Tańce i potrzeby

Pogoda bywa ostatnio zaskakująca. W czwartek i piątek upały ekstremalne, plażowanie, babki z piasku i relaks nad wodą. A potem przeskok z 30 stopni na 18. Taka akcja potrafi wytrącić z równowagi, a i zakłócić „perfekcyjnie” spakowany zestaw ubrań dla najmłodszego. Wprawdzie nie przydał się zapas krótkich spodenek i pluszowa, ciepła bluza, ale za to ubieranie na cebulkę mamy dopracowane. Weekend spędziliśmy u Zosi, świętując teraz u niej urodziny i imieniny moich chłopaków. Ostatnim rzutem na taśmę, mechanik wyczyścił zawór od e-czegośtam i odebraliśmy strzałę, tuż przed wylotem. Zawór prędzej czy później będzie do wymiany, co oczywiście pociągnie większe koszty. Ale bezcenna jest świadomość, że jednak później.

 

A u Zosi, sympatyczny czas.. Połączony z tortem, prezentami i życzeniami. Do tego ogród, bańki mydlane i ślizgawka w okolicy. Na rynek oczywiście się wybrałam, tym razem z myślą o Dniu Mamy i ładnej bluzce na jej święto. Miałam też nadzieję, na upatrzone wcześniej, beżowe czółenka. Jednak ktoś zakupił dwa różne rozmiary, jednej pary. A jakoś tak niefortunnie, nie jestem posiadaczką jednej stopy dłuższej od drugiej. Na pocieszenie nabyłam dziecięciu niebieską piłkę. Co i u mnie wywołało radość, równoważącą smutek przez tylko jeden pasujący but.


Za to na sobotnią imprezę, miałam tak wygodne buty, że przebiłam w tańcu młodocianych (w przykrótkich spodniach pod tytułem „mam wodę w piwnicy”) i męczące się na szpilkach piękności. Wysokie traperki dały radę przez cały set DJ-a Matysa, który zagościł za konsolą. I choć festiwale Sunrise to nie moje klimaty muzyczne (mimo iż w latach 90-tych i tego się słuchało, wśród DM, The Cure, U2, Prodigy, rocka, punka i innych, łagodniejszych) to wpadłam w taki trans, że ani na chwilę nie przestawałam tańczyć. Gdy Mężu i Damian już wymiękali, u mnie nastąpił przyrost mocy, a Matys zaczął grać dopiero o 1 w nocy. Tak to czasem bywa, jak się matka wyrwie na parkiet 😉 

 

Niestety, na drugi dzień, lekko owa matka nie ma.. W kolanie coś strzyka, biodro daje się we znaki i człowiek tylko marzy, żeby zalec i nie ruszać się przez całą niedzielę. A tu dziecię wyspane, radosne i domagające się zabaw. Do tego pilnowanie, by przeszło „suchą nogą” przez kolejne chwile odstawiania od pieluchy.

Mija pierwszy tydzień tego ważnego etapu i postępy są widoczne, aczkolwiek jeszcze nie do końca opanowane. Potrzeby owszem są zaznaczane, ale bywa, że po fakcie. Najważniejsze jednak, że krok po kroku idziemy w wyznaczonym, łazienkowym, kierunku.

I z tej okazji let’s dance, bo czemuż by nie 🙂

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s