Podziel się

Szkoda, że ten świąteczny czas tak szybko umknął.. był sympatyczny, na luzie i z masą spacerów w słońcu. Pogoda dopisała, u Zosi relaks całkowity, Bratanek zaprezentował się spokojnie, przesypiając wizytę u dziadków. Wręcz trzeba go było budzić na karmienie, bo śpioch niesamowity. Nas na karmienie budzić nie trzeba było i tradycyjnie ilość smakołyków przekraczała pojemności żołądków. Starałam się pilnować, ale nie mam szans przy torcie, pysznych ciastach, sałatce jarzynowej i cienkich kiełbaskach. Nie mówiąc już o czekoladowych jajkach i słodkościach wszelkiej innej maści. Jeszcze na wynos dostaliśmy potężną torbę różnych ciast, ale naprawdę ilości jak dla pułku! Gdy sobie pomyślałam, że to wszystko pochłoniemy w kilka dni, a potem będę walczyć miesiącami z nadmiarami w obwodzie to szlag mnie trafił niesamowity. Przeszukałam net i znalazłam miejsce, do którego można odwieźć zapasy jedzeniowe. Radość moja niezmierna, ulga niesamowita i mam nadzieję, że ktoś głodny z tego skorzysta.. Na drugi dzień spotkałam sąsiada, który z wielką torbą (i wielkim brzuchem) ruszał dokładnie w tym samym kierunku 🙂

W lany poniedziałek Mały poszalał z sikawką, oblewając mnie jeszcze w wyrku, gdzie starałam się dokończyć czytanie książki. Na pocieszenie Mężu przyniósł śniadanie i mogłam trochę poleniuchować. Później był czas na manicure, chłopaki poszli śmingusować z wodnym pistoletem wśród innych dzieci. A po obiedzie wybraliśmy się na spacer do Syrenich stawów. Miejsca w lesie Arkońskim, które jakiś czas temu zagospodarowano i przygotowano do podziwiania natury. Spacerowiczów masa, my z hulajnogą i niestety bez aparatu. Także zdjęcie z telefonu, ale wspomnienie złapane i zapisane. Wieczorem pierwsze dwa odcinki „Gry o tron” z ósmego sezonu, a od wczoraj serial „Przyjaciółki” na tapecie. Zaliczyłam też wizytę kontrolną u lekarza rodzinnego i wygląda na to, że udało się podreperować zdrowie po ostatnich zawirowaniach. Wyniki krwi bardzo dobre, kolano jeśli chcę mogę poddać rehabilitacji, ale jeszcze przemyślę, bo terminy bardzo odległe. Rodzice, po czasie postu, rozpoczęli sezon taneczny i wiozłam ich na pierwszą imprezę. Mały wrócił do przedszkola, w którym mimo chwilowej pochmurności zrobiło się ciepło. Przydały się wyłowione krótkie rękawy w koszulkach i pora zakupić kapcie z odkrytymi palcami i sandały, żeby na lato nie zostać z niczym. Ruszamy więc dziś na obuwnicze polowanie i pozdrawiamy wiosennie 🙂

Syrenie stawy
Reklama

27 myśli w temacie “Podziel się

  1. annapisze19 26 kwietnia 2019 / 08:26

    Z roku na rok przygotowuję mniej na święta. Akurat tyle, żeby nie wyrzucać (jedzenia w ogóle nie wyrzucam, mam to wpojone od dziecka), ale żeby mieć po świętach trochę spokoju od gotowania. Wczoraj wykończyliśmy obiadowe pozostałości. Z ciast piekłam tylko sernik, babkę marchewkową, murzynka i zawijaski makowe z ciasta francuskiego. Już zostało wspomnienie 🙂
    Pomysł jadłodzielni jest wspaniały.

