Nad jeziorem

Uwielbiam weekendy, prawie jak każdy, choć znam takich, co wolą firmową codzienność, bo dopiero wtedy coś się dzieje 😉 Ja zdecydowanie bardziej wolę wolne dni, wypełnione po brzegi przyjemnościami. I choć teraz jestem poza pracą, to i tak dopiero w weekend czuję, że mogę odetchnąć i łapać więcej chwil relaksu..

 

Cały sobotni dzień spędziliśmy nad jeziorem. Drzemka Syna trafiła akurat na czas podróży, więc mogłam sobie pogadać z Mamą, a Mąż z moim Bratem, którzy to zabrali się z nami. Po przyjeździe trzeba było jeszcze poczekać, aż Dzieć zechce się obudzić i już się wszyscy go doczekać nie mogli 🙂 Do Dziadka prócz nas przyjechali jeszcze znajomi, więc dumny obnosił się z Wnukiem i z zachwytem oglądał raczkowanie na kocu. Zrobił się przed domkiem plac zabaw. Oskar i gadatliwy Julek to zabierali, to podsuwali auta, a nasz Szkrab łapał je w mig i ciach do buzi. Trzeba się było mocno starać, żeby tam nie lądowały i jeszcze należało okiełznać buntowniczą naturę malutkiego zdobywcy 🙂 

Znalazł się czas na spacer nad to przepiękne jezioro, Tata popłynął na ryby, Brat poszedł na grzyby, Mama towarzyszyła gościom, a ja łapałam widoki…

 

 

 

 

widok

 

 

 

 

Pogoda tak dopisała, że momentami można było paradować w krótkim rękawie. Zabrane kurtki przeleżały w samochodzie i jedynie cieplejsza bluza przydała się na spacerze w lesie..

 

 

 

 

wędkarz

 

 

 

 

Od wielu lat to miejsce nie traci swojego uroku i mam nadzieję, że nie zamkną ośrodka, żeby jeszcze nas Syn mógł korzystać z dużych terenów do wędrówek i z tej krystalicznie czystej wody, gdzie nauczyłam się pływać 🙂

 

 

 

 

błękit

 

 

 

 

Aż szkoda było wyjeżdżać, tym bardziej, że sezon został właśnie zakończony i następne odwiedziny zapewne na majówkę w nowym roku. I pomyśleć, że nasz Maluch będzie już wtedy chodził i zapewne mówił choć parę słów..Teraz to już każdy tydzień przynosi coś nowego. 

 

Dzisiaj trenowanie chodu na czworaka zaprowadziło Synka pod drzwi balkonowe i już oczyma przyszłości widzę, że trzeba będzie niedługo wymieniać żaluzje, potem zapewne kanapa ugnie się pod skoczkiem, a ściany będą wołać o malowanie 😉 Ale na razie pakujemy wiercipiętę do wózka i ruszamy na spacer. Okolica bowiem usiana jest skrytkami i gdzie się człek nie obejrzy tam skarby ukryte.. No powiedzmy, często jednak jest to tylko schowek z listą „odwiedzających” dane miejsce i skrzynkę. Ale sam fakt odnalezienia go stanowi dużą radochę. Przy okazji można poczytać o historii miasta, budynków i poznać nowe ulice czy zakamarki. Znaleźliśmy dziś 3 skrytki i zapisanych mamy 16, z grubsza już ustaliliśmy, gdzie zrobimy naszą skrytkę. Trzeba się tylko rozejrzeć tam za jakimś tajemnym miejscem, które nie będzie widoczne na pierwszy rzut oka i gdzie skrzynka nie zostanie zalana deszczem. Ale to już przy kolejnych weekendach. 

Powodzenia zapracowanym na nowy tydzień, ja też już zbieram siły do codziennych wyzwań. A na pocieszenie dla oka, puszyste słodziaki jeszcze znad jeziora..

 

 

 

 

kociaki

 

 

 

miau

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s