspokajając się powoli i kompletnie nie dawał się odkleić 🙂 

 

Dzisiaj kolejne wyzwanie – jedziemy do mojej pracy. Taki tam już panuje zwyczaj, że każde nowe dziecię przywożone jest do zapoznania, wraz z cukierkami na powitanie po długiej nieobecności pracownika. Cukierki mam, Dzieć natomiast zamiast się szykować śpi sobie w najlepsze. Ja już w blokach startowych – przyznam, że ciut zestresowana – bo nie widziałam tej całej ekipy 10 miesięcy, ani oni mnie. Pewnie zostanę zlustrowana od dołu do góry więc trzeba trzymać fason.

A Wy trzymajcie proszę kciuki żeby wszystko dobrze poszło..

 

Dla dodania animuszu włączam coś energicznego i ruszam w podskokach 😉

 

 

 

 

 

 

 

Po wizycie:

 

Nakręciłam się niepotrzebnie stresowo, tymczasem było całkiem sympatycznie i wiadomo, że na widok dziecka – radośnie 🙂 Synek spisał się dzielnie, nie płakał i rozglądał się ciekawie po firmie i ludziach którzy go otaczali. Wszyscy Małym zachwyceni, Dorka nie chciała go z rąk wypuścić, każdy opowiadał o swoich dzieciach, było dzielenie cukierkami, pytali kiedy wracam i sypali komplementami. Jechałam z bijącym sercem, a wracałam na skrzydłach. Dyrek zapowiedział, że czekają na mnie z utęsknieniem, bo pracy jest full, a na dokładkę chcą żebym została kierowniczką projektu rozbudowy laboratorium. Zmian w firmie dużo, ze 12 nowych osób, imion kompletnie nie zapamiętałam, bo co chwilę kogoś poznawałam. Ogólnie wróciłam podbudowana i spokojniejsza o przyszłość. 

Regeneracja

Dzięki mojemu kochanemu Mężowi udało mi się trochę podreperować zbolałe kręgi słupne i czuję się lepiej. Przez dwa dni postanowiliśmy pooszczędzać mamusię. Trzymałam Dziecia tylko i wyłącznie do karmienia, choć i tak większość karmień i zabaw była w pozycji leżącej, do tego Mały był mi podawany, przy kąpieli siedziałam na brzegu wanny i generalnie odpoczywałam ile się da. Z prac domowych poczyniłam tylko pranie, resztę czasu poświęcając czytaniu książki i spaniu, kiedy to moje chłopaki poszli sobie na sobotni spacer.. Ależ dziwnie czułam się w pustym i cichym domu! Dziecko generuje jednak dużo dźwięków 🙂 

 

Obiady jedliśmy na mieście, żebym odetchnęła też od kuchni po tworzeniu piątkowej, pracochłonnej makaronowej sałatki z szynką, jajkiem i warzywami. Sobota upłynęła więc leniwie, sprzyjało też temu deszczowe popołudnie, kiedy to tylko zawinąć się w kocyk i przytulać.. Niedziela za to od rana słoneczna. Przyszło wprawdzie ochłodzenie, ale i tak gnało nas w plener.

 

 

 

 

 jarmark

 

 

 

 

Podeszliśmy na Wielkanocny Jarmark, gdzie wystawiono stoiska z ozdobami, ciastami i kwiatami pasującymi do tego wiosennego święta. Oczywiście na ciasto się skusiłam – jabłkowe, bo jak na razie z owoców tylko one są neutralne (jeszcze banany, ale coś ostatnio mi nie smakują).

 

 

 

 

palemki z dzikami 

 

 

Brakowało mi na tym jarmarku muzyki, byłoby od razu energiczniej i jakoś tak bardziej swojsko, bo za duża cisza panowała dookoła. Żeby więc tę ciszę przełamać włączam bardzo słoneczną i wiosenną piosenkę 🙂 Miłego słuchania!

