Trafiony zatopiony

Synek powrócił do przedszkola stęskniony zabaw i towarzystwa znajomych dzieci. Ja za to mogłam wrócić do porannych ćwiczeń z Edytą, pogaduch i prócz sprzątania i gotowania, również nadrabiania zaległości filmowych. Obejrzałam wreszcie wzruszający „Carte Blanche” z Andrzejem Chyrą, który w poprzednich latach jakoś mi umknął. A przede mną jeszcze film z Jennifer Lopez „Teraz albo nigdy”, z Mężem do obejrzenia  „Pierwszy człowiek” z Gosilgiem, komedia z akcją „Red” i najnowszy, nagrany z rozmachem „Aquaman”. Najbardziej jednak czekam na film „Zabawa zabawa”, który niedługo schodzi z kinowych afiszy, ale że grany jest o późnej godzinie, to dziewczynom nie pasuje wybrać się do kina. Spróbujemy złapać go na Kulturze Dostępnej, albo obejrzę w internecie, bo tak czy siak chcę zobaczyć..

Zrobiłam zakupy dla nas i dla chorej Pauli, która z dwójką również chorych dzieci została uziemiona w domu. Mąż z Tadziem wyjechali do rodziny, dzięki czemu uniknęli anginy, ale i możliwości wsparcia osłabionej mamy. U Małego zostały jeszcze resztki kaszlu, katar pojawia się po spacerze, ale ogólnie forma dobra. Apetyt i energia dopisują i dziś wyskacze się maluch na balu karnawałowym przebrany za Zorro. Swoją drogą dzieci nie mają pojęcia kto to jest ów Zorro, ale to jedyne przebranie jakie jeszcze mieliśmy na stanie. Zostało po słynnym balu przebierańców organizowanym dla ekipy przez Sylwię. Działo się wtedy, oj działo. Prócz szalonej imprezy miałam pierwsze symptomy ciążowe, choć jeszcze nie byłam świadoma, że jestem w ciąży drugi miesiąc 🙂

Tymczasem minęły ponad cztery lata od tamtych szaleństw i teraz mam atrakcje innego rodzaju. Na ten przykład Mały – gotowy do wyjścia, ubrany w polarową bluzę, narciarskie portki, czapkę, szalik i kozaki – oznajmia (nie pierwszy raz), że natychmiast musi kupę! (nie ma co szukać piękniejszego słowa). Ja akurat z telefonem w dłoni, pisząc na szybko smsa do Męża rzucam się do akcji ekpresowego rozbierania, oczywiście w okolicy toalety. Efekt do przewidzenia. Sekunda i telefon zatopiony! Na szczęście nikt jeszcze na tronie nie zasiadł. Ale woda zdążyła dostać się do systemu, rozłączyć możliwość dzwonienia i zablokować dostęp do wszystkiego. Nawet nie można odblokować ekranu. Jednym słowem zostałam odcięta. 

Obecnie przeniosłam kartę do starego mężowego smartfona, małego i działającego jak żółw. Nie mam WAppa i dostępu do zdjęć. Na szczęście numery miałam zapisane na sim (w odręcznym notesie też), a wszystkie ważne daty i najbliższe wydarzenia zanotowane w papierowym kalendarzu. Jak widać warto być przezornym i ubezpieczonym na każdą ewentualność, nawet od WC.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s