W dwie minuty

Po podróży kulinarnej wybraliśmy się rodzinie na spacer i lody, a niedziela przywitała nas „Dniem Bobra”, nad pobliskim jeziorem. Z dmuchanym zamkiem, ogniskiem z kiełbaskami, watą cukrową i śpiewającym duetem, który zaplusował piosenkami nieodżałowanego Zbyszka Wodeckiego.. Pamiętam jego jedyny koncert, na którym udało mi się być i to wzruszenie jakie mi wtedy towarzyszyło. Niesamowite przeżycie muzyczne z człowiekiem pełnym humoru (sypał anegdotami i dowcipami jak z rękawa), spokoju i ogromnego ciepła dla ludzi..

Później pojechaliśmy raz jeszcze na Wały Chrobrego pospacerować wśród ogrodniczych drzewek i kwiatów, wśród stoisk z lawendą i truskawkami. By na koniec dotrzeć nad Odrę i niewielką, grającą fontannę, która nocą rozświetla też okolicę kolorowymi światłami. Na światła się nie załapaliśmy ale muzyka wraz z wodą też były sympatycznym akcentem na zakończenie weekendu..

Tymczasem po weekendzie jeden dzień w przedszkolu, skorzystałam z wolnego czasu lecąc na zakupy i po kołdrę „4 pory roku”, którą pewnie w ten dzień nabyło wielu klientów Lidla. Potem jazda z Edytą, by pomóc jej odnaleźć się autem w miejskim gąszczu uliczek. Jeszcze krótki czas na placu zabaw z Małym, pełnym energii i zdrowia, szykownie obiadu, trochę bajek. By pod wieczór, w dwie minuty, dom zamienił się w przychodnię lekarską. Gorączka u dziecięcia skacząca pod 39, płaczliwość, słanianie się na nogach i sen już po 20.. co przy naszym nocnym marku bywa rzadkością. I tyle w temacie planów dziecka na resztę tygodnia (urodziny kolegi, odwiedziny u dziadków). Zdrowie najważniejsze. Zostajemy w domu i włączamy tryb kurowania. Ehh..

34 myśli w temacie “W dwie minuty

  1. annapisze19 19 września 2019 / 12:03

    Z terpentyną nie wiem. Natomiast przypomniała mi Fusilka, że maść kamforową albo spirytus kamforowy używało się wcierając w „szczyty”(mówiła moja babcia), czyli w klatkę piersiową i z tyłu na wysokości płuc mniej więcej. Mnie wcierano to i ja wcierałam chłopakom 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      • annapisze19 19 września 2019 / 18:44

        Oczywiście, zawsze pomagała, tak jak i inne babcine sposoby. Na przykład kiedy zimą przemarzły dzieciaki na sankach dostawały gorącą herbatę z łyżeczką (chyba) spirytusu i nikt nie chorował.

        Polubione przez 1 osoba

      • Mysza w sieci 19 września 2019 / 20:04

        Teraz pewnie by się rwetest podniósł, no bo jak to, spirytus, dziecku 😉 Ale o tą maść kamforową pójdę podpytać w aptece..

        Polubione przez 1 osoba

      • annapisze19 20 września 2019 / 08:19

        Na pewno by się podniósł. Wtedy wrzody żołądka też się leczyło spirytusem podawanym rano na czczo. Wiem, bo mojego tatę tak wyleczono. Na zdrowy rozum – to słuszne, bo spirytus na czczo wypalał, wysuszał. Nigdy potem nie było nawrotu a jak coś się zaczynało (wrzodowego) mama robiła rzadziutki kisiel i pił łyczkami w ciągu dnia. Do pracy brał w termosie.

        Polubione przez 1 osoba

      • Mysza w sieci 20 września 2019 / 09:19

        Te dawne metody często o wiele skuteczniejsze od tony lekarstw jakie się teraz kupuje i łyka. Na jedno pomogą, a na inne szkodzą..

