Rozwiązanie zagadki

Z Tymbarka zakupionego na tym wyjeździe. Trafiony zatopiony 😉

Pojechaliśmy najpierw do Zosi na noc, bo od niej wszędzie bliżej i z samego rana w naszą tajemniczą podróż. Przez pół drogi myślałam, że jedziemy w góry! Ale gdy po drodze zobaczyłam tablicę z Elblągiem, zwątpiłam.. Jechaliśmy na północ!

Mężuś wiedząc, że bardzo chcę poznać Okularnicę w kapciach – Lenę, uknuł wraz z nią fajny plan i umówił nas na spotkanie! Także jesteśmy w Gdańsku, z noclegiem w hotelu (prawie pustym) tuż niedaleko przesympatycznej Magdaleny! 🙂

Kiedy zaprosił mnie na obiad, nie spodziewałam się, że ona już tam siedzi i na nas czeka. Aż mi mowę odebrało, z zaskoczenia i z radości. Nie mogłam uwierzyć, jak to możliwe że my przychodzimy, a Magda tam tak po prostu sobie siedzi ; ) Wiedziałam, że tu mieszka i myślałam, że to jakiś niesamowity zbieg okoliczności, że może przyszła po pracy na obiad. Ale jak to, tu? I my też? Coś fantastycznego!

Także za nami pogaduchy z Okularnicą (bez okularów), w jej ulubionej kawiarni, przy pysznej zielonej herbacie z mango i cytryną, a dziś zwiedzanie Gdańska z miłym przewodnikiem w jej postaci. Jestem mega ucieszona i zadowolona. Niespodzianka udana po stokroć! 🙂

Reklama

Oczekiwanie

Zanim niespodziankowy wyjazd, cieszę się z emocji. Czekania na coś nowego, na niewiadome, na niespodziewane. Oczywiście nie mam żadnych wygórowanych tych oczekiwań, ale dreszczyk emocji jest i uśmiechamy się z Mężem do siebie każdego dnia. Z moim pytaniem w oczach – ciekawe co wymyśliłeś? I z jego odpowiedzią – dowiesz się, w swoim czasie 🙂

A skoro tak, trzeba się zająć czymś innym. Poza domem uskuteczniamy już wyjścia na plac zabaw. Po prawie trzech miesiącach Mały odzwyczaił się od huśtawki. Bał się wyżej huśtać i trzeba było dwóch dni, żeby znowu się oswoił i pozwolił trochę rozbujać. Dzień spędzony w towarzystwie sąsiadki całkiem sympatyczny. Miałyśmy czas pogadać, poznać się trochę lepiej, a nasze chłopaki wybawić się w piaskownicy i z hulajnogą za wszystkie, zamknięte ostatnio, czasy. Widać, że dzieci stęsknione towarzystwa i możliwości swobodnej zabawy. Place zabaw jeszcze nie do końca dostępne, ale dużo rodziców już wytrzymać z maluchami w domu nie dało rady. Tym bardziej, że pogoda ostatnio iście letnia.

A w tej letniej pogodzie przyszedł czas i na truskawki, te poziomkowe już smaczne i słodkie. Na razie cena wysoka, ale jak się cały rok tęskniło za tym smakiem, to choć trochę można ich sobie zafundować..

Do tego dużo zielonego i na obiad placuszki z mąki kukurydzianej z żółtym serem. Dla mnie i dla Małego ciekawa alternatywa dla naleśników, Mężowi konsystencja nie podeszła. Generalnie np makaron z mąki kukurydzianej nie zasmakował nikomu, czuć takie sproszkowanie przy mące kukurydzianej. Następna do placuszków pójdzie więc mąka gryczana. Zobaczymy jak się sprawdzi. A na razie ruszam do zdejmowania prania i do prasowania, by czas oczekiwania szybciej zleciał..

Niespodzianka

Dzień dziecka świętowany od soboty to już naprawdę kumulacja prezentów i radości. Wiadomo, radość dziecka bezcenna, ale i ona ma swoje granice 😉 Prezenty od samego rana, wizyta Babci, która przyniosła najwspanialszego i najrzadszego Zingsa z kolekcji. My postawiliśmy na zabawy plenerowe, pojawiły się więc rakietki do odbijania silikonowego stworka i wystrzeliwane napędem sznurkowym, latające śmigło. Była więc podróż do parku i bieganie też za piłką. Pomysł o tyle utrudniony, że wpadło na niego pół miasta. Dziecię nam się popłakało z racji braku miejsc parkingowych, udało się dopiero po kolejnych okrążeniach. Tak bardzo chciał spełnić marzenie, takie emocje buzowały w tym naszym kochanym ludziku, że już nie mógł się doczekać zabawy i wyjścia na zarządzone lody. Wcześniej miał jeszcze spotkanie u Tymka, dwie godziny szaleństwa w grach planszowych i oczywiście wymianę prezentów i słodkości. Co do prezentów, to muszę chyba zrobić jakiś nalot na hurtownię zabawek, bo co i rusz jakieś święto i z szóstka zaprzyjaźnionych dzieci do obdarowywania. Oczywiście są to drobiazgi, ale z magicznego kapelusza ich nie wyczaruję..

Natomiast pojawiają się w Czarodziejskim Kapeluszu u „Muminków”, które nareszcie rozpoczęliśmy czytać wieczorami. Nie mogłam się już doczekać tej wyprawy w ulubioną kiedyś przeze mnie krainę. To były pierwsze książki, które przeczytałam sama, pożyczając je przez balkon, od sąsiadów zza ściany. Później zaopatrzyłam się we własny komplet i z sentymentem przechowałam do dziś, w ogóle wtedy nie myśląc, że przygody Muminków będę czytała swojemu dziecku. Mały jak na razie jest nimi zachwycony i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze raz, świadomie sięgnie po czytane teraz opowieści..

Tymczasem niespodzianka czeka i mnie. Tajemnicza i sprawiająca, że też czuję się jak dziecko. Z okazji zbliżających się niedługo moich urodzin, Mężuś zaplanował tajemniczy wyjazd. Mam tylko spakować torbę i końcówkę trasy przejechać z zakrytymi oczami. Nie wiem dokąd, nie mam pojęcia czy będzie to plener, czy coś pod dachem. Także pakowanie trochę utrudnione, bo i kalosze trzeba zabrać, cieplejszy płaszcz i strój kąpielowy. Staram się nie dopytywać o szczegóły, żeby nic się nie wydało, ale nie ukrywam, że cieszę się niesamowicie. Już z samego faktu, że wpadł na taki fajny pomysł 🙂