Szkoda

27 luty 2019 r – Środa

I tak oto jedna wiadomość o zamykaniu bloxa potrafi sprawić, że ręce do ziemi opadają. Niby wiem, że można przenieść, sama dodaję innym otuchy. Ale zdaję sobie sprawę, że w nowym miejscu będzie inaczej. Tutaj miałam już wszystko poznane, przyswojone i polubione. Tyle lat pisania, wspomnień, smutków i radości, wspaniali znajomi i nieznajomi, którzy też stali się bliscy i którym dziękuję z całego serca, że do mnie zaglądali..

Oczywiście kopiuję (wraz z kopią na dysku zewnętrznym), zapisuję na pamiątkę dla dziecka i to poza siecią, żeby nikt nie mógł od tak zlikwidować tej pamiątki. Wiem, że nie przestanę pisać, bo od zawsze miałam i mam nadal ogromną potrzebę przelewania myśli i zdarzeń. Lubię do nich wracać i stanowią moje zabezpieczenie, na przyszłość, kiedy już pamięć zacznie szwankować. Mogłabym pisać pamiętnik ręcznie, ale na laptopie jest szybciej, wygodniej, więcej możliwości podzielenia się muzyką, zdjęciami. Każdego dnia tyle się dzieje, chcę to mieć zapisane, zatrzymać chwilę i móc do niej wrócić kiedy tylko zapragnę..  

Tymczasem auto me trafiło do mechanika, Mężu dalej maluje u Brata, ćwiczę i rozmyślam nad pewnym planem na ten rok, umawiam się z dziewczynami do kina i z Beatą na jej przyjazd. Spaceruję z Edytą i jej psem, a dziś wybrałyśmy się w miejsce, w którym za symboliczną kwotę (trafiającą na cele charytatywne) można zakupić rzeczy w dobrym stanie, wystawione do ekoportów. Miałyśmy tylko obejrzeć, ale jak tu nie skusić się na dziecięce łyżwy z McQueen’em, za złotówkę? No jak.. Edyta wróciła z porcelaną, kryształową paterą i ceramicznym, ozdobnym pojemnikiem. Na dokładkę wypatrzyłam wózek w pełnym komplecie – gondola, spacerówka i fotelik – w cenie 25 zł. Brat już załatwia transport i choć będą mieli cały sprzęt też od nas, to nad jeziorem drugi zestaw przyda im się na pewno. Nie będą musieli tego targać, składać i przewozić przy każdej podróży. Za dwa tygodnie kolejna wystawka i już wiemy, że nas tam nie zabraknie.

Wiosna tuż

24 luty 2019 r – Niedziela

Jakoś tak wyszło, że u dziadków spędziliśmy trzy popołudnia i wieczory pod rząd.. Mężu malował ściany i sufity u Brata, to śmigałam z Małym, żeby nie siedzieć w domu. Kontakt z rodzinką też jest ważny. Poczucie przynależności, poznawanie swoich korzeni. Już się nie mogę doczekać, kiedy dołączy do nas synek mojego Brata. Będzie nas więcej i Mały zyska brata wujecznego. A ja zostanę ciocią.. o proszę, właśnie do mnie dotarło. Ale zanim do tego dojdzie, korzystamy, że dziadkowie mają więcej czasu dla jednego wnuka i mogą z nim zostać przez pół soboty, żebyśmy mogli pojechać na kabaret. Nowaki przyciągnęły całą salę Domu Kultury i jak zawsze rozbawiły wszystkich. Wspaniale było zobaczyć ich na żywo, odbiór jest inny niż przez ekran. Odczuwa się emocje, widzi śmiechy pod nosem, gdy kabareciarze wytrzymać już nie mogą. Pani Adrianna gra całą sobą, zobaczyć ją w roli Krystyny czy Martynki z piórem w dół, bezcenne. 

Jedyny minus, że choć byłyśmy z Blubrą umówione w tym samym czasie i miejscu, to w trakcie występów nie dało się zobaczyć, ale i po, nie wyszło. Siła wyższa wymusiła na jej rodzince szybki powrót i na dokładkę w ferworze tłumnej sali zapodziała gdzieś telefon. Ani dodzwonić się nie dało, ani w rynnę zastukać. Pozostaje czekać cierpliwie na wieści i możliwość spotkania w innym terminie. Pewnie spontanicznie wyjdzie nam najszybciej.