 

 

 

 

 

 


Przesadziłam

Wiosna w rozkwicie i Dziecię też chyba to odczuwa, bo ma więcej energii i spać mu się w dzień nie chce.. chyba, że na spacerze. Kiedy tylko poczuje ruch wózka i usłyszy miarowy stukot wędrujących kroków od razu odpływa. Za to mnie dopadło przesilenie – i to nie wiosenne, a fizyczne. Jakiś czas temu, chcąc zabrać się ze wszystkim naraz, przeniosłam Syna w foteliku kawałek drogi. Skutki tego kawałka odczuwam do dziś. Rana znowu mnie piecze, ciężko mi cokolwiek przesunąć, bo każde napinanie się zaczyna boleć. Oczywiście doprawiłam się myciem balkonu – bo zamarzyło mi się wywieszenie już prania na zewnątrz. Tak bardzo lubię kiedy rzeczy pachną świeżym powietrzem i słońcem 🙂 No to mam. 


Nie wspomnę o kręgosłupie, który zaczyna wołać o pomstę do nieba. A tu niestety podnoszenia dziecka się nie uniknie. Trzeba go przewijać, unieść do odbicia, posadzić na kolanach, bo leżenie już mu się nudzi. Machnęłam też prasowanie czekającej na mnie sterty ubrań i pościeli, zrobiłam porządki na półce prezentowej i kalendarzowej, usmażyłam mielone, ugotowałam krupnik. I po tych wszystkich akcjach ledwo siedzę, tak mnie bolą plecy. Najgorsze, że nie ma kiedy się zregenerować, a powinnam kilka dni odpoczywać, niczego nie dźwigać i w ogóle dać sobie na luz.

 

 

Trochę tego luzu jest jeszcze wieczorem i całe szczęście, bo inaczej byłoby ze mną już całkiem krucho. Obejrzeliśmy najgorszy z filmów jakie ostatnio widziałam – „Dzień dobry, kocham cię”. Koszmar dialogowy, banalna fabuła, słabiutka gra aktorska i ogólnie żenada. Trochę mniej słaba była „Sztuka zrywania” z Jennifer Aniston, ale też żadna rewelacja. Tak jak i „Wymarzeni” – niby romantyczna komedia, a nie było ani śmiesznie, ani romantycznie 😉 Dobrze, że nadrabiam książkami, bo co włączam kolejną, to same rarytaski. Na razie na tapecie polskie autorki..

 

 

Dzisiaj pojechaliśmy złożyć PITy, a że było blisko do parku to od razu zaliczyliśmy mały spacer – mały, ale bogaty w duże wydarzenie – zaćmienie słońca. Pewna pani użyczyła nam nawet rentgena swojej czaszki, żeby przez kliszę lepiej było widać 😉 A widok był ciekawy.. następne zaćmienie w 2021 roku.

Pogoda ostatnio tak cudna, że tylko spacerować. Wędruję w nowe okolice, odkrywam kwiatowe zakątki, małe uliczki i parki gdzie rzadko bywałam. Chciałabym śmigać jeszcze dalej, ale nogi i plecy odmawiają współpracy. Zresztą prawie dwie godziny spaceru dziennie to i tak dla mnie duże wyzwanie. Dobrze, że idzie weekend, mam nadzieję, że trochę odpocznę..

 

 

 

 

wiosna

Prezenty już

Tradycyjnie czasu mało, ale ponoć realizacja planów nie od czasu zależy, tylko od priorytetów – ponoć 😉 

Synek pochłania tego czasu coraz więcej, drzemki w dzień skracają się do 15-30 minut, więc gotowanie, wstawianie prania, rozwieszanie go, sprzątanie, czy pisanie bloga są teraz mocno na raty podzielone. Za to zmieniając porę kąpania na wcześniejszą zyskaliśmy wieczorny czas tylko dla nas 🙂 Prawie cztery godziny! I to jest duży plus. Można spokojnie obejrzeć film – a ostatnio były to dłuższe, jak – „Exodus: Bogowie i Królowie„, „Hobbit – Bitwa Pięciu Armii”, rozczulająca „Odrobina nieba” i fajna babska komedia „Jak stracić chłopaka w 10 dni”. Do czytania na ebooku powoli się przyzwyczajam, pochłaniam już czwartą książkę i cieszę się, że tyle ich jeszcze przede mną. 

