Nad Odrą

Na festynie dominikańskim skromnie, ale na widok kiermaszu książek oczy mi się śmiały i palce same przebierały w kartonach. Ogromna przyjemność, oglądać, przewracać strony i czytać choć po kilka zdań. Książki mają niepowtarzalny urok i choć od jakiegoś czasu przerzuciłam się na czytnik, zawsze będę miała sentyment do wersji papierowej..

Wracając od Dominikanów, zahaczyliśmy Teatr Lalek. By Mały mógł zobaczyć dokąd pojedzie z przedszkola, by obejrzał sobie wejście i lalki choć na wystawie. Najlepsza jednak okazała się fontanna w pobliżu, bo to i ręce można pomoczyć.. i buty 😉 A wszelka woda w ogóle jest mu mile widziana, bez względu czy to jezioro, rzeka czy strumyki lecące w górę..

 

 

 

też woda

 


Pogoda zresztą iście letnia się zrobiła. Aż się nad tę wodę chciało. Ale zanim na koc, ruszyliśmy na Wały, gdzie zaroiło się od stoisk z kwiatami. Wprawdzie kwiatów nie kupiliśmy, ale wyszłam ze słoikiem miodu lipowego. Pediatra zalecał Małemu picie przegotowanej wody z miodem, a i dla mnie miód wskazany po ostatnich przeziębieniach. Mężowi natomiast w ramach zdrowotnych zaproponowałam zrobienie serii badań, w pakiecie od laboratoriów Diagnostyki – promocja na wiosnę 50%, więc się wreszcie skusił. Nabyłam też pyszne (niby polskie) truskawki, choć pewności co do ich pochodzenia nie ma. Mimo wszystko słodkie były i mam nadzieję, że choć trochę zdrowe. A i spacer nad Odrą dotleniający, fajny.. i w słońcu..

 

 

 

Nad Odrą

 

 

 

Później błogie lenistwo na kocu i wieczorny plac zabaw z Sylwią i tą samą ekipą, którą spotkaliśmy na pikniku wojskowym. Zleciała niedziela w moment i już nowy tydzień przywitał mnie domowymi porządkami, myciem okien, łazienki i podłóg, ścieraniem kurzy, praniem i zakupami. Padłam po tym całkowicie. „Narzeczony na niby” w odpoczynku mi towarzyszył, a wieczorem z moim prawdziwym mężo-narzeczonym obejrzeliśmy – „Rekiny wojny”. Łapiemy to oglądanie, póki Mały zasypia o ludzkiej porze i dzięki niemu w ogóle spokojne wieczory mamy. Dawno do kina razem nie wyszliśmy, to choć w domu nadrabiamy. A co do kina, to dziewczyny ciągną mnie na najnowszy film twórców rewelacyjnych „Nietykalnych” (widziałam ze 4 razy) – „Nasze najlepsze wesele” . I tym razem wykorzystam chyba promocję z opakowaniami po kinderach, dzięki którym bilet kosztuje dużo taniej.

Trzeba kombinować, żeby coś przeżyć i nie zbankrutować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s