Musiu, Tusiu

Nie ma to jak umyć okna i zobaczyć je, na drugi dzień, zachlapane deszczem. Cóż.. prawdziwy kwiecień-plecień. Słońce naprzemiennie z deszczem, grad, wiatr i skoki temperaturowe. Trzeba się ubierać na cebulkę i żonglować czapkami dla dziecka. Od cieńszej bawełnianej, przez średnią, po grubą zimową. A już jadąc samochodem raz otwieramy okna, innym razem włączamy ogrzewanie. I gdzie się podział ten ciepły dzień z weekendu, gdzie można było złapać tulipany w słońcu? Trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na prawdziwe ocieplenie.. 

 

 

 

chcemy słońca

 


 

Już wiadomo, że Zosia na Wielkanoc nie dotrze, jedziemy więc do moich rodziców. Choć świąteczny obiad stanął pod znakiem zapytania, gdyż Tatko wylądował na kolejnym zabiegu. Dwa razy łatane ścięgno ma się już całkiem dobrze, ale okazało się, że poluzowana jest śrubka łącząca. Jutro odbieramy pacjenta ze szpitala i oby do majówki temat mu się zagoił, bo przecież nie wyobraża sobie nie jechać na ryby. Choćby nawet miał łowić tylko z pomostu. Mama oczywiście cała w stresie, ale na takiego uparciucha nie ma mocnych.

Na szczęście reszta rodziny zdrowa. Udało się dokończyć Małemu szczepienie przeciw ospie, Mężu śmiga na zabiegi kręgosłupowe, a ja rozruszałam się przy domowym sprzątaniu i moich ćwiczeniach. Staram się też zdrowiej jeść i unikać słodyczy, dziś nawet przy wizycie Kasi nie wylądowały na stole żadne ciastka. Zrobiłam za to mieszankę kasz z zieloną soczewicą i różnymi, świeżymi warzywami. Jutro wstępnie jestem umówiona z Hanią i też coś trzeba będzie wymyślić, żebyśmy nie dopadły się do czekolady. Post ma w sobie dużo plusów i jest bardzo mobilizujący do walki z pokusami.. 

 

Dziecięciu naszemu jutro też zrobię coś lekkiego do zjedzenia, ale tak myślę, że już w sobotę mięso mu podam. Co jak co, ale po pierwsze lubi, a po drugie wtedy wiem, że prawdziwie się najadł. Łasuch jest zresztą z niego niesamowity i gdyby mógł, to by co chwilę zajadał. Wiem, że nadrabia jeszcze po ostatniej chorobie, ale też już widać, że potrzebuje więcej jedzenia, bo rośnie jak na drożdżach. Zaczyna do tego mówić pełnymi zdaniami. Poranek na przykład wita radosnymi słowami – nie ma nocy, jest dzień! Albo raczy nas stwierdzeniem – nie ma dziadzi w domu, jest bacia Kysia. Rezolutny i sprytny się robi, już wie, że kiedy się o coś uderzy to trzeba lecieć do mamy po buziaka. A jak się chce przytulasa wystarczy zawołać – musiu (brakuje jeszcze ma, do pełnego mamusiu) albo tusiu, co niezmiennie nas rozczula 🙂 

Ilość nowych słów jest już tak duża, że nie nadążam z zapisywaniem. Liczenie od 1 do 10 stało się wielką frajdą i popisowym numerem przed gośćmi. Słowa – buzia, ciepło, zimo (zimno), pada deszcz, daj kapcie, stawaj (wstawaj), żów, chrum chrum, żaba, rzwi (drzwi) – i wiele wiele innych stają się już normą. A budowanie zdań wyzwaniem i wyższym stopniem wtajemniczenia. Teraz tylko dostać się do przedszkola i ruszyć z poznawaniem świata na całego..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s