    Polubienie

    • Mysza w sieci 26 kwietnia 2019 / 12:03

      Też mnie tego uczono i szanuję 🙂 Jednak właśnie takie Jadłodzielnie ratują od niespodziewanych nadmiarów, które przynajmniej kogoś ucieszą 🙂 My też dopiero wczoraj skończyliśmy obiadowe zapasy.. przynajmniej tak jak i Ty, nie musiałam nic gotować. Ale dziś już trzeba ruszyć do kuchni 😉 Ściskam i mam prośbę, zajrzyj na kolejny post, nie jestem pewna czy mieszkasz w Warszawie ale tak coś mi się wydaje, że może? 🙂

      Polubienie

  2. fuscila 25 kwietnia 2019 / 21:23

    Mam dokładnie tak samo, jak Pirania! Jak się bardzo człowiek stara, to można zupełnie nic nie wyrzucać!

    Polubienie

    • Mysza w sieci 25 kwietnia 2019 / 21:46

      Staram się i ja, ale jakbyś zobaczyła te ilości ciasta które dostaliśmy na wynos to naprawdę nie byłoby wskazane dla nas tego jeść ani teraz ani później 🙂 Tak poza tym gotuję na bieżąco, jeśli coś zostaje zamrażam ale z reguły mam wyliczone..

      Polubienie

    • blubraa 25 kwietnia 2019 / 17:24

      Jedynie ciasta, których zrobiłyśmy za dużo. Ale każda zaniosła po kilka sporych kawałków do pracy i obeszło się bez wyrzucania ani mrożenia. Po raz pierwszy chyba. ❤️

      Polubienie

      • Mysza w sieci 25 kwietnia 2019 / 17:45

        To dobrze że mieliście komu zanieść i nic się nie zmarnowało 🙂

        Polubienie

  3. wilma47 25 kwietnia 2019 / 12:32

    Z pewną „zazdrością” przeczytałam „Mały poszedł do przedszkola”…
    Moje wnuczęta już trzeci tydzień u nas, bo ich panie przedszkolanki też strajkują.
    A nam już zaczyna brakować siły.
    Już nauczyłam się przygotowywać odpowiednią ilość potraw na święta, tak, ze nam raczej nic po świętach nie zostaje, a jak już co nieco zostanie, to dzieci są na te „resztki” bardzo chętne;).

    Polubienie

    • Mysza w sieci 25 kwietnia 2019 / 15:07

      Gdyby ode mnie zależało nie byłoby żadnych nadmiarów, a wręcz pewnie by zabrakło 😉 Ale cóż, rodziców też trzeba ratować od nadmiarowych kilogramów i przy okazji siebie..
      Współczuję tego wymęczenia z wnukami, z jednej strony nie rozumiem dlaczego niektóre przedszkola nie strajkują, powinni wszyscy razem, bez wyjątku.. Wtedy może szybciej udałoby się wywalczyć podwyżki i zmiany. W jedności siła..

      Polubienie

  4. Ervisha 24 kwietnia 2019 / 13:58

    Fajne są takie lodówki gdzie można podzielić się jedzeniem tak aby nie wyrzucić. Inną opcją jest mrożenie (jak wspomniała koleżanka wyżej) – podzielić na porcje i zamrozić a potem za jakiś czas po kawałeczku wyjmować. Ciasta gołąbki, bigos, pierogi… jedzenie na tym nie cierpi 🙂 Na prawdę dobrze mieć coś w zapasie, kiedy człowiek nie ma czasu i ochoty na gotowanie ale podzielić się z kimś też jest miło… niektórzy głodują albo może ktoś zasłabnie… różne bywają sytuacje…

    Odnośnie mrożenia chleba to ja mroziłam a potem rozmrażałam w temp pokojowej a taki czerstwy wysuszyć i zmielić w zastępstwie bułki tartej – dobra sprawa 🙂

    Polubienie

    • Mysza w sieci 24 kwietnia 2019 / 14:25

      Mrożę, mrożę ale takiego ciasta z bitą śmietaną czy przekładanego różnymi masami się nie da.. ewentualnie makowca czy babkę, choć i te po rozmrożeniu nie smakują już zbyt dobrze. Tym bardziej się cieszę, że miałam gdzie oddać te duże ilości 🙂

      Polubienie

      • Ervisha 24 kwietnia 2019 / 20:21

        A wiesz, że moja mama mroziła torty, królewca, orzechowca, sernik gotowany i nic im nie było – naprawdę po rozmrożeniu smakowały jak „świeże”. Z bitą śmietaną rzeczywiście się nie da – nie ma jak, chociaż to też zależy od osoby… moja ciocia nie zje niczego co mrożone 😉 Niemniej super, że można podzielić sie z innymi, chociaż i „janusz” się znajdzie co sam ma dużo a jeszcze przyjdzie na darmowe ;P