 

Mały ma się coraz lepiej, wprawdzie skończyło się na maści sterydowej, bo Ziaja AZS i Lipikar nie dały jednak rady, to najważniejsze że zaognione miejsca się naprawiły, a i drapanie i nocne przez to pobudki mocno się umniejszyły. Gaworzy sobie teraz wesoło, rozgląda się po domu ciekawie, śpi na spacerach, próbuje już siadać i w ogóle robi się takim fajnym chłopaczkiem o dużych oczach i radosnym uśmiechu. Jedynie podnosić go jest coraz ciężej, zbliża się do 8 kilo, a jak osiągnie 10 kilo to mój kręgosłup chyba zastrajkuje. Już ledwo daję radę trzymać taki ciężarek, który jeszcze na dokładkę wierci się i kręci wyciągając ręce do wszystkiego w pobliżu. 

 

Ostatnio zmontowaliśmy mu prezent od Chrzestnej – krzesło do karmienia, które później można zamienić w niskie krzesełko i stolik, albo w mały fotel bujany 🙂 Chrzestny też dał już prezent – blender do tworzenia dzieciowych papek, zupek i deserów. Do mielenia, ucierania i szatkowania, a w przyszłości też do drinków 😉 I żeby nie było to ponoć nie wszystkie prezenty, domyślam się, że zostały jeszcze te bardziej duchowe.. Sama zakupiłam już świecę, z okapnikiem i piękną wstążką, zrobiłam też rezerwację na rodzinny obiad, zostało do kupienia białe ubranko i do przejścia nauki przed tą uroczystością.

 

Co do uroczystości, to wybraliśmy się na świętowanie imienin mojej Mamy. Synek pierwszy raz był w restauracji i mimo naszych obaw, nie płakał, trochę pospał, a potem przyglądał się Dziadkom i kolorowemu wystrojowi. Mama dostała od nas puchaty, ciepły koc i ulubione słodkości. A i ja wreszcie zrealizowałam swój prezent imieninowy od Męża – i pojechałam wybrać koraliki na niebieską bransoletkę, którą później sama sobie zmontowałam:

 

 

 

 

made by me

 

 

 

 

Rodzice wybrali się teraz do sanatorium, na pozimową regenerację, masaże, zabiegi i ćwiczenia. Ja natomiast wybieram się pod prysznic, bo to na razie jedyna odnowa na jaką mogę sobie pozwolić 😉 Aa no i oczywiście na spacer, bo to i dla ciała i dla odskoczni od domowych zajęć, a i dla Małego dotlenienie na prawie już wiosennym powietrzu.. Miłej niedzieli!

 

 

 

 


Babskie święto

Dopiero znalazłam czas by dokończyć weekendowe opowieści.. bowiem na morzu i urodzinowej imprezie dzień się nie skończył.

 Po powrocie z podróży zaczęło się szykowanie. Sałatkę z tortellini miałam już zrobioną od rana, przygotowałam sukienkę na wieczór, bolerko i wszystkie dodatki. Po karmieniu, kąpieli Młodego i wstępnym usypianiu mogłam podejść do Hani, gdzie już zebrała się silna 10 osobowa grupa pod wezwaniem – kobiety górą! Wpisowym była jedna potrawa i %, więc kiedy przybyłam od razu poszła w ruch nasza weselna. Dla matki karmiącej przeznaczono sok jabłkowy i współczucie 😉 Choć przyznaję, że w ogóle mnie do alkoholu nie ciągnęło i nie potrzebowałam go, by dobrze się bawić. Dziewczyny były już lekko zrobione, wesoło trajkotały i wygłupiały się tak, że mam niezły materiał zdjęciowy – ze szminkowymi śladami ust gdzieniegdzie 🙂 Potem poszły w ruch lakiery do paznokci i też się załapałam na malowanie, gdyż czasu w domu zabrakło na czerwone pazurki. Przed samym wyjściem nastąpiła jeszcze walka na obcasy i ekipa ruszyła do lokalu na tańce hulańce i swawole.

