Wiosenna jesień

Manifestacje trwają, wkurzenie nie mija i faktycznie trzeba szukać jakichś odskoczni, bo zwariować idzie. Weekend spędziliśmy bardziej domowo i przez te nasiadówki i brak ruchu zaczynają się znowu problemy z kręgosłupem. Mężu już po wizycie u lekarza, z zaleceniem rehabilitacji, którą strach teraz robić. Ja na razie wspomagam się lekami i powrotem do jogi, bo jak tak dalej pójdzie to schylić się nie będę mogła, by dziecku kurtkę zapiąć. Choć w sumie coraz większe to nasze kochane dziecię i mniej tej pomocy potrzebuje.

Żeby odreagować złe stany i emocje zaczęłam myśleć nad urodzinowym menu dla Małego. Zrobiłam już częściowe zakupy i rozesłałam zapytania, jak wyglądają chęci i nastawienie na jakieś małe spotkanie. Z rodziny zapowiada się tylko brat z narzeczoną, a ze znajomych najbliżsi sąsiedzi z którymi syn i tak ma kontakt przez cały ten rok. Z dziewczynami i ich maluchami jesteśmy umówione na niewielkiej sali zabaw, choć tutaj wszystko zależy od piątkowych decyzji. Zobaczymy, w którą stronę to się potoczy.. My zaś niedzielnie potoczyliśmy się na mały spacer w poszukiwaniu oznak jesieni. Ale coś ta jesień obecnie z wiosną zaczyna się kojarzyć, kiedy na ten przykład dziś na termometrach 20 stopni na plusie..

Zastanawiam się, czy zakupione kozaki przydadzą się Małemu tej zimy. Swoją najcieplejszą kurtkę wystawiłam na sprzedaż, zostawiając taką pośrednią. W styczniu, w górach była w sam raz, to i na naszych nizinach da radę. I nic już na zimę nie kupuję, mimo iż przydałyby się nowe botki czy brązowe trapery. Wydatków na ten miesiąc i tak bardzo dużo, opłaty, jedzenie, apteka, prezenty dla synka i trochę smakołyków by uczcić nadchodzące święto. Jutro idę zamówić tort (oczywiście z Zingsami po wierzchu) i na pogaduchy do koleżanki, której teraz bardzo przyda się pocieszenie i wsparcie. Jak chyba i nam wszystkim..