Spotkania

Tatko, mimo swobody w poruszaniu się, pomagał Mamie w przygotowaniu świątecznego obiadu. Doprawił wszystko wyśmienicie kuśtykając w kuchni i część rodziny mogła delektować się czerniną, większość jednak pozostała przy tradycyjnym rosole. Maluch nasz po raz pierwszy spróbował owej ciemnej zupy i nawet się nie skrzywił 😉 O losie.. Urodzinowe zajadanie zakończyliśmy imieninowym deserem od Męża, więc takie dwa w jednym od razu za nami. Przybyło nam nalewki porzeczkowej w domu, która zdecydowanie przyda się na najbliższe przyjmowanie gości.

 

Można powiedzieć, że po długiej przerwie otwieramy podwoje. Dawno nikt u nas nie był, choć akurat z perspektywy dzisiejszego dnia, to zdecydowanie niedawno – dokładnie wczoraj 🙂 Dziewczynom przypasował termin i stawiły się, prawie o czasie.. Sylwia albowiem pomyliła klatki i dobijała się do obcych drzwi, co przy targaniu nosidła z dzieciątkiem, toreb z prowiantem dla niego i ciastkami dla nas wydłużyło jej docieranie na spotkanie. Do niezawodnej Hani dołączyła niespodzianie córka, którą już poznałam i zdążyłam polubić (studentka ostatniego roku turystyki), więc z przyjemnością dołączyłyśmy ją do naszego małego grona. Grono owe jednak, przy głównym udziale dwóch maluchów, doprowadziło pokój (zwany szumnie salonem) do wizerunku pola po bitwie. Za to wesoło było, gwarno i sympatycznie. Babeczki babkom smakowały, nalewka i likier poszły w ruch, pogaduszkom nie było końca i tylko trzeba było pilnować zastawy by nie lądowała na, niedawno mytej, podłodze. Nakręciłam się po tym wszystkim pozytywnie, Smyk zachwycony ciociami, z których każda chciała się z nim bawić. Poskładał na koniec ze mną zabawki i jeszcze odtańczył taniec radości do radiowej muzyki. Czuję wielką dumę z tego naszego małego człowieczka i ogromną miłość do niego. Wiadomo, że nie zawsze zachowuje się idealnie, ale był grzeczny, przytulał młodszego od siebie szkrabka, dzielił się zabawkami i chwalił alfabetem. Musiałam jedynie odciągać go od rurek z kremem, bo byłyby nici z kolacji.

 

 

Dzisiaj natomiast spotkanie u dziadków, kolejne tworzenie artystycznego nieładu w dziecięcym wykonaniu. Ganianie Babci w tą i z powrotem po następne drobiazgi i życzenie dobrej drogi mojemu Bratu, który wyrusza w 12 godzinny lot do Peru i trzytygodniową podróż z odwiedzeniem również Boliwii.

Dziadkowie trzymają też kciuki za najmłodszego w rodzinie (ciesząc się, że zostajemy w kraju 😉 ) i widzą postępy po rytmice, gdyż Mały coraz mniej kurczowo trzyma się mojej spódnicy. Na zajęciach naśladuje już samolot obiema rękami, bez obaw podchodzi też do tajemniczego kufra czarować kolejne instrumenty muzyczne. Widać dumę i w oczach moich rodziców, kiedy im o tym opowiadam. Jakby nie patrzeć mają prawie 2 letniego wnuka, to już nie niemowlę, tylko coraz większy chłopak.

Zbliża się termin jego urodzin, czekamy tylko na wieści od Zosi i Tomka, czy będą mieli wolne na wizytę u nas. Ale zanim impreza, to jeszcze trzeba uszykować się na kiermasz książki. Stolik mam przydzielony, książki czekają spakowane w kartonach tylko dobrze by było wybrać, które mogę oddać do domu opieki społecznej i do fundacji działającej na rzecz dzieci. Mam nadzieję, że tym razem więcej książek oddam, niż przyniosę z powrotem 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s