        Polubienie

      • Mysza w sieci 24 kwietnia 2019 / 21:17

        Może i mogłabym próbować zamrozić te wszystkie smakołyki, ale tak naprawdę poczułam, że nie chcę. Nie chciałam tego zjeść ani teraz ani później. Czuję przesyt po świętach i jestem w momencie, w którym trzeba zacząć dbać o dietę. Chcę więcej warzyw, owoców, a nie ciast i słodyczy. Gdyby nie to, że muszę dać coś jeść chłopakom, to w lodówce miałabym tylko jajka, jogurt naturalny i światło 🙂

        Polubienie

    • Ervisha 24 kwietnia 2019 / 21:28

      Rozumiem, szanuję i nie zachęcam… nie mówię, że źle zrobiłaś, tylko tak ogólnie opowiadam na własnym doświadczeniu jak pewne potrawy zachowują się po rozmrożeniu. Tylko to miałam na myśli 😉 Rzeczywiście teraz chce się warzyw, zieleniny, czegoś surowego, lekkiego… ja nie mogę doczekać się pomidorków, ogórków… ❤ A tak zrobiło się też dobry gest – podzieliło 😉

      PS Jajka i jogurt? A jakis twarożek, warzywa o których piszesz, owoce? Chleb (ten to nie w lodówce). Na czymś trzeba funkcjonować – nie wiem ,czy na samym jajkach by się dało xD

      Polubienie

      • Mysza w sieci 24 kwietnia 2019 / 21:34

        Ależ w życiu nie odczytałam tego, że zrobiłam źle czy cuś 🙂 Warzywa i owoce w ilościach hurtowych oczywiście, na świeżo, poza lodówką i jeszcze różne kasze, które uwielbiam 🙂 Wtedy do surówek ten jogurt naturalny i wkroić jajko od czasu do czasu. A owoce na deser, zamiast tych wszystkich (okropnych, kuszących, pysznych) słodkości 🙂

        Polubienie

      • Ervisha 24 kwietnia 2019 / 21:39

        Cieszę się 😉
        Ja również jestem kaszowa i to kasze stanowią węglowodany w mojej diecie – gryczana, jaglana czasem orkiszowa (unikam pszenicy), warzywa przeróżne ale większość trzymam w lodówce takie jak pietruszka ,czy marchew 😀 O owoce to jeszcze zdrowe 🙂
        Są u Was w rodzinie wegetarianie? 🙂

        Polubienie

      • Mysza w sieci 24 kwietnia 2019 / 21:56

        Ani jednego 🙂 Wszyscy mięsożercy.. i nie mówię tylko o mnie i chłopakach ale o wszystkich z mojej i Męża strony. Właśnie do kasz muszę wrócić, o ile Mały chętnie zajada, to Mężu nie i tu problem.. Męczące jest gotowanie części dla nas i czegoś innego dla niego, ale chyba nie ma wyjścia.

        Polubienie

      • Ervisha 24 kwietnia 2019 / 22:10

        W mojej rodzince tylko jedna osoba jest wege 🙂

        A może próbować przemycać kasze np. w formie kotlecików, krokietów albo takiej babki (pieróg biłgorajski)? Może w takiej formie by przeszedł a to może zjeść cała rodzinka 😉

        Polubienie

      • Mysza w sieci 24 kwietnia 2019 / 22:38

        Dziękuję za pomysły 🙂 Coś trzeba będzie pokombinować.. O ile z orkiszową czy jęczmienną przejdzie o tyle gryczaną Mężuś wyczuje na odległość, tej najbardziej nie lubi.. Dobrze że Mały tak. A ta wege osoba w rodzince to może Ty? 🙂

