Zwiedzanie

W większości spędzaliśmy urlop zmieniając scenerię z morskiej na basenową, by wieczorami udać się na promenadę, do trampoliny i na plac zabaw. Ale na szczęście i pozwiedzać się z dziecięciem dało. Choć to zwiedzanie inny miało wymiar niż we dwoje. Ja tu chłonę widoki „perły Bułgarii”, znajdującej się na światowej liście dziedzictwa kultury Unesco, a Mały ma gdzieś Nessebar i jego przepiękne walory. Co tam Cerkiew św. Zofii, co tam cudne widoki na wybrzeże i plaże Słonecznego Brzegu. Zobaczył huśtawkę i nie ma zmiłuj, a to chce lody, a to pić. Mamuś nie rób zdjęć, chodź się bawić. No fakt, czegóż to wymagać od takiego malucha, dla którego największą frajdą są zabawy z nami. Dobrze, że w każdym momencie było co podziwiać..

 

 

 

nessebyr

 

 

 

Łapałam ile tylko się dało i choć na dłuższy pobyt nie było opcji, to jednak nacieszyłam się spełnionym marzeniem. Byłam w Bułgarii jakieś 14 czy 15 lat temu. W małym miasteczku w Złotych Piaskach. W skromnym hotelu, gdzie serwowane jedzenie odbiegało od zdrowej normy (dwa dni odchorowane w łazienkowej scenerii), do morza ponad pół kilometra, a okolica raczej nie nastrajała wakacyjnie. Oglądając wtedy widok z Nessebaru, wymarzyłam sobie, że będę kiedyś w Słonecznym Brzegu, w pięknym, dużym hotelu. Gdzie poczuję powiew luksusu, nad morze będzie kilka kroków, a okolica będzie tętnić zabawą. I voila. Warto marzyć.

 

 

 

hot-el

 

 


Rzeczywistość przerosła oczekiwania. W łazience muzyka na życzenie, dodatkowe lusterko powiększające do malowania, czyściutko każdego dnia, dokładane fiolki z szamponem i miś naszego dziecka sadzany przy poduszce, co za każdym razem go cieszyło. Miła obsługa, a jedzenie takie, że oderwać się od stołu nie można było. Duży wybór, wszelkiego rodzaju potrawy, oliwki, kalmary w cieście, papryki w czterech odmianach i inne przepyszne świeże warzywa, mięsa pieczone, różne rodzaje serów, kapary, duszone pieczarki, kraby, małże, ryby rozpływające się w ustach. Na desery torty, ciasta, codziennie lody, arbuzy, ananasy i słodkie truskawki. A do tego co jakiś czas do owocowych szaszłyków fontanna czekoladowa.

Rozpusta taka, że teraz pozostaje mi tylko uśmiechnąć się do Margi po aplikację do WW i rozpoczęcie liczenia punktów w diecie strażników wagi. Nie ma lekko.

Dobrze, że choć spacery uskutecznialiśmy długie i po dwa razy dziennie. A to nad morzem, a to pooglądać kolorowe stoiska przy promenadzie. Pojechaliśmy też obejrzeć miasteczko Sveti Vlas, w którym prócz dalekiej drogi do portu i kościoła św. Blaise, czekała nas cały czas wspinaczka. Tam wypoczywają chyba alpiniści, bo wszystkie hotele i domy ustawione są kaskadowo. Idzie się non stop pod górę.. Choć zapewne widoki z samej góry zapierają dech w piersi. 

 

 

 

vlas


 

Jednak z przyjemnością wróciłam do nizinnych terenów, utwierdzając się w przekonaniu, że to był najlepszy z możliwych, w tym roku, wakacyjnych wyborów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s