Kulkowo

Jakoś daliśmy radę.. raczej powinnam napisać – dałam radę. Mężu po 10 minutach spasował i mówi – wychodzę! 😉 Jednak trójka dzieci, to więcej niż rozdwojenie jaźni. Rozstrojenie zdecydowanie bardziej pasuje. Nie było oczywiście tak źle, raczej gwarno i wesoło, z przerwami na kłótnie o auto czy walkę, w co będziemy się bawić. Dodać trzeba, że 8 letnia dziewczynka wymagała o wiele więcej kobiecej uwagi niż dwóch prawie 4 latków. Na szczęście obyło się bez rozlewu krwi i wszyscy szczęśliwie dotrwali do kolacji. Choć nie wiem jak dzieci Pauli tę kolację jadły, gdyż pochłonęły paluszki i ciastka i jabłka z marchewką. I całe szczęście, że kompotu miałam dużo, bo w tym upale piły wszystkie jak smoki. 

 

Na drugi dzień Mały dostał zaproszenie do Tadzia, a tam już nie tylko troje, ale i momentami pięcioro dzieci się pojawiało plus nasza koleżanka do kompletu. Trzech chłopaków, świnka morska, i córka, która przyprowadzała koleżankę, bo chciały się załapać na męskie zabawy. A my w tym wszystkim próbowałyśmy pogadać. Momentami się dało, ale ogólnie podziwiałam ją za ogarnianie całej ekipy. Może da się do tego przyzwyczaić, jednak wolę nasze spokojniejsze domowe klimaty. 

 

Sobota upalna od samego rana, więc (mimo bolących pleców) spędziłam dzień nad wodą. Tym razem były to baseny, ze względu na bliskość dużego placu zabaw i płytkiej wody, która mimo słońca, nie zdążyła się nagrzać. Moczyliśmy tylko nogi i choć myślałam o popływaniu w głębokim basenie, to na myśleniu się skończyło. Ale dzień cudowny, prawdziwie wakacyjny, bez pośpiechu. I nareszcie złapałam więcej opalenizny. Mały za to tak się wyszalał biegając między wodą, a huśtawkami, że zasnął w moment. 

 

 

basenowo

 


 

Niestety przełożyło się to na wcześniejszą niedzielną pobudkę. Ale moi kochani mężczyźni dali mi odespać i poleżeć, by plecy nabrały mocy. A moc bardzo się dziś przydała. Zaproszenie na na urodziny przedszkolnej koleżanki, w centrum zabaw, wymagały wytrwałości. Były kulki, wspinaczka, był klaun i tort z Psim patrolem. Dwie i pół godziny dziecięcego szaleństwa, smakołyków, występów i zabaw. Mały zachwycony, ganiał, wspinał się, zjeżdżał i wędrował wysoko nad moją głową, na poczęstunku zjadł trochę słodkości i już chciał lecieć na salę zabaw. Mężu znowu dał nogę, a ja zacieśniałam więzy, z czekającymi na swe pociechy, matkami. Zwłaszcza z jedną fajnie mi się rozmawiało. Karolina okazała się sympatyczną kobietką z którą chętnie spotkam się nie tylko z okazji urodzin. 

 

 

 

tortowo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s