        Polubienie

      • Ervisha 25 kwietnia 2019 / 09:25

        Mój Tata również nie lubi kaszy gryczanej ale np, pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem zje (obowiązkowo polane słoniną). Młodsza siostra takie same pierogi ale ze śmietaną (nie na słodko) a mama i pierogi i ten piróg biłgorajski (dobry z sosem grzybowym plus surówki) i w kotlecikach z kaszy gryczanej i pieczarek. Można kombinować 🙂 A jak z kaszą jaglaną? 😉

        Zgadza się od kilkunastu lat 🙂

        Polubienie

      • Mysza w sieci 25 kwietnia 2019 / 14:28

        Jaglanej to u nas nikt nie lubi, łącznie ze mną 😉 Ale pomysły na gryczaną super, szkoda tylko że od pierogów też się tyje..
        I jak Ci bez mięsa? 😉

        Polubienie

      • Ervisha 25 kwietnia 2019 / 14:32

        A próbowaliście czekoladowo-bananowego kremu z kaszy jaglanej? Prosty, zdrowy, bez cukru, tłuszczu 🙂 Od pierogów się nie tyje – prędzej od tłustych dodatków. Podobnie jest z makaronami 🙂
        Rewelacyjnie. Od dziecka chciałam być wege, ale rodzice.. sama rozumiesz. Przede wszystkim ze względów etycznych a dopiero potem smakowych 🙂 W ogóle nie brakuje mi mięsa (w tym ryb) a i organizm odwdzięcza się za to… dla jednych wege to dieta tylko sposób żywienia a dla innych coś znacznie wiecej 😉

        Polubienie

      • Mysza w sieci 26 kwietnia 2019 / 14:41

        O rany, umknął mi ten komentarz! Już nadrabiam 🙂 Nie próbowaliśmy takiego kremu.. ja jeszcze za mało eksperymentuję w kuchni, na razie nadal się uczę gotować, z różnym skutkiem 😉 Patrz zawsze mi się wydawało, że pierogi, makaron i wszystko co mączne to tuczy.. A wegetarianizm u nas nie przejdzie, jak brakuje mięsa na obiad to się chłopaki nie najedzą i trzeba dawać kolejny obiad. Ale całkowicie rozumiem Twoje potrzeby i podejście 🙂

        Polubienie

  5. Caffe 24 kwietnia 2019 / 12:43

    Wow, jakie te Syrenie Stawy piękne!! Taki spacer musi chyba trwać kilka godzin, w sensie, żeby w tym czasie dać radę obejść wszystko?

    Polubione przez 1 osoba

    • Mysza w sieci 24 kwietnia 2019 / 12:59

      Godzinę wystarczy, spacerem da się obejść 🙂 jest też miejsce edukacyjne dla zielonej szkoły i mały plac do zabawy dla dzieci.. podobało nam się tam, jeszcze nie raz wrócimy 🙂

      Polubienie

  6. Mysza w sieci 24 kwietnia 2019 / 12:34

    Też staram się ani nie gotować na zapas, ani nie kupować czegoś, czego nie zużyję w najbliższym terminie, ewentualnie korzystam z zamrażarki by przechować mięso czy warzywa. Chleb mrozimy od dawna, co tydzień mam bowiem dostawę pieczywa od Taty. On z kolei dostaje pieczywo z zaprzyjaźnionej piekarni. Dziś np. prosiłam go by nie brał, bo po świętach został nadmiar, a nie lubię marnowania jedzenia i cieszę się, że są miejsca gdzie można je w razie czego oddać pomagając przy tym komuś potrzebującemu..

    Polubienie

  7. Zielonapirania 24 kwietnia 2019 / 12:09

    Kilka dni temu dowiedziałam się, że taka jadłodzielnia jest także w naszym mieście. Dobry pomysł, bo niektórzy mają naprawdę nadmiar wszystkiego, w tym także jedzenia, ale wciąż jest dużo takich, którym nie starcza pieniędzy na coś do garnka.
    Osobiście raczej nie miewam nadmiaru jedzenia, robię tyle ile mi w jednoosobowym gospodarstwie potrzeba. A jak coś zostaje to wkładam do zamrażarki i potem mam jak znalazł:) Niektórzy nie wiedzą, że mrozić można nawet chleb, potem „odpieczony” w piekarniku ślicznie pachnie i dobrze smakuje.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s