Malowanie

Zanim owe plany urlopowe, pojechaliśmy wreszcie na krótką wizytę do Zosi.. Odkładaną dwukrotnie, z racji zdrowotnych i czasowych. Czekała na nas cierpliwie, ze ścianą w białe ciapki, przygotowaną pod malowanie kilka tygodni temu. W piątek padał deszcz, więc odwołałyśmy z Moniką spacer i miałam czas spokojnie się spakować. Idzie mi coraz lepiej, bo każdy mały wypad uczy mnie zabierania coraz to mniejszej ilości rzeczy. Przeanalizowane zestawy praktyczne plus jeden wyjściowy, w razie jakiegoś spotkania ze znajomymi. A dla Małego już mniej ubrań zapasowych, jedynie branie poprawki na brudzenie się w ogrodzie i ewentualną niespodziankę bez pieluchy. Choć można z dumą przyznać, że od momentu całkowitego zdjęcia pieluszki jest sucho i po nocy i po podróży. Jeszcze się asekurujemy, ale po zużyciu pieluch z ostatniej paczki kończymy i ten etap. Tak już chyba będzie przy dziecku.. i radość, że rośnie i staje się coraz bardziej samodzielny i smutek, że to już. Zosia widząc go tylko raz na jakiś czas, jeszcze bardziej dostrzega zmiany. Teraz zaskoczona była i śmiała się z „poważnych” rozmów prowadzonych z naszym szkrabem. Taki mały mądralek już z niego 🙂 

 

Oni sobie debatowali, ja pojechałam tradycyjnie na rynek, a Mężu wziął się za malowanie. Pokój przeszedł przepiękną metamorfozę z łososiowego różu w jasno-beżowy odcień. Od razu zrobiło się bardziej elegancko i ciemnobrązowe meble przestały się gryźć z łososiem. Czuję że po tej odmianie pójdzie w ruch nowa aranżacja przestrzeni, więc przy kolejnej wizycie będziemy się na nowo oswajać. I wcale się tym Zosi chęciom nie dziwię, bo i we mnie budzi się zew do zmian. Na samą myśl o nadchodzącym remoncie. Już mam wizję małych lampek w podwieszanym suficie, lekkich rolet w miejsce drewnianych żaluzji i zasłon, które trochę ocieplą pokój. Ale od wizji do realizacji jeszcze daleko, choć już wstępny plan jest. I zapowiedziany przyjazd Damiana, który wraz z Mężem solidnie wykona to, co spółdzielnia zrobiłaby na odwal. Nie mówiąc już o różnicy w cenie..

A że oszczędności bardzo się teraz przydadzą, to można zaliczyć do nich i kwiaty, których w tym roku na balkon w ogóle nie kupowaliśmy. Przywieźliśmy za to kolejną partię od Zosi z ogrodu, tym razem w pomarańczowych barwach i dużej ilości. Jeśli przyjmą się u nas w skrzynkach, wreszcie będzie kolorowo i klimatycznie. Taka namiastka lata, w miejsce obecnej kapryśnej pogody..

 

 

 

słoneczne kwiaty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s