Rejs i latino

Uwielbiam weekendy pełne niespodziewanych zdarzeń 🙂 Zwłaszcza wtedy, gdy się chce i energia dopisuje. Co wcale nie bywa zawsze i wszędzie.. Tym razem nadeszło takie połączenie i to na dokładkę wraz ze słońcem. 

Zaczęło się od piątkowego wyjścia najmłodszego do przedszkola, czyli po długim czasie jego chorowania i pobytu w domu, złapałam trochę oddechu. Wprawdzie nie obyło się bez zakupów i gotowania, ale był też czas na film i książkę.

 

 

 

pod palmami

 

 

 

Sobotni Dzień Chłopaka spędziłam z moimi mężczyznami na festynie pod palmami, na który załapała się też moja Mama. Tata akurat wybył na ryby i grzyby, więc chciałam zagospodarować czas jego ukochanej. Było tworzenie statków z papieru i przystrajanie ich pomponami. Były balony zamieniane w zwierzaki, babki z piasku i znienacka – zaproszenie na rejs motorówką po rzece. Chłopaki nie dotarli, bo Mały uparł się, że zamiast pływać woli jeździć hulajnogą. Ale my z Mamą zachwycone i z wiatrem we włosach podziwiałyśmy okolice wyspy. 

 

 

 

rejs


 

 

Potem doczytałam, że wieczorem odbędą się warsztaty tańca, prowadzone przez instruktora szkoły salsy, baciaty, kizomby, czaczy, samby i tym podobnych klimatów. Chętne koleżanki wykruszyły się przed samą imprezą, więc wybrałam się z Mamą. W sali wielu chętnych, ustawiono nas parami w kilku rzędach i po rozgrzewce trenowałyśmy podstawowe kroki baciaty. Śmiechu było dużo, zwłaszcza mojego, bo musiałam robić za męską stronę. Co okazało się dużym wyzwaniem. Po godzinnym kursie zostałyśmy na imprezie próbując tańczyć i obserwując pary wirujące profesjonalnie. Wieczór prawie super.. brakowało mi Mężulka, który musiał zostać z naszym maluchem – ponownie zakatarzonym. Nadrobiliśmy wieczornym seansem filmowym z „Infiltracją”, a wczoraj z „Niebiańską plażą” dla przypomnienia. 

 

W niedzielne przedpołudnie wybrałam się z Mamą na targi nieruchomości i wystroju wnętrz, tak sobie pooglądać i dotrzymać jej towarzystwa, póki Tatko nie wróci. A po obiedzie z moimi chłopakami na spacer, grę w piłkę i lody.

Weekend zakończył się jeszcze jedną niespodzianką – Monika już urodziła! 🙂 Kilka dni przed terminem, ale najważniejsze, że szczęśliwie. Kubuś piękny i zdrowy, duży jak na jej drobną urodę. Cieszyliśmy się wraz z nią i gratulowaliśmy z całego serca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s