Stado

Paznokci nie machnęłam, z prostego powodu, że do leżenia w wyrze mi się nie komponują. Manicure z odciśniętą kołdrą również. Przeleżałam bite trzy dni, czując jak uchodzi ze mnie energia, co nie szło w parze z uchodzącym katarem. Nie powiem, że leżałam i pachniałam, bo nadal nic nie czuję (poza nerwem, że tyle to już trwa). Nadal żółto w nosie, zero węchu i smaku, za to kaszel się powiększył. Swoją drogą, nie sądziłam, że brak węchu może być tak problematyczny. Nie wiem, czy należy wywietrzyć w kuchni. Nie wiem, czy podaję dziecku świeże mięso na obiad, czy wędlinę na kolację. Nie wiem, czy dobrze doprawiłam zupę lub surówkę. Perfum nie używam, żeby nie przesadzić. Z braku smaku gotuję na wyczucie. Dobrze, że mam w tym trochę wprawy, gdybym była początkująca, to strach się bać. Kompletnie nie mam pojęcia, jak radzi sobie w tym temacie ciotka z rodziny Męża, która od urodzenia nie ma węchu? Zapytać nie wypada, ale może zgłębię tajemnicę podpytując najbliższych.

 

Plusem w całej sytuacji jest to, że dziecię tydzień do przedszkola przechodziło. I to w dobrej formie, łącznie z łazienkową i powrotem radosnej formy. Odprowadzając go do przedszkola łapałam po drodze nowe wieści osiedlowe i przy okazji prezesa spółdzielni, którego zmusiłam do odwiedzenia naszego mieszkania w celu obejrzenia ściany. Na ścianie bowiem, prosto po remoncie, znowu zaczyna odłazić i puchnąć farba. Prezes obejrzał, pomierzył. Nawet wyszedł od strony balkonu postukać w warstwę zewnętrzną. Rzekł, że tematem się zajmie i przy kolejnej wycieczce do przedszkola uzyskałam wieści od inspektora budowlanego (taty Natalki), że owszem był oglądać projekty i sprawdzał rzuty mieszkań. Zapytując o materiały budowlane w tejże ścianie się znajdujące. To już coś. Przycisnęłam prezesa również w temacie izolacji górnego tarasu, gdyż albowiem doszły mnie słuchy, że będzie on naprawiany dopiero za rok.

 

Słuchy doszły od nowej sąsiadki z góry. Albowiem tak. Od trzech tygodni mamy nad głową nowych sąsiadów. W pierwszej chwili myśleliśmy, że wprowadziło się stado koni. A to tylko rodzinka z dwójką dzieci (3 + 6 lat) i psem do kompletu. Pokój połączony z jadalnią mają duży, teren do biegania jest. I najmłodsze (łącznie z psem) korzystają z tego z upodobaniem od rana do nocy. Niejednokrotnie biega za nimi i mama. A Basia jest dosyć masywną istotą, wysoką, słusznych rozmiarów. Na dokładkę niesamowicie gadatliwą. Ma to swoje plusy, przy wieściach dotyczących tarasu, pękających tam płytek i odkładanego remontu. Ale już wieści, o jej poczęciu (ze szczegółami dotyczącymi zabezpieczenia), danych personalnych (łącznie z nazwiskiem i drugim imieniem), byłego adresu zamieszkania połączonego z problemami spadkowymi i rodzinnymi, pracą męża w Norwegii, wszystkimi chorobami jej i informacją o zdiagnozowanym ADHD jednego z synów, który prócz tego ma ponoć zaburzenia socjologiczne i jeszcze nie czuje zadawanego bólu (?). Żeby było weselej właśnie ów syn polubił poranne przybijanie piątki mojemu i chętnie by go do domu zapraszał (wbrew zaburzeniom). Basia nie omieszkała podzielić się również wiadomością, iż jest w trzeciej ciąży, nie stać jej, nogi jej puchną i nie wie co zrobić. O matko. A myślałam, że to ja jestem gadułą i bardzo otwartą na świat i ludzi istotą. Jednak chyba są jakieś granice. Na szczęście sąsiedzi wyprowadzają się w lipcu (oczywiście wiem dokąd) i tylko mam nadzieję, że podejmą dobrą decyzję odnośnie dzieciątka, a za nich wprowadzi się mniej tupiące stado.


 

wiosenny

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s