Pokusy

Jakoś te zapasy szybko zniknęły i to chyba nie z racji smakowitości, tylko głodnych, którzy pochłoną wszystko, byle by jadalne było;) Na razie jednak dosyć makaronu z mięsem. Przydałoby się na jakieś kasze przerzucić i większe ilości warzyw – by spróbować podpiąć się pod hasło widoczne ostatnio na bilbordach – mission beach body. Ha! Tylko jak tu robić plażowe body, kiedy letnie pokusy rozpoczęły kuszenie?

Najpierw wołały do mnie na mieście potem, przy świętowaniu urodzin Męża, w parku. Te drugie na dokładkę z bitą śmietaną, a o trzecich cicho sza. Mały naciągnął mnie, przy okazji poszukiwania prezentów dla jego kolegów – upalnie było, nogi schodzone, kawiarnia blisko – na pokuszenie…

Zaproszenia na urodziny zobowiązują, na szczęście mamy kumpli pomocne były w wyborze i dwie torebki pełne dobroci czekają na przekazanie. Oczywiście nie skończyło się na grach, autach i puzzlach tylko dla jubilatów. Synek ma dar przekonywania rodziców, że Dzień Dziecka można świętować już. Po co czekać do 1 czerwca? Zwłaszcza, gdy tyle pokus, wśród zabawek, dookoła. Na szczęście zaczyna już rozumieć, że absolutnie nie ma co liczyć na drogie skarby, za to takie do 20 zł da się wynegocjować. Zwłaszcza, gdy zapewniają zabawę na dłużej i nie tylko jemu, jak np trójwymiarowe miasto Zingsów. Teraz, po obejrzeniu kolejnej części Harry’ego Pottera, pora wreszcie iść spać. Pokusom więc dobranoc.

Strach

Nie da się nie bać, nie myśleć. Nie da się zajmować spokojnie codziennością, kiedy tuż obok giną ludzie. W imię czego? Politycznych rozgrywek? Próby sił? Zabijać ludzi, napadać, straszyć? Jak można mieć w sobie tyle pychy, dumy. Miało już nie być wojen! Mało się świat wycierpiał? Mało zginęło ludzi? Jak to jest w ogóle możliwe? Kiedy czytam, że Polska nie jest bezpieczna, to ciarki idą po plecach. I zamiast o remoncie kuchni zaczynam myśleć, czy zmieścimy się w piwnicy? W piwnicy! W życiu nie sądziłam, że kiedykolwiek taka myśl przejdzie mi przez głowę.. Ale zaczynam rozumieć tych, którzy zaopatrują się w schrony i robią zapasy przez cały czas. Tylko czy tak powinno wyglądać życie? W ciągłym zagrożeniu i strachu o siebie i bliskich..

Dzwoniła do mnie wczoraj Mama i mówi, że nie chce jej się żyć. Że nie chce takiego świata i ona nie udźwignie tego strachu. A mnie się chce żyć, chcę się czuć bezpieczna, chcę spokoju, radości i wolnego kraju dla dziecka, rodziny i dla wszystkich na tej ziemi. Ta wojna powinna być natychmiast skończona.

Plastyczne

Mam wrażenie, że ostatnio tylko coś tworzę, przyklejam, doszywam, kombinuję wśród dostępnych materiałów i biorę czynny udział w przedszkolnym życiu. A znajoma pociesza mnie, że to dopiero początek, że w szkole będzie dużo więcej atrakcji. Po ozdobach choinkowych przyszła pora na zbliżające się występy z okazji Dnia Babci i Dziadka. Mały ma występować jako jesienny pan, więc dostałam zadanie przyozdobienia mu kapelusza w jesienne klimaty. Ptaszek może bardziej wiosenny, ale uznajmy, że z tych, co to do ciepłych krajów nie odlatują;)

W kolejce czeka maska karnawałowa na konkurs, ale na razie nawet o niej nie myślę. Zajęłam się bowiem ratowaniem moich obolałych kręgów, gdyż termin rehabilitacji wypada za około pół roku. I to tylko pod warunkiem, że pojawi się drugi fizjoterapeuta, bo na razie przyjmuje jeden, raz w tygodniu. Przygotowałam więc zestaw ćwiczeń, po części zalecanych już wcześniej, ale z dołożeniem jogi na zdrowy kręgosłup i odcinek lędźwiowy. I ćwiczę codziennie, bez wymówek, czasem od razu po zakupach, czasem po gotowaniu obiadu. Tak, żeby nie wypaść z rytmu i żeby faktycznie był jakiś efekt tych ćwiczeń. Na razie czuję, że mam mięśnie pleców – o których już zapomniałam, a które mają szansę trzymać mnie w pionie. Także mobilizacja w pełni.