        Polubione przez 1 osoba

  2. fuscila 18 września 2019 / 21:11

    Podaję jako ciekawostkę, bo rzecz się działa 42 lata temu. Synek ciągle chorował, zaliczył zapalenie płuc, żadne antybiotyki nie działały. Nie wiedziałam co robić. I dostałam podpowiedź, że jest stary znachorski sposób. Zastosowałam, gdy Ślubny pojechał na kurs. Po jakim cięzkim przeziebieniu, gdy juz gorączka opadła poniżej 37st. najpierw przygotowałam łóżeczko. Z dziecinnego pokoju przeniosłam je do mojej sypialni, wyjełam kocyk i poduszkę. Na szczebelki rowiesiłam pieluszki zamoczone w ciepłej wodzie z niewielka iloscia kropli kamfory. Synka rozebrałam i wsadziłam do wanny. Najpierw wlewałam ciepłą wodę, a potem coraz gorętszą, do momentu aż nie zaczął płakać a skóra robiła się lekko czerwona. Zawinełam go w gruby ręcznik i przeniosłam do sypielni. Krzyczał wniebogłowsy, ale go wycierałam ostrożnie, bo pocił się bardzo bardzo. Ubrałam tylko lekki kaftanik i śpioszki. Połozyłam do łóżka. Natychmiast zasnął. Pod nos, na podlodze postawiłam miskę z wrzątkiem i terpentyną. Oddychał spokojnie, i zasnął. Przespał całą noc bez najmniejszego problemu. Ale ja w tym czasie czuwałam, bo nie wiedziałam, co będzie. Rano był bez goraczki i na jakiś czas był spokój. Taką kurację zrobiłam potem jeszcze trzy razy, ale zawsze po jakimś rzucie silnego przeziębienia. Mniej więcej raz na trzy miesiące. O dziwo, wszystko ustapiło i po jakimś czasie poszedł do przedszkola.
    Jak teraz patrze na tego mojego dorosłego Syna, nie chce mi się wierzyć, że takie coś mu kiedyś pomogło!
    Nie wiem, może jest jakieś medyczne wytłumaczenie tego, co robiłam, ale ja się nigdy przedtem z tym nie spotkałam. A żadna z moich znajomych nie zdecydowała się na powtórkę tego, co ja zrobiłam! Chyba miałam dużo szczęście, a Synek miał mocne serduszko!

    Polubione przez 1 osoba

    • Mysza w sieci 18 września 2019 / 21:18

      Faktycznie brzmi jak porada znachorki zielarki 🙂 O kamforze słyszałam, ale żeby terpentynę do wdychania? Kojarzy mi się tylko z farbami i też nie wiem czy bym się odważyła na taką kurację 🙂 Najważniejsze, że Syn przetrwał i mu się polepszyło 🙂

      Polubienie

  3. Ania 18 września 2019 / 19:39

    Kurcze, właśnie dopiero załapałam, że mieszkasz w Szczecinie 🙂 lepiej późno niż wcale 😛 całą swoją młodość aż do 19 roku życia spędziłam w Koszalinie, więc sentyment do zachodniopomorskiego mam ogromny, chociaż w Szczecinie w sumie byłam tylko raz 🙂

    Dużo zdrowia jeszcze raz, zarządzam koniec chorowania!

    Polubione przez 1 osoba

    • Mysza w sieci 18 września 2019 / 20:17

      Przyjmuję zarządzenie, jeszcze tylko Małemu je zapodaj i niech posłucha 😉 Zachodniopomorskie jest fajne, dużo zachodu i morza w okolicy, jak coś zapraszam do Szczecina na drugi raz 🙂 Koszalin kiedyś bardzo lubiłam, był tam pewien ktoś.. ale skończyło się i od tamtej pory raczej nie zaglądałam. Życie. A Ty teraz w Warszawie urzędujesz? Czemu już nie Koszalin?

      Polubione przez 1 osoba

      • Ania 18 września 2019 / 20:41

        Dawaj młodego do bloga zaraz mu napiszę, że koniec chorowania 😀

        Wyjechałam na studia do Warszawy i tak tu już zostałam 🙂 ale zawsze chętnie wracam do Koszalina i staram się często odwiedzać, w miarę możliwości, gdyż tam mam rodzinę 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      • Mysza w sieci 18 września 2019 / 20:47

        Małemu Twoje zalecenie przekazałam, może posłucha 😉 Przy sprzyjającym ułożeniu gwiazd i naszych podróży, może gdzieś się kiedyś napotkamy.. Koszalin i Warszawa nie tak daleko, damy radę 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  4. fuscila 18 września 2019 / 13:15

    Oj, przypomnają mi się lata mojego wczesnego macierzyństwa. Córka Wiewiórka nie chorowała praktycznie wcale, dopiero w podstawówce. A Synek Muminek, urodzony po dwóch latach w zimie, nie zaaklimatyzował się w naszym nowym mieszkaniu. Choroba goniła chorobę, raz nawet wylądował w szpitalu, to był koszmar. O przedszkolu nie było mowy. Musiałam go na 2 lata oddawać prywatnej opiekunce. Jedno szczęście, że na tej samej klatce to było. Do żóbka , i póżniej przedszkola poszedł dopiero, jak miał 2,5 roku. W międzyczasie, zafundowałam mu kiedyś
    kilkukrotnie zabiegi według starej receptury, użytej kiedyś przez pewną znajoma mej Teściowej. Dobrze, że Ślubnego wtedy nie było, bo jakby to widział ……. to strach się bać!!!

    Polubienie

    • Mysza w sieci 18 września 2019 / 13:36

      A cóż to były za zabiegi? Żeby pomóc w chorobie człek się łapie wszystkiego 😉 Z tą odpornością faktycznie różnie bywa, jedne dzieci nic nie rusza, inne byle podmuch wiatru.. nasz jest tak pośrodku.