 

 

 

 

 

szpile

 

 

 

 

 

Ja natomiast ruszyłam do karmienia i usypiania naszej syreny alarmowej, bo po dniu tak pełnym atrakcji kompletnie spać się Synkowi nie chciało. Po pacyfikacji, poprawieniu makijażu, wskoczeniu w małą czarną i krótkie kozaczki na obcasie wybyłam w taneczny świat i ja. Tych obcasów trochę się obawiałam, gdyż nie nosiłam się tak od 1,5 roku! Ale o dziwo nie zapomniałam tej umiejętności – to chyba jest jak z jazdą na rowerze. Fakt, że nie były to takie szpile jak u koleżanek, ale dla mnie wystarczające wyzwanie. Porwałam do auta jeszcze Beatę z Kamilą, które świętowały dzień kobiet domowo przy winku i dołączyłyśmy do loży pełnej roześmianego towarzystwa. Zrobiło się nas 16 czarownic, więc można sobie wyobrazić jaki był hałas i ruch przy ławie. Usłyszałam masę komplementów na temat pociążowego schudnięcia i kieckę chciały mi zabrać, albo choć zaklepać pożyczkę na inny termin. W ogóle skrzydła mi urosły i unosiłam się dwa metry nad ziemią 🙂 Tańczyłam, póki DJ grał kawałki z lat 80-90 (zarządził dla mnie kawałkiem Prince’a „Kiss”), później na scenę wskoczył zespół z gitarami i zrobiło się jak dla mnie zbyt rockowo. Na szczęście grano naprzemiennie więc zdążyłam się wytańczyć i przed 3 powróciłam do roli mamuśki.

 

Gdyby nie ten koncert, impreza byłaby idealna no i gdybym na drugi dzień nie czuła się jak na kacu, mimo że ani kropelki % nie było – bo jak widać jednak odzwyczaiłam się od nocnego wychodzenia. Tym bardziej cieszyłam się, że pogoda dopisała i mogliśmy pojechać z Małym na spacer nad jezioro.

 

 

 

 

 

nad jeziorem

 

 

 

 

Dotleniłam się tam i ochłonęłam wystawiając twarz do słońca… 

 

Weekend zakończyliśmy u Dziadków na obiedzie i zabawach z Małym, a że wczoraj było kolejne święto – tym razem Dzień Mężczyzny, to po słodkościach i przytulankach poczułam jak wyczerpały mi się baterie i odpłynęłam w godzinną drzemkę. Ostatnie dni były pełne wrażeń, pora trochę się wyciszyć – ale nie na długo – bo już uruchamiają mi się marzenia o wiosennych, słonecznych plenerach… 

 

 

 

 

 

 

słonecznie

Nadmorski Dzień Kobiet

Z nowymi brwiami od razu siebie widzę, bez brwi staję się niewyraźna, więc skoro zostały zrobione twarz od razu nabrała wyrazu, a i ja poczułam się pewniej 😉

 

Z tej pewności, przy dużej pomocy Męża, wypełniłam wreszcie PIT – czeka już tylko na złożenie w urzędzie i będzie z tym spokój. W ramach odstresowywania po podatkowych klimatach włączyłam sobie dwa lekkie, włoskie filmidła pod hasłem „Wybacz, ale będę Ci mówiła Skarbie”  i „Wybacz, ale chcę się z Tobą ożenić”. Beata polecała mi je w formie książki, Federico Moccia, ale nie przypadła mi do gustu narracja, zdecydowanie fajniejszy był w tym przypadku film. 

 

A skoro już przy filmach jestem obejrzeliśmy jeszcze sympatyczną komedię „Duchy moich byłych” z Matthew McConaughey, z 2009r – kto nie widział, to polecam 🙂

 

 

 

 


 

 

 

Ale dość o filmach. Pierwsza książka na czytniku prawie skończona. Czyta się fajnie, plusem jest podświetlenie, które ułatwia mi pochłanianie treści wieczorem lub w nocy. Minusem są literówki w tekście i czasami dzielenie wyrazów. Jednak hiciorem jestem przy tym ja osobiście – bo mam chęć przekładać w ebooku strony! 🙂 Odruch taki. Wyrobiony od lat.. ale myślę, że będzie to do opanowania. Czytam obecnie komedię kryminalną i już się kolejnych polskich autorów doczekać nie mogę, a mam ich trochę w zapasie. 

