Ani rusz

Synuś do przedszkola poszedł. Na dwa dni. Po południu tego drugiego wywinął orła na brzegu piaskownicy, zderzając się z ulubionym kolegą Tadziem. Zderzenie zakończyło się raną ciętą i obitym kolanem. Ale histeria, która po tym nastąpiła mogłaby świadczyć o złamaniu z przemieszczeniem i tragedią ogólnonarodową. Wrzaski, krzyki i płacz, nie do uspokojenia przez kilka godzin. Dziecię trzeba było nieść na rękach, przytulać i obchodzić się z nim jak z jajkiem.. Można powiedzieć prawdziwy facet. Oczywiście w piątek nie był w stanie pójść do przedszkola, koszmar trwał od rana. Należało usadzić na kanapie z nogą na prosto i włączyć bajkę. Wieczorem już mu się chyba znudziło i.. jeździł hulajnogą. A co. Przecież ile można dramatyzować.

 

 

Zanim jednak te dramatyczne chwile nastąpiły niespodziewanie otworzył się worek ze spotkaniami. Najpierw znienacka odwiedziła mnie Ania od Witka, oddając pożyczone jej drugiemu synowi, Guciowi, kozaki. Zrobiłam jej herbatę, usiadła i miała chwilę oddechu bo zajęłam malucha zabawą. Dziewczyna na ostatnich nogach, po czterech nieprzespanych nocach (ząbkowanie), bez czasu nawet na umycie włosów.. Rzekła, że Gucio skutecznie wyleczył ją z chęci posiadania trzeciego dziecka. Tymczasem Monika, z którą w ten sam dzień poszłam na spacer, o trzecim już myśli i marzy. Może dlatego, że jej Kubuś jest spokojnym chłopcem i bezproblemowym. Przynajmniej na razie. Dwie godziny spaceru, pogaduch i relacji z ostatnich zdarzeń dobrze nam zrobiły. Jej też, bo akurat ma ciche dni w domu (względnie, przy dwójce dzieci), więc fajnie się wygadać. Umówiłyśmy się też na spotkanie u mnie, bo już dawno nie była i chce zobaczyć nasz pokój po remoncie..


Później już byłam uziemiona przez dziecięce kolano, wieczorem stery przejął Mężu, a ja zawiozłam rodziców na imprezę. U nich z kolei spotkania związane z przechodzeniem znajomych na emeryturę. Dość popularne stało się świętowanie tego faktu. Ale jak to mówią rodzice, każda okazja dobra, byle jeszcze poszaleć. Teraz im trochę trudniej, bo oboje mają problemy z kręgosłupem. Tatę dopadła rwa kulszowa i wczoraj jechałam na szybko po leki z zaprzyjaźnionej apteki. Ani rusz – nabiera nowego wymiaru. Ech.

 

Za to my w sobotę na chodzie (odpukać) i w sam czas załapaliśmy się na wojskowy piknik, organizowany dla żołnierzy, ich rodzin i znajomych. Sylwia dała cynk, zwerbowała Katarinę z rodziną, Kasię ze swoim mężem i maluchem, Gosię z chłopakami i nas. Przy stoiskach z grillowaną kiełbasą, kurczakami i karkówką, można było się najeść. Do tego darmowy popcorn dla dzieci, wata cukrowa. Malowanie buziek, pokazy iluzjonisty, dmuchany zamek i trampolina bez ograniczeń czasowych. Występy muzyczne i pokazy walk karate. Pogoda dopisała, ciepło, słonecznie i tylko wiatr duży, ale nie było tak źle. Na przekór wiatrom czekała nas przejażdżka pancernym rosomakiem.

 

 

 

rosomakiem w dal

 

 

Później urodzinowe lody dla Mężulka, granie w piłkę w parku i spacer. A wieczór znów filmowy. Ostatnio obejrzeliśmy kilka ciekawych produkcji.. Słynne i wzruszające „Coco”, świetny De Niro w „Kamiennych pięściach”, dobra akcja – „Pasażer” i dla uśmiechu „Gotowi na wszystko. Exterminator”. Sama obejrzałam jeszcze „Tamte dni, tamte noce”, „Dziewczynę z Monako” i „Marię, królową Szkotów”. W planach „Cudowny chłopak”, ale najpierw niedzielne plenery z kiermaszem ogrodniczym nad Odrą, występami na festynie dominikańskim i być może spotkaniem z Sylwią, jej siostrą i Mikołajem na placu zabaw, bo właśnie piszą, że się wybierają.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s