Rewolucje

Nasze akwarium przeszło gruntowną odmianę, praktycznie wystrój został stworzony od nowa (starsza wersja tutaj). Z ustawieniem korzeni i jasnym piaskiem (prezentem od żony, ucieszonej że nie trzeba go było podbierać dzieciom z piaskownicy 😉 ) zamiast czarnego żwirku. Bojowniki z racji swej bojowej natury, po pożarciu moich gupików z pięknymi ogonami, zostały wydane jakiemuś pasjonatowi – na zdrowie. Zrobiło się tak jasno w tym akwarystycznym kątku.. Jak dla mnie o wiele ładniej, a ponieważ rośliny zostały przycięte, to nareszcie widać ryby. Z czasem urośnie gąszcz, ale dzięki piaskowi możemy mieć ryby, które nie mogły być przy żwirku. Już jesteśmy na etapie wybierania nowych mieszkańców..

 

 

 

 

nju akwa

 

 

 

 

Urodzinowe popołudnie spędziliśmy w parku, przy deserach lodowych z bitą śmietaną. Mąż z prezentów baardzo zadowolony, oprócz piasku dostał wymarzony telefon, a ja postanowiłam przejąć jego stary. Dla mnie to duża rewolucja, bo od lat posługiwałam się telefonami z klawiaturą, a tu tymczasem przyszła pora na dotykowy. Nie wiem czy mi to podejdzie, ale ruszam z postępem 😉 Czytnik jakoś ogarnęłam to i ze smartfonem mam nadzieję, że sobie poradzę..

 

A skoro idzie nowe, to nareszcie wybrałam krzesła do kuchni – zdecydowanie powoli i opornie szło nam wykańczanie mieszkania. Człek tylko oszczędza i oszczędza, a zamiast sprzętów zawsze stawiałam na wyjazdy i zwiedzanie. Stąd dopiero po kilku latach zdecydowaliśmy się na komodę i na dokupienie krzeseł do kuchennego stołu. Dostawa wkrótce, a ja cieszę się że wreszcie dwa krzesła balkonowe trafią na balkon, gdzie ich miejsce. Jeszcze tylko stolik trzeba dobrać, co jak się okazuje nie jest takie hop siup, bo albo są za niskie, albo za duże. Trzeba będzie zrobić objazd po castoramie i leroju, bo to akurat czas ogrodowych klimatów. Może w weekend przy okazji, pomiędzy spotkaniem z p. Kalicińską i Czubaszek, oraz niedzielnym piknikiem, uda się nabyć pelargonie, ziemię i posadzić mieszankę kwiatową z nasion.

 

Synek ostatnio nieświadomie wymawia słowa „chata, chata”, czyli coś jest na rzeczy -trzeba się tą chatą zająć 😉 Dziś nawet w ramach zajmowania było odkurzanie, wycieranie mebli i porządki na półkach z butami, bo jeszcze mi tam kozaki zalegały.. a tu już niedługo przyjdzie pora na sandały!

 


Zmykam, bo zbliża się czas kąpieli Malucha. Jeszcze tylko odrobinę muzycznie.. Choć tytuł tej piosenki kompletnie nie pasuje do stanu mych uczuć, bom zakochana i w Mężu i w Synku po uszy, to jednak i The Cure w sercu nadal mi tkwi.. swego czasu słuchałam ich płyt codziennie przez 3 lata. zakochując się w tekstach, w tej muzyce i w koncertowych wydaniach (Katowice x 2). Dziś w połączeniu z Crystal Castles – Robert Smith.. Miłego zbliżającego się weekendu 🙂

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s