Wkręciłam się też na powrót w Sudoku, co jest zaskoczeniem, bo kiedyś sprawiało mi dużą trudność. Lecę drugi poziom, ale nad trzecim zapewne będę musiała dłużej powysilać szare komórki. Niech ćwiczą i one. W przerwach od wysiłku filmy, książka, wizyta małego sąsiada z góry, spotkanie ze znajomą i spacer z drugą. A na weekend łyżwy sobie odpuściliśmy, bo choć nadeszło sprostowanie i kwieciste lodowisko, po informacji o zamknięciu przez sanepid działa dalej, to jednak nie ma co się narażać i na wirusa i na kontrole. Utrzymało się trochę śniegu, więc będą sanki i pozostaje tradycyjna wędrówka z rodziną, przez łąki, przez pola, do parku lub w las.

Wzbogacone

Znad morza już wróciliśmy, ale tkwi ono świeżo w pamięci. Oprócz plażowania robiliśmy tam i długie spacery, takie po 12 tysięcy kroków. Nie tylko po miasteczku, ale i do przystani jachtowej i do małego zoo. Najbardziej jednak sam widok morza mam przed oczami. Ten pierwszy, o poranku, wynurzający się na wysokości wydm i ten ostatni, gdy słońce znika za horyzontem..

Tym razem na sztukę teatralną, pod tytułem zachód słońca, wybrałam się sama. Mały był już zmęczony po całym dniu nad wodą, po wędrówce i późnym (jak dla niego) powrocie. Przypomniałam sobie nasze zachody, jeszcze przed ślubem, oglądane w przytuleniu, z zachwytem i bez pośpiechu. Życie przy dziecku bardzo się zmienia, ale z roku na rok i przy nim można powrócić do dawnych przyjemności. Tak naprawdę wzbogaconych, o radość małego człowieka..

Sielsko anielsko

Nie tylko na taflę jeziora mogliśmy patrzeć z zachwytem. Również na łąki, las i stojące w zagrodzie konie. Na deski pomostu kończącego się w wodzie i na pola po żniwach układające się jak fale..

Wdrapaliśmy się na punkt widokowy w Dolinie by podziwiać Odrę z wysokości, na tle zachodzącego słońca. I gdyby nie komary, udałoby się zwiedzić więcej. Ale i powrót na ośrodek zapewniał zaczarowane widoki rodem z baśniowej opowieści..

Mały dzielnie towarzyszył w spacerach i wyprawach. Czasem trochę pomarudził na bolące nogi, ale raczej by zwrócić na siebie uwagę. Gdy tylko wracał przed domek, dostawał nadprzyrodzonych sił do grania w piłkę, a zasypianie po 22 stało się normą. Choć tak niedawno znad jeziora wróciliśmy, to już mi tęskno za tamtym światem. I mam nadzieję, że jeszcze tego lata będę mogła nacieszyć oko widokami na wodę, las i pola..

Sierpień

Z wielu stron wieści o deszczu, wiatr szaleje, z Danii sygnały że zimno i jesiennie, a dla nas sierpień rozpoczął się słońcem i łaskawie pozwala z niego korzystać.. Mimo, że widoki jak na koniec lata, mam wrażenie, że lato dopiero się zaczęło..

Odkurzyłam gitarę i przypominam sobie chwyty. O dziwo idzie lepiej niż w tamtym roku. Jakby palce zapamiętały większość akordów i potrafią połączyć je w melodię. Może jeszcze niezbyt płynną, ale niedługo pośpiewać będzie można. Płonie ognisko w lesie, Opadły mgły, Piąty bieg, My Cyganie.. To się jakoś nigdy nie nudzi. Tak jak i dla mnie, lato..

Na Bulwarach

Koncertów wprawdzie brak, za to wysyp spotkań niesamowity. Ostatnie babskie pogaduchy w mniejszym gronie, ale równie fajne. Małemu tak się spodobała zabawa z dziećmi koleżanki, że popłakał się gdy zarządziłyśmy odwrót. Na szczęście trafił się jeszcze wspólny spacer na wesołe miasteczko i jakoś łzy ukojone.. Nad Odrą zrobiło się teraz iście wakacyjnie. Bulwary tętnią życiem i stały się popularnym miejscem spotkań. I my tam chętnie zaglądamy..

Kolejny dzień spędziliśmy u rodziców, przy owocach i bobie gotowanym z koperkiem. Korzystamy z ich dobroci, bo faktycznie teraz takie rarytasy na wagę złota. A naszych spotkań ciągle mało, z racji ich wyjazdów od wiosny do jesieni. Za to ostatnio często trafiamy do koleżanki, u której na dłużej zawitała wnuczka. Zaczynamy na placu zabaw, by potem przenieść zabawy maluchów do domu. Klimat wakacyjny w pełni, jeszcze tylko jeziora i morza brak, na dłuższy pobyt. Tak z doskoku, to jednak za mało..

