Samochodowo i rytmicznie

Nowy tydzień rozpoczął się od tatowych samochodowych tematów. Właściwie dopiero wczoraj zakończyliśmy załatwianie OC z upoważnieniem, wymianę opon na zimowe i przegląd, bo akurat wszystko zbiegło się w terminie. Dobrze, że Mężu dawał radę prowadzić ten samochód, bo ja jak się do swojego przyzwyczaję, to każdym innym idzie mi pod górę. Z racji, że udało się wszystko pomyślnie załatwić, zrobiliśmy sobie przerwę w kawiarni, z deserem i czekoladą na gorąco. Mały urzędował u dziadków, więc można powiedzieć, że wyskoczyliśmy na małą randkę. Najważniejsze, że wszystko zrobione i choć Tata jeździć pewnie długo jeszcze nie będzie mógł, to przynajmniej ma głowę spokojniejszą. Leży bidulek, biodra od tego leżenia go bolą, przywiozłam mu poduszkę pod kolana, by mógł je odciążyć. Co jakiś czas robi sobie masaż na macie do masowania, do tego maści i jakoś te dni lecą. Jeszcze tydzień i będzie kontrola z decyzją co dalej, jak się zrośnie to rehabilitacja, a jak nie to jednak szycie i kolejny miesiąc w gipsie. Oby była ta pierwsza wersja.. 


 Na pocieszenie wnuczek zaprezentował wczoraj dziadkom taniec z rytmiki, z obrotami, podskokami i klaskaniem! Numerant jest, bo na zajęciach udaje, że nie umie, a w domu okazuje się, że pamięta kolejność i cały taniec. No dobra.. nie udaje, tylko chyba wstydzi się trochę, a że jest do tego typem obserwatora, to woli patrzeć jak inni się gimnastykują. Mimo wszystko nabiera coraz więcej wprawy, staje się odważniejszy przy innych dzieciach, powoli łapie kontakt z panią prowadzącą i już bez problemu podchodzi po piłki, szarfy czy grzechotki. Część rodziców siedzi już na korytarzu, ale są to mamy starszych o pół roku dziewczynek, a mój rodzynek jeszcze się oderwać ode mnie nie może. Choć sukcesem jest, kiedy ponad połowę zajęć przegania sam, bez trzymania za rękę. Pani szykuje teraz występ dzieci na Mikołaja, będą małe paczki (oczywiście zrzutka rodziców, a jakże) i prezentacja „umiejętności”. Zobaczymy, jak to pójdzie. Coś czuję, że będzie ucieczka z sali na widok białej brody i masywnej postury owego pana. Chyba, że przebierze się za Mikołaja ktoś o mniejszych wymiarach, coby dzieci nie straszyć 😉

 

W temacie prezentów czekała nas jeszcze jedna niespodziewanka, do drzwi zapukał kurier wysłany z Danii i przywiózł skoczka konika i samochodowe puzzle. Świetne zabawki od Beaty i jej chłopaków, za które – gdyby nie odległość – wyściskałabym całą ich rodzinkę. Bardzo miły gest i dużo radości 🙂

 

 

 

nowe skarby

 

 

 

 

Dziś z Moniką na spacerze debatowałyśmy, jak to teraz dzieci mają masę rzeczy do zabawy, u niej ledwo się to wszystko w pokoju mieści. U nas też coraz więcej i planuję część pochować, żeby Smyk miał możliwość nacieszyć się urodzinowymi nowościami. A tu jeszcze Zosia czeka z jakimś drobiazgiem i za wnuczkiem stęskniona. Fajnie, że weekend już tuż tuż..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s