Wyjazdowo

Nie ma to jak odwiedziny u Zosi, przytulnie przy piecu, sympatycznie i gotować nie trzeba 😉 Dla niej dużo radości, bo wnuczek od rana do wieczora, my blisko i pogadać można. Mężu wziął sobie wolny piątek, więc całe trzy dni dla nas. Lubię taki rodzinny czas, nawet mnie na żadne imprezy nie ciągnie. Choć do Natalii, jej męża i córci (mieszkających tuż obok Zosi) z chęcią wybraliśmy się w odwiedziny. Przyjechała do nich siostra Natalii z synem (2 latkiem) i mężem, jeszcze nasza trójka i pokój był wypełniony po brzegi. Poszły w ruch wszystkie zabawki, małoletni zajęli się motorami, tunelem i budowaniem wieży z klocków. A więksi panowie, przy piwku, wysłuchali po raz kolejny opowieści żon o porodach i karmieniu 😉 Mimo wszystko takie spotkania i dla nich mają urok, bo wszyscy stwierdzili, że jednak trochę brakuje wspólnych wyjść do kina, czy choćby spokojnego zjedzenia pizzy w lokalu. Ostatnie dla jednych skończyło się ewakuacją tuż po złożeniu zamówienia, gdyż dziecię zdecydowanie nie miało ochoty na pizzę. Cóż.. kiedyś jeszcze powrócą czasy swobody, a wtedy z rozrzewnieniem będzie się wspominało czas z maluchem przy sobie..

 

Mi w ten weekend udało się wyrwać na samotne polowanie po ryneczku ale przyznaję, że wolę jak wędrujemy wszyscy razem. Nawet rajstopy dla Małego, czy rękawiczki, które tam nabyłam, wolałabym kupić mając modela przy sobie. A najlepiej moich obu modeli na raz. Jedynie piękny szary szal na szyję dla mnie i ocieplane legginsy były mi pocieszeniem. We dwoje natomiast podjechaliśmy sobie nad jezioro, napawać się przez chwilę widokiem i korzystając ze słonecznej akurat pogody. Dobre i to..

 

 

 

słoneczna jesień

 


 

Weekend minął jak zwykle zbyt szybko, wracaliśmy w porze drzemki, żeby spokojnie dotrzeć do domu. Chłopaki poszli się ogarniać, a ja w dużym tempie na występ chóru Mamy. Zdążyłam dolecieć, wysłuchać pieśni i odwieźć później Mamę do domu. Pogadałyśmy tyle co w samochodzie, nie wchodziłam do rodziców, bo już w głowie miałam ogarnianie domowego chaosu. Pranie do wstawienia, zupa do ugotowania, kąpiel dziecka, przygotowanie kolejnej sterty do prania i rozłożenie rzeczy wszelakich z podróży. Dostałam od Zosi kolejne słoiki z jej rewelacyjnymi ogórkami kiszonymi, obdarowała nas ciastem i dzięki niej nie muszę się głowić jutro nad drugiem daniem. Zwłaszcza, że tradycyjnie lodówka pusta, lista już zrobiona i tylko nie wiadomo, kiedy uda się dotrzeć na zakupy. Rano wiozę Tatę na kontrolę, cała rodzina i znajomi trzymają kciuki za jej wynik.. Później rytmika i wieczorne farbowanie mamie włosów. Trzeba mi chyba, po tym farbowaniu, zostawić malucha u Dziadków i lecieć szybko do sklepu.

Początki tygodnia jakoś zawsze są w dużym tempie.. pozostaje powspominać wolne dni..

 

 

 

z trasy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s