Pada śnieg :)

Dylemat był duży.. jechać, czy nie? Rezerwacja zrobiona, Mężu ma urlop, od Zosi bliżej, a walizki pełne grubych swetrów i narciarskich spodni. I w tym wszystkim ja, pod kołdrą, z dreszczami, kaszlem i katarem. O dziwo Mały twardo zdrowy. Świąteczna zmiana klimatu pomogła mu wrócić do formy. I chyba to przeważyło. Uruchomiłam przeciwzapalne, przeciwgorączkowe i z postanowieniem natychmiastowego udania się do lekarza wylądowaliśmy w Górach Izerskich.

 

 

 

na stogu izerskim


 

 

Góry wprawdzie bliskie i niewysokie, ale pełne śniegu i tego niesamowitego klimatu, który po tej stronie kraju zimą jest najfajniejszy. Nie ma tłumów, bo już po szaleństwie sylwestrowym, ale narciarze są, jest biało i prószy od rana do wieczora. Postanowienia dotrzymałam, w pierwszym trafionym nfzcie zostałam osłuchana, przebadana i najważniejsze, że prócz leków zalecono mi też spacerować. Spacerowaliśmy więc intensywnie. Mały jak szalony wparował w śnieg. Wszystkie zaspy jego. Śnieżki, skoki, ślizganie, bałwan z patykami i rzecz najpiękniejsza która w tamtym roku go ominęła (jedyny tydzień, gdy był u nas śnieg, przechorował) – sanki! Jazda z góry to przecież największa frajda i z zapałem z niej korzystał. A my z podziwiania widoków, zwiedzania Świeradowa i podzielania radosnych przeżyć 🙂

 

 

 

na zdrojowej

Posylwestrowo

Impreza sylwestrowa za nami. Na domówce u Damiana, w 10 osób, z nowymi znajomościami i tańcami w parach. Nareszcie razem poszaleliśmy, korzystając z opieki Zosi nad Małym. Choć z tego, co mówiła i on tańcował przy muzyce z Zakopanego i zasnął dopiero po 22. Fajerwerki już go nie ruszały..

Za to my objedzeni, wytańczeni i uchachani wyszliśmy postrzelać o północy. Szybka jednak była akcja, życzenia, szampany i powrót do ciepłego. Trochę to już jednak inna domówka niż kiedyś. A naimprezowaliśmy się u Damiana nie raz, w małym pokoju, siedząc na jednej kanapie, pijąc bez myślenia jak to będzie rano 😉 Teraz w salonie, przy zastawionym stole, debatach o dzieciach, pracy i ze świadomością, że wcześnie pobudka.

Zasnęłam ok 5, a po czterech godzinach Mały już pełen werwy. Nie ma lekko. Odespałam godzinę za dnia, ale że dziąsło nie do końca odpuściło, to przyplątała się gorączka i pojawił kaszel. Stwierdzam, że zawsze coś. Jak już jest sympatycznie to potem łup. Żeby nie było za różowo. Także początek roku i fajny i nie. Życiowa mieszanka wybuchowa, która ma ciąg dalszy w następnych atrakcjach. Ale o tym w kolejnym, górskim już odcinku 🙂