 

 

Co do Dziecia, to rozpoczęliśmy kurację polecaną Ziają AZS oraz Emolium w kąpieli i na zmiękczanie suchej skóry. Pierwsze efekty już widać, na policzku złagodzenie, na głowie bardziej miękko, a i nogi jakieś gładsze. Mimo wszystko w czwartek do dermatologa się wybierzemy, niech oceni te nasze starania. 

Synek skończył 4 miesiące i w dniu swojego małego święta pierwszy raz był nad morzem! Ależ się cieszyłam z tej wyprawy 🙂

 

 

 

 

Dzień Kobiet 2015 

 

 

 

 

Rano dostałam kwiaty od moich kochanych chłopaków, w południe już śmigaliśmy w trasę. Najpierw do wujków i ciotek na urodziny – było śpiewanie Sto Lat, kolorowe balony i tort na którego kawałek się skusiłam. Była kiełbasa z ogniska, dla mnie pieczony chleb i różne rodzaje surówek i sałatek.

 

 

 

 

 

sto lat!

 

 

 

 

 

Z każdego coś kąsnęliśmy, Młody dostał swoją porcję mleka i tak najedzeni podjechaliśmy do Dziwnowa bo było i po drodze i już blisko od wujków. 

 

 

Obawiałam się nadmorskiej wichury, a tymczasem było cieplej niż w mieście. Tafla wody z lekką tylko falą, plaża pusta, cicho, spokojnie. Super było! Synek nieświadomy jeszcze gdzie jest, ale my radośni, że dotarliśmy z nim w te rejony. Po tej podróży i widoku morza, zima definitywnie się dla mnie skończyła 🙂

 

 

 

 

 

marcowa plaża

Taneczne plany

Od poniedziałku domowy ruch – pranie, płacenie rachunków, gotowanie żurku – wszystko z doskoku i na raty między karmieniem, przewijaniem, bujaniem, zabawą i usypianiem – ale grunt, że skutecznie 🙂 Nawet kanapki Mężulkowi do pracy machnęłam. Były też i spacery, choć ostatnio za każdym razem zawijające do apteki, bo coś ta sucha skóra u Malucha nie chce odpuścić. Na głowę Linomag, na nogi Lipikar i dalej walczymy. Chyba będę musiała posłuchać rady Bożeny, ale najpierw jutrzejsza wizyta u dermatologa – niech się wykaże tak, żeby zadziałało. Asia – koleżanka zwolniona ostatnio z pracy – przybywa by pomóc mi przy transporcie Synka, szykowaniu go tam do badania, a później odholowaniu go do domu gdzie posiedzimy sobie na pogaduszkach. Trzeba ją trochę wesprzeć i dodać jej otuchy bo jest mocno podłamana..


Z racji, że sen z powiek mi zdejmowało myślenie o powrocie do pracy i opiece nad Synkiem w tym czasie, to wybrałam się dzisiaj do upatrzonego przez nas prywatnego żłobka. Na państwowy nie ma co liczyć, w kolejce jest 1200 oczekujących dzieci, a żłobków na całe miasto 8 sztuk – po prostu farsa. Dostają się dzieci samotnych matek, z zasądzonych alimentów, z biednych rodzin i po znajomościach, jeśli ktoś takowe ma. My nie mamy więc niestety cza będzie słono za prywatny żłobek zapłacić. Siła wyższa, opiekę Mały na czas naszej pracy musi mieć. I już ma 🙂 Zajęłam mu miejsce, wpłaciłam wpisowe więc jest zaklepane. I chociaż to dopiero na następny rok, to okazuje się że byłam już czwarta w kolejce. Nic dziwnego, że słyszy się o ciężarnych, które jeszcze nie urodziły, a już robią rezerwację. Szalone czasy mamy! Mimo wszystko, mogę odetchnąć i spać spokojnie.