      Polubienie

  5. annapisze19 18 września 2019 / 08:02

    Biedny Maluszek 😦 Kurujcie się aby jak najszybciej choróbsko poszło precz.
    Zbyszka Wodeckiego miałam okazję spotkać w Szczawnicy !!! Na pl. Dietla miał koncert, tyle radości, ciepła, humoru przekazał publiczności choć to był zwykły występ pod chmurką. To był niezapomniany wieczór. Wciąż nie wierzę, że jest za Tęczowym Mostem…

    Polubione przez 1 osoba

    • Mysza w sieci 18 września 2019 / 09:04

      Też uwierzyć nie mogę, bardzo lubiłam Zbyszka Wodeckiego i jego muzykę, teraz ilekroć ją słyszę, to mam łzy w oczach. Na tym festynie też i dobrze że było słońce, to mogłam się schować za okularami.. Szczawnica faktycznie jest dla Ciebie rajem na ziemi i jeszcze taką niespodziankę Ci uszykowała 🙂 Dziękuję Aniu, kurujemy się, choć kolejną noc gorączka wygrywa, a tak bardzo nie chcę by skończyło się antybiotykiem eh.. Zdrowia i dla Was, mam nadzieję że idzie w dobrym kierunku 😚

      Polubione przez 1 osoba

      • annapisze19 18 września 2019 / 11:19

        Wciąż czekamy na telefon…
        Szczawnica jeszcze długo będzie wspominana, mam jeszcze trochę fotek do pokazania 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      • Mysza w sieci 18 września 2019 / 12:46

        Wstawiaj fotki i opisy, z przyjemnością zaglądam w Twoje ukochane zakątki, tym bardziej że są bardzo ładne i kuszące do podróży 🙂 Trzymam kciuki za wyniki, daj znać jak będą.. Miłego dnia, a wieczorem czytam ciąg dalszy Twej kolejnej powieści 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      • annapisze19 18 września 2019 / 16:38

        Mnie już miło, choć do wieczora jeszcze daleko, że czytać będziesz 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      • Mysza w sieci 18 września 2019 / 16:41

        Czyta się lekko, przyjemnie i fajnie, że jest ciągłość z „Wejściem w światło” 🙂

        Polubienie

  6. cieniewiatru 17 września 2019 / 21:51

    Oj to szybkiego powrotu do zdrowia dla Smyka, a dla Ciebie wytrwałości i wytchnienia. Trzymajcie się ciepło przy tej niesprzyjającej pogodzie

    Polubione przez 1 osoba

    • Mysza w sieci 17 września 2019 / 21:59

      Dziękujemy bardzo 🤗 Gorączka jeszcze nie odpuszcza, ale pilnuję by nie nawracała z taką siłą.. nie jest źle, apetyt ok, a i na zabawy w domu chęć była. Mam więc nadzieję, że góra dwa dni i forma wróci. Oby 🙂 Dla Was też dużo zdrowia 👋

      Polubienie

  7. Ervisha 17 września 2019 / 13:35

    Przykro mi z powodu choroby 😦
    Wiem, że nie chcece rozstawac się z małym ale może jednak sanatorium?

    Polubienie

    • Mysza w sieci 18 września 2019 / 02:30

      To nie tylko kwestia że my nie chcemy, Mały raczej też by sam jeszcze nigdzie nie został. Jedynie zasypia sam na jeden wieczór u babci, a i tak wtedy pyta kiedy wrócimy. Sanatorium może by i pomogło, choć trzeba by chyba od września wysyłać wszystkie dzieci, bo u wszystkich znajomych choróbska, wraz z powrotem do przedszkoli czy żłobka, powróciły..

      Polubienie

      • Ervisha 18 września 2019 / 09:47

        Wiem coś o tym… dzieci chcą być z bliskimi, z rodzicami… bez nich nie czują tego bezpieczeństwa. Rodzina je daje… djae spokój, miłość, ciepło i bezpieczeństwo które dzieci potrzebują….

        Polubione przez 1 osoba

      • Mysza w sieci 18 września 2019 / 09:58

        Może gdyby był starszy to tak, ale na razie nie ma opcji nawet na kilkudniową rozłąkę.. Kurujemy się w domu..

        Polubienie

      • Mysza w sieci 19 września 2019 / 16:16

        To miałam na myśli, ale jest nadzieja że kiedyś ta odporność wróci i nie będzie potrzeby sanatorium 🙂

        Polubienie

    • Mysza w sieci 17 września 2019 / 11:56

      Dziękujemy 🌺 Było sympatycznie 🙂 ale przy dziecku tak to właśnie bywa, że w moment wszystko może się zmienić..

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s