Kalicińska z Czubaszek

W piątek miałam trochę czasu dla siebie.. na to by pojechać do gienia, przebadać się po ponad półrocznym czasie od porodu. Na to by zrobić małe zakupy na weekend i popatrzeć za ciuchami – w sumie na tym się skończyło, bo choć marzy mi się już jakaś nowość z garderoby, to wolę mieć ustaloną sylwetkę po karmieniu. W rossmanie za to załapałam się na promocję z okazji Dnia Mamy, 40% rabatu to nie lada gratka, więc mój krem do twarzy mogłam nabyć w dużo niższej cenie.

 

 

Sobota zaczęła się deszczowo, ale na szczęście na czas się rozjaśniło i mogłyśmy z Beatą ruszyć na spotkania – najpierw z przesympatyczną panią Małgorzatą Kalicińską, która opowiadała o swoim dzieciństwie, o tym jak zaczęła pisać, jak powstawały „Dom nad Rozlewiskiem” i inne jej książki, podarowała książkę dla pani Czubaszek, a na koniec podziękowała przybyłym za to, że dzięki czytelnikom zaistniała w literackim świecie. Po wywiadzie był czas na zdjęcia i autografy, z czego oczywiście skorzystałam z ogromną przyjemnością..

 

 

 

 

M. Kalicińska

 

 

 

 

Później przybyła pani Maria Czubaszek i zanim jeszcze zasiadła w fotelu poprosiłyśmy o zdjęcie i autograf poza sceną.

 

 

 

 

autograf

 

 

 

 

Coś niesamowitego jakie poczucie humoru ma ta kobieta! Jaki dystans do siebie i ile zabawnych anegdot w pamięci – 76 lat i taki lotny umysł.  Rozbawiała towarzystwo swoim ciętym humorkiem i właściwie facet przeprowadzający z nią wywiad był tam zbędny 😉 I szczerze, nie mają dla mnie znaczenia kontrowersje wokół postaci tej znanej satyryczki, dla mnie jest to postać artystyczna i tylko tak ją postrzegam.

 

 

 

 

M. Czubaszek 

 

 

 

 

Mężulek w tym czasie, gdy ja oddawałam się atrakcjom kulturalnym, wybrał się do kumpli z pracy na grilla i opijanie nowej altanki działkowej u jednego z nich. Obawiałam się efektów „po” – na szczęście, mimo iż toasty wznoszone weselną za pępkowe, za urodziny i za kilka innych okazji – powrót był spokojny i wręcz stęskniony 🙂

 

Natomiast niedziela w połowie poszła na odsypianie tych sobotnich wyjść i regenerację po nocnych pobudkach. Idzie bowiem drugi ząb! Zbliża się już wielkimi krokami i dziś siedzi już tuż pod dziąsłem. Wczoraj jeszcze nie było go widać i na spacerze z Kasią i Darkiem kompletnie nie umieliśmy stwierdzić dlaczego Mały tak rozpaczliwie płacze. Wprawdzie obudziły go nasze debaty – o Kasi podyplomówce, o Darka perypetiach osobistych, o wyborach prezydenckich na które jechaliśmy pod wieczór, o nastrojach i oczywiście o dzieciach – to jednak nawet po takich pobudkach nie było wcześniej takiej reakcji. Dziś już wiadomo – ząb był głównym winowajcą. Spacer jednak się udał, pogoda była upalna, dużo ludzi w lesie, ogniska, kiełbaski, wszędzie klimat wręcz wczasowy. Aż przysiedliśmy w słońcu i wracać się nie chciało. Zadzwoniła jednak moja Mama zapraszając na lody, już z okazji zbliżającego się jej święta. Brat przywiózł kwiaty i sercową bombonierkę, a ja z racji, że jechaliśmy prosto z pleneru postanowiłam prezenty podarować Mamie w tygodniu. Teraz to będzie też i moje święto, ale jeszcze poczekam, aż Synek będzie na tyle duży by samemu zmajstrować mamie laurkę 🙂

 

 

 

 

w ogrodzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s