Niedziela już przepięknie wiosenna, ze spacerami nad jeziorem i w parku, słońcem przez cały dzień i całkiem przyjemną temperaturą, która kusiła by zdjąć kurtki. Ale wiadomo, jeszcze nie czas. Czas za to podziwiać pierwsze krokusy, (w lutym rzadkość), grać w piłkę, ruszyć na hulajnogę, rozpocząć szukanie roweru i cieszyć się najpiękniejszą zmianą pogody w roku. Wiosna przynosi tyle energii, rozkwitu, że choć lato uwielbiam najbardziej, to pobudka po zimie ma jednak największą moc..

Zebranie

22 luty 2019 r – Piątek

Jak miło, gdy chwalą Twoje dziecko.. rodzic dumny, choć tylko część naszego wkładu odzwierciedla się w zachowaniu brzdąca. I nauczycielki mają duży wpływ i indywidualne cechy charakteru odgrywają ogromną rolę. Niektóre maluchy mają w sobie spokój, ostrożność, a są takie, które nie mogą usiedzieć w miejscu i gna je do destrukcji otoczenia. 

To co się dzieje w domu też przecież ma wpływ.. Na ten przykład rodzice jednej z dziewczynek się rozstali, trwa sprawa w sądzie, dziecko żyje między dwoma domami i kompletnie nie może sobie z tym poradzić. Oceny rozwoju są gorsze, problemy emocjonalne odbijają się w codziennym funkcjonowaniu. Pojawia się moczenie, lęki, niepewność co przyniesie nowy dzień. Brak stabilizacji, nerwowa mama i rozpieszczanie ponad miarę by zrekompensować małej trudny czas. Szkoda kolejnej rodziny i najbardziej dziecka, które jeszcze nie rozumie i nie jest w stanie zaakceptować tego, co się dzieje. 

Bardzo nad tym ubolewam, choć zdaję sobie sprawę, że czasem lepiej się rozstać niż gdyby dziecko miało być świadkiem wiecznych awantur, braku szacunku czy rękoczynów, do których zapewne gdzieniegdzie dochodzi. 

W tym wszystkim mam nadzieję, że nasz Mały będzie miał zawsze pełną rodzinę, dobry dom, miłość, stabilizację, wsparcie i spokój. To tak bardzo procentuje na przyszłość, a i nam potrzebne do szczęścia..

Jako, że dziecię powróciło do przedszkola i do względnego zdrowia, odwiedziliśmy dziadków, pogotowałam obiady na zapas i mogłam ponadrabiać oglądanie filmów z listy. W ferworze zajęć udało mi się spalić czajnik (stawiając pusty na gaz), a przy okazji kupna nowego trafić piżamę w pepco. Coś ostatnio wszystko się rozłazi i dresy domowe i piżamy zimowe. I choć chłodniej za oknem, a wczorajszy dzień padało od rana do nocy, to czuję już wiosenny zew. Chęć odświeżenia garderoby, choćby tej domowej i chęć porządków, takich po wszelkie zakątki. 

Na marzec w przedszkolu zapowiedziano zbiórkę karmy i koców dla zwierzaków. Muszę przejrzeć zasoby pościeli u nas i u rodziców, gdzie na pewno znajdą się jakieś koce czy nieużywane narzuty. Do schroniska wszystko się przyda. Przy okazji i z bezdusznymi ludźmi, którzy nie mają serca do zwierząt chciałoby się zrobić porządek. Może projekt Darii Zawiałow da niektórym do myślenia, teledysk porusza, a według mnie i muzyka z klimatem lat 80’tych świetna..

Zdrowia

20 luty 2019 r – środa

A jednak można chcieć więcej, czegoś czego nigdy za dużo.. Nie wiem czy zadziałał wujek z gorączką, czy różnice temperatur przy ogrzewaniu piecem, wygasającym nad ranem. W każdym razie dziecię wróciło z wojaży z katarem, co jak zwykle przeradza się w kaszel. Na szczęście szybko wyłapane i potraktowane witaminami i inhalacjami dało się opanować. Kilka dni w domu, a że gorączki brak to powędrowaliśmy dziś na ćwiczenia. O poranku tłumów nie ma, Edyta dotarła o tej samej porze, mogłyśmy więc sobie pogadać. Mały miał zajęcie przy dziecięcym stoliku, instruktorka chętnie pokazała mu gry i pilnowała gdy wspinał się na maszyny. Mogłam spokojnie poćwiczyć i energia wróciła. 