Po góralsku

Wybory jakie były, każdy widzi. Komentarze w tym temacie również. Czekamy więc do 12 lipca, z nadzieją na zmianę i kolejne głosowanie.

Zawsze natomiast, na dzień dzisiejszy i każdy kolejny wybieramy rodzinę oraz czas z nią spędzony. Na niedzielę też, przy okazji składania życzeń tacie, bratu i jego narzeczonej. Gdyż skumulowało się czerwcowe świętowanie urodzin i imienin. Moje też w tym miesiącu były, a i nasza rocznica ślubu i urodziny znajomych. Podobny mamy także listopad i kto wie, może dołączy do kompletu ślub kuzynki Męża. Na razie z nadmorskich rejonów wylądowaliśmy w góralskich klimatach, choć nie trzeba było ruszać w daleką podróż..

Obiad rodzinny w Zbójnickiej, przy drewnianych ławach i jadle, które nie tylko z nazwy urlopy w górach przypominało. Pysznie było, na luzie i z ganianiem za maluchami od oczka wodnego z rybkami, po zakątek z zabawkami.

Po obiedzie spacer w naszym ulubionym parku i lody na deser, już w małym zakresie, z braku miejsca na słodkości. Przy dzieciach jednak ten spacer w dość dużym tempie. Z ganianiem, bieganiem za piłką i pogaduchami na raty. A nowy tydzień jak zwykle pełen pracy, targania siat z zakupami i gotowania. Tym razem góralskiej kwaśnicy, bigosu i mniej góralskiego gulaszu z kaszą bulgur. Po takim menu mile widziane jeszcze większe ilości spacerów w parku 🙂

Na tarasie..

Dwa przedpołudnia spędziłam z Małym na tarasowych pogaduchach. Na patrzeniu jak nasze chłopaki szaleją w basenie i podziwianiu pięknego wystroju tego podniebnego zakątka. Taras jest przestronny i na szczęście już naprawiony, więc nie obawiam się kolejnych zarwań na suficie. Jedyny minus, że nie jest zadaszony także przy deszczu wszystko im tam moknie i o ile dla kwiatów i ziół to dobrze, o tyle mniej fajnie dla mebli i poduszek. Jednak gdy świeci słońce, to mały raj na ziemi i nawet na wakacje nie trzeba stamtąd wyjeżdżać 😉

Wczoraj zostawiłam nawet Małego na kąpiele, a sama załatwiałam temat rolety do sypialni. Nie trafiłam bowiem z kolorem tkaniny. W pochmurny dzień wydawał się inny, niż gdy zaświeciło słońce. Zresztą i w nocy pomarańczowy blask z okna przebijał co strasznie mi przeszkadzało. Na szczęście firma nas poratowała i materiał będzie wymieniony na bardziej beżowy. Pasujący i do kolorystyki pokoju i do wymagań świetlnych. Nie lubię bowiem pełnego zaciemnienia w pokoju, muszę widzieć kontury mebli czy choć jaśniejszą poświatę w oknie. Może dlatego, że czasem budzę się w nocy i kompletna czerń nie jest mile „widziana”. Tymczasem dla rozproszenia mroków i dzisiejszej odmiany pogody na deszczową, wybieramy się z dziewczynami w miejsce tropikalne i przytulne. Ale o tym w następnym odcinku 🙂

Zakątki

W każdym mieście są miejsca mające moc przyciągania, cieszące oko lub przynoszące ukojenie.. są takie, pełne bogactwa

ul. Mariacka w Gdańsku

I takie, przy których chce się przystanąć, dotknąć ich, napatrzeć się do woli i zamyślić..

W naszym mieście też mamy ulubione uliczki i zakątki, choć nie jest ich zbyt wiele.. Po powrocie z wojaży i domowych obowiązkach, dzisiejszy „spacer” zrobiliśmy w większości zza szyb samochodu. Padało pół dnia, ale z domu wyjść się chciało. Objechaliśmy Stare Miasto, bulwary i nasz park, w którym tym razem nie dało się pograć w piłkę czym Mały był rozczarowany. No cóż, długi weekend w toku i może pogoda zdąży się poprawić. Zresztą czasem i w domu przydałoby się pobyć, bo podłogi wołają o uwagę i okna trzeba umyć przed montażem rolet. Także trochę czasu na zajęcia domowe, trochę na plener i odpoczynek. Równowaga w przyrodzie musi być.