Profesjonalne

Domowe spa nie ma porównania do centrum zdrowia i urody z prawdziwego zdarzenia. Wykorzystałam wreszcie kupon na zakończenie firmowej działalności i spędziłam dwie godziny w strefie wellness, kąpiąc się w jacuzzi, wygrzewając w łaźni osmańskiej, aromatycznej i parowej. Potem był półgodzinny zabieg pod hasłem „dotyk jedwabiu”, który jedwabiem okazał się dopiero na koniec. W trakcie był niesamowicie intensywnym peelingiem cukrowym połączonym z masażem całego ciała. Tarcie, masowanie i gorący prysznic poprawiły ukrwienie i wygładziły skórę. A na zakończenie, masaż pleców i szyi z olejkiem. Miód dla moich miejsc bólowych, dla rozluźnienia i odstresowania. Po całej akcji czułam się jak nowo narodzona..

 

Wprawdzie po rajskich przeżyciach trzeba było powrócić w tempie do rzeczywistości, ale już ze zwiększoną mocą. Ugotowałam obiad, pojechałam z Małym na kontrolę do chirurga (jest ok, kolejna za pół roku) i ekspresowo łapałam listę z podpisami do walki o nasz wakacyjny ośrodek nad jeziorem.

Ponoć chcą go zamknąć z racji nierentowności, ale stali bywalcy rozpoczęli batalię na wszystkich frontach. Miałam 12 lat kiedy rodzice zabrali nas tam pierwszy raz pod namiot. Spędzaliśmy razem czasem dwa pełne miesiące wakacji, pokochaliśmy to miejsce jak drugi dom. Tata już się tak zadomowił, że jak tylko ma trochę wolnego, od maja do października jeździ tam co i rusz. Znają go wszyscy, a gdyby mógł kupiłby ziemię i wybudował tuż nad jeziorem letniskowy domek. Ale ziemia należy do lasów państwowych, jest tylko ten ośrodek i dom leśniczego. Zbliża się termin spotkania z panią Kanclerz i mam nadzieję, że rozmowy i podpisy na trzech pełnych listach uratują to miejsce przed likwidacją. 

 

Z racji dalszego ciągu remontowego częściej bywam u rodziców. Choć wcale nie tak łatwo złapać ich w domu. Mama dostała się na darmowe ćwiczenia rozciągające, zapisała na język angielski, dwa razy w tygodniu śpiewa w chórze i jeszcze z Tatą baluje na kursie tańca towarzyskiego. Pełno jej wszędzie, a że dojeżdża komunikacją miejską, trzeba umawiać się na godziny. Zadeklarowałam, że z ćwiczeń będę ją odbierała autem, żeby sama późnym wieczorem nie wracała z centrum. Cieszy mnie bardzo, że chce jej się chodzić na te wszystkie zajęcia, bo wraz z jesienią miała spadek formy. Na szczęście energia powróciła i jeszcze nam jej dodaje, bo aż się chce działać i tworzyć. Na razie tworzę kolejne przebranie dla smyka. Kapelusz pożyczony, spodnie wyprane, jeszcze doszyć futro do kamizelki i będzie pastuszek jak malowany. Mały już wiersz na jasełka recytuje, ciekawe czy tym razem będzie w stanie zaprezentować go przed publicznością. Zobaczymy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s