 

 

Obejrzałam „Bogowie”, choć nie przepadam za takimi klimatami w filmach. No ale taki szum dookoła tej ekranizacji, więc poszłam za falą. Kino nawet dobre, ale niestety po szpitalnych i porodowych przeżyciach, jakoś mi nie podeszły lekarskie klimaty, aczkolwiek do końca filmu dotrwałam. Na następny film będzie czas chyba dopiero w weekend, choć też wcale nie powiedziane, bo mamy kumulację imprez. Tak to jest, jak się nic nie dzieje to nic, a jak już ruszy to wszystko razem.


Szykują się urodziny cioci Teresy i wujka Wieśka, połączone z wyjazdem w nadmorskie rejony. Rodzinka robi niespodziankowy najazd, trzeba będzie przygotować jakąś sałatkę i auto w trasę. Tort z napisami już zamówiony, a i czekoladki czekają na wręczenie. Sałatka przyda mi się podwójnie, więc muszę jej zrobić więcej, bo spotykam się potem z dziewczynami na beforek przed wyjściem na tańce 🙂 Cieszę się bardzo na to wyjście! Przymierzyłam już zaplanowaną sukienkę i efekt po moim „karmiącym” schudnięciu jest extra! Nawet z tej okazji zapisałam się na regulację brwi i hennę – jakoś bowiem po tej ciąży trzeba się koleżankom zaprezentować 😉

 

 

 

 

 


ee book?

Od trzech dni przebieram i wybieram tytuły z tatowej bazy tych 11 tysięcy książek. Jestem w ferworze – kiedy widzę tytuły, które chciałabym przeczytać, to aż mnie ciągnie, żeby zacząć natychmiast! Tymczasem natychmiast musi poczekać.. tak jak i ten wpis. Codzienny spacer przed nami i obiad na mieście lub u rodziców, bo w weekendy dobrze odpocząć od kuchni. A co 😉 

 

 

Książki na czytnik opanowane. Wybrałam same najciekawsze dla mnie i jest tego tyle, że gdybym pochłaniała jedną w 3 dni to wystarczyłoby mi na 12 lat! Oczywiście tempo czytania przy Małym zdecydowanie zmalało, czasem jest to książka na tydzień lub dwa.. ale codziennie po parę stron daję radę. Wygląda więc na to, że mam co czytać do końca życia.Teraz jeszcze posegreguję foldery – będą przygodowe, filozoficzne, poradniki, romantyczne, lektury, bajki, moje ulubione polskie autorki i trochę sensacji – poukładam pliki autorami, skończę czytać książki z biblioteki i mogę ruszać z ebookiem.  Czas start.

 

 

Poza siedzeniem z nosem w książkach i oczywiście codzienną opieką nad Maluchem zaliczyłam kilka fajnych wyjść w słoneczne popołudnia. Upolowałam wreszcie dodatkowe prześcieradła do dziecięcego łóżeczka, w hurtowni o 14 zł taniej więc warto było poczekać i podejść tam w ramach spaceru nawet dwa razy. Dostaliśmy też kołderkę, od znajomej mojej Mamy, więc teraz jeszcze tylko pranie i będzie komplet jak znalazł na wymianę. Spotkałam się na pogaduchy z Hanią (przesiedziałyśmy godzinę na placu zabaw bujając wózkiem), opowiadała jak tam było na balu przebierańców, gdzie 30 osób wygłupiało się karnawałowo w charakterze baletnicy z Czarnego łabędzia, Cruelli z dalmatyńczyków czy innych kotów i stworów z bajek. Fajne pomysły ma ta nasza ekipa i trochę szkoda że ominął nas ten bal, ale mam nadzieję, że w następnym roku już się załapiemy. Na razie w ramach atrakcji pozostaje obejrzenie czasem filmu i w ostatnie dwa wieczory „Szefowie wrogowie” i ich druga część umilały nam czas. A ponieważ Synek pospał sobie wczoraj całkiem ładnie, to wieczór przy świecach był idealnym zakończeniem weekendu 🙂