Muzyczne emocje

Działo się w ten weekend, oj działo.. pozytywnie w każdym momencie. W piątkowy wieczór złapałam Hanię z Kasią do auta i po dłuższym poszukiwaniu parkingu zakotwiczyłyśmy nad Odrą. Wśród ogromnego tłumu studentów i młodzieży starszej. Na całych bulwarach, jak okiem sięgnąć, rozsiedli się ludzie świętujący Juwenalia. Odżyły wspomnienia i moje studenckie czasy.. Świetne imprezy i niesamowite koncertowe przeżycia. Tym razem też ich nie zabrakło.

I kto by pomyślał, że Krzysztof Krawczyk zrobi taką furorę wśród młodych? Że sami wybiorą, by to właśnie on wystąpił podczas ich święta. I że 72 letni piosenkarz, da taki koncert podczas którego wszystkich wzruszy i rozbawi. Coś niesamowitego! Świetny głos, masa emocji, falujący, roztańczony i rozśpiewany tłum. Większość zna jego piosenki na pamięć, zwłaszcza, że zagrał same największe przeboje. Były Parostatek, Jak minął dzień, Chciałem być, Mój przyjacielu, Bo jesteś Ty i wiele innych. 

 

 

 

juwenalia

 

 

 

W przeciwieństwie do Dżemu, który przez trzy czwarte czasu grał nowe, nieznane przeboje. Wynudzając nas niezmiernie, do stanu ziewania i marzeniu o poduszce. Dopiero pod koniec koncertu rozkręcił tłum Wiktorią, Czerwonym jak cegła i na zakończenie śpiewając Whisky. A tak zero kontaktu z publicznością, brak charyzmy i smęcenie. I całe szczęście, że później nadeszła lepsza muza. Przy Bass Astral x Igo obudziłam się całkowicie. Nogi same poszły w ruch. Chłopaki z humorem, wyluzowani i ze świetnym podejściem do słuchających. Grali energetycznie, elektronicznie i z euforią godną wielkich koncertów. Choć akurat ich z chęcią posłuchałabym i na mniejszej scenie, bardziej klimatycznej. Mimo wszystko odżyłam, a tu pora była wracać by zasnąć o 2 w nocy, ze świadomością pobudki o 7..

 

 

 


 

Nie ma lekko, ale że prócz tego była i świadomość dnia spędzonego z rodzinką, dałam radę. Święto Mamy spędziliśmy w restauracji podającej najlepsze placki ziemniaczane, jakie do tej pory jadłam poza domem. Brat miał dobry nastrój, więc czas upływał w miłej atmosferze. Na dodatek sprezentował całej ekipie bilety na charytatywny mecz siatkówki z gwiazdami. Gwiazdami byli mistrzowie w siatkówce, światowi i krajowi. I niemistrzowie, tacy jak Bilguun i Misheel z Rodzinki zastępczej. Największą jednak atrakcją dla Małego były przebrane smerfy, cheerleaderki, balony i gryf przybijający piątkę. Najmniejszą hałas na wielkiej hali, dlatego nie dotrwaliśmy do końca imprezy. Zmykając do rodziców na deser lodowy i pogaduszki.

A w niedzielę niespodziewana wizyta cioci Iwony, chrzestnej Małego. Pierwsze prezenty na Dzień Dziecka i wyjście w plener na wielki piknik pasji – Pod Platanami. A tam stoiska z różnościami, naturalnymi wyrobami, ozdobami, miejsca do gry w piłkę, pokazy tańca, malowanie Minionków i twarzy smyka, tym razem w wersję tygrysa. I przede wszystkim nasz wspólny czas, który jest z tego najcenniejszy..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s