Fryz

Mieszkanie odgruzowane, jedynie paneli domyć nie można, bo biały pył wlazł w każdą dziurę. Nic to, przecież i tak trzeba będzie je wymienić, jak i odświeżyć całe mieszkanie. Zaniosłam do spółdzielni dwa pisma, jedno dotyczące ściany, drugie sufitu. Na widok zdjęć, panie z kancelarii wydały okrzyki zgrozy. Nie mogły uwierzyć, że w nowym budownictwie dzieją się takie rzeczy. Jak widać dzieją się, dzieją i to jeszcze nie koniec. Na gołym betonie widać bowiem pęknięcia. Pisma jednak odniosły skutek, bo prezes zainteresował się sprawą i przyspieszył temat. Dziś inspektor ma robić kolejne zdjęcia i ustalamy termin prac remontowych. 

 

Po domowych perturbacjach przydało się trochę relaksu.. Pogoda popsuła wprawdzie plenerowe plany, ale z parasolem też można było coś obejrzeć. Miały być zawody jeździeckie, tymczasem konie stały pochowane w prowizorycznej stajni pod namiotami. Błoto na terenie stadionu utrudniało do nich dojście, ale jak się ktoś uprze to i buty ubłoci by dopiąć celu. Zwłaszcza, żeby podziwiać piękny fryz u konia i pozazdrościć mu trochę gęstości włosia. A co do fryzur, to moje chłopaki ruszają w czwartek do fryzjera i mam nadzieję, że wrócą bez takich, mało męskich, grzywek jak u Sułtana 😉

 

 

 

fryz

 

 

 

Wieczorem, znienacka, dostałam zaproszenie do Hani na pogaduchy wraz z Sylwią i wzniesienie toastu za Wnusię. Zasiedziałyśmy się we trzy do pierwszej w nocy. Byłyśmy bez dzieci, więc spokojnie mogłyśmy o wszystkim pogadać, przy lampce morelowego likieru. Obejrzeć ostatnie zdjęcia, powspierać się w naszych problemach i obdarować Hanię prezentami dla niej i małej dziewczynki. 

A w niedzielę odwiedziliśmy mały, pchli targ z używanymi rzeczami i zrobiliśmy spacer z lodami w dużym parku. Monika zrobiła rezerwację w pizzerii i wraz z jej mężem i naszymi synkami zasiedliśmy w lokalu, by świętować urodziny Igorka. Fajnie się rozmawiało, debatowaliśmy o dzieciach, przedszkolu i oczywiście naszej katastrofie budowlanej. Ich też czeka wymiana okien i warto wiedzieć, że spółdzielnia dofinansowuje taką akcję. Pizzy zamówili tyle, że dostaliśmy jeszcze na wynos, więc na poniedziałek miałam obiad z głowy. Zostaliśmy jeszcze obdarowani Moniki dżemem truskawkowym i koniec tygodnia był zdecydowanie bardziej sympatyczny, niż jego początek. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s