Zapasy

Przed wolnym dniem Tatko podwiózł nam chleb, jak co tydzień. Trzy bochenki to aż nadto jak dla nas. Choć Mężu do pracy bierze kilka kromek, wiadomo na śniadanie i kolację też idzie.. Tak czy siak na weekend mieliśmy zabezpieczenie. Niechcący trafiłam jednak do sklepu, gdzie ludzie robili zapasy chyba na miesiąc! Zapomniałam, że w czwartek sklepy nieczynne. Kolejki po same regały, wszystkie kasy otwarte, a wielkie kosze wypełnione po brzegi. Nie wnikam ile się w tej kolejce nastałam.. ale że Paula zaprosiła naszego smyka do swoich dzieci na zabawę, więc zrobiły mi się wolne dwie godzinki. I choć bardzo lubię robić zakupy, to akurat stanie w kolejkach nie należy do przyjemności. 


Mały za to miał frajdę, wyścigi samochodami, załapał się na naleśniki z bananami i do domu wychodzić nie chciał. Choć mówiłam, że „Strażak Sam” leci i w naszym tv. Wiadomo, z kumplami fajniej. Tymczasem trzeba było się zbierać i na wczorajszy dzień uszykować znicze. Łącznie ze sposobem wytłumaczeniem dziecku zagadkowego tematu cmentarza i odchodzenia z tego świata.. 

– „Mamusiu, ale przecież ludzie nie umią iść do nieba?” 

No cóż.. jeszcze trochę czasu minie, zanim zrozumie..

Mieliśmy iść później na cmentarz, żeby nie pchać się w te tłumy i hałasy. Czasem wolę nawet w inny dzień, żeby był spokój, na chwilę rozmowy w myślach, na wyciszenie i wspominanie bliskich osób.. Nie było jednak źle, dobra organizacja, światełka zapalone i moment na zadumę też się znalazł.

Dziś już Mężu w pracy, obiady mam zrobione na zapas i z Małym wybieram się do Edyty na jej zaproszenie. A w weekend zaplanowane spotkania rodzinne i może jakiś spacer, gdyż pogoda piękna, jak na początek listopada.. 

 

 

dyńki