Wczoraj konserwatorowi ze spółdzielni wreszcie z sukcesem (był też w tamtym tygodniu) udało się wymienić źle działające zawory w łazience, przy okazji wyszło, że również zawory od pionu budynku nie trzymają. Czyli, nie ma tego złego. Gdyby jeszcze tą naszą ścianą się zajęli, spałabym spokojniej.. Tymczasem na razie dostałam odpowiedź, że na wiosnę ruszą z naprawą tarasu nad nami. Co jest plusem, bo obstawiamy, że to tam jest odpływ źle zrobiony i kanałami woda w ścianę leci. Tylko pytanie kiedy administracja uzna, że rozpoczęła się wiosna. Czy będzie to kwiecień, maj, czy może jak zrobi się tak ciepło, że samo osuszy ściany. W weekend było przepięknie, dużo słońca, teraz wietrznie ale na plusie. Jeszcze pewnie trochę chłodu wróci, ale już bliżej do wiosny niż dalej..

U Zosi

17 luty 2019 r – niedziela

Na szczęście humor poprawił się w drodze do babci Zosi. Mężu wziął wolny dzień i pojechaliśmy na relaks i świętowanie jej urodzin. Jeden z wieczorów tego dłuższego weekendu spędziliśmy w kinie, śmiejąc się z sympatycznej trzeciej części „Planety Singli”. Śmiech nie był wymuszony, komedia idealna na romantyczny wieczór i randka walentynkowa udana. Trzecia część filmu lepsza od drugiej, co było pozytywnym zaskoczeniem. 

Był też czas na spacery, pogaduchy od serca z Zosią, chwilę zadumy na cmentarzu, słoneczny wyjazd nad rzekę. Spotkanie z Natalią i jej córką na placu zabaw, zaległe prezenty świąteczne z autem konstrukcyjnym do skręcania. Imprezę Męża w męskim gronie, u kumpla, który rusza do pracy w Niemczech. Czas na rynek, małe zakupy i spokojne wieczory z synem. A później i czas na rodzinny najazd, szykowanie nakrycia, krojenie ciacha i ustawianie pyszności na stole. Dziesięć osób to już tłum w pokoju, a tu jeszcze do psa i kota dojechały kolejne dwa psy. Było gwarno, szczekająco i wesoło. Rodzinka w dobrych humorach, no może prócz wujka z gorączką który nadrabiał miną (modły zanoszę żeby gorączka nie przelazła na Małego). Gdy większość poszła na spacer z psami do lasu, miałyśmy czas zmienić nakrycia z tortowych na obiadowe, wjechały kotlety, ryby w occie, pieczone udka, śledzie, bigos i sałatka jarzynowa.. Czuliśmy się jak na wypasionych świętach, a jeśli jeszcze dołożyć do tego słońce za oknem i 14 wiosennych stopni na plusie.. Czegóż chcieć więcej..

Występy bez występu

15 luty 2019 r – piątek

Kto by pomyślał, że nowe kapcie mogą stać się przyczyną dziecięcych łez i doprowadzić do szlochu utrudniającego mówienie wierszyków i tańców z pomponami.. 

A było to tak.. Walentynkowy poranek rozpoczął się optymistycznie, dziecię radosne, cieszące się z nadchodzącego balu. Nowe kapcie założone o poranku i impreza udana. Mały dostał cztery walentynki, w tym jedną od pań, trzy od wielbicielek 😉

Później niestety wyszli na dwór, a że stare kapcie zostawiłam na półce (pędząc na wizytę konserwatora do rur), zamiast nowych założył te. I dramat.. płacz, poszukiwania kapci po sali, a tu dzieci trzeba przebierać, szykować. Na ostatnią chwilę, tuż przed moim i dziadków wejściem na salę, nauczycielka wpadła na pomysł sprawdzenia półki z butami i kapcie się znalazły. Cóż z tego. Za późno by opanować szloch. Synek wyszedł, stanął przed publicznością i w ryk. Resztę czasu przesiedział mi na kolanach, a dziadkowie pooglądali i posłuchali inne dzieci. Na sam koniec wyszedł potańczyć, ale że łzy nadal leciały z oczu, więc nie było sensu już go stresować. 

Także wyuczony wierszyk zaprezentowany zostanie drugiej Babci, a piosenki dla dziadków przydadzą się w następnym roku 😉