Rodzinny piknik

Z pewną dozą nieśmiałości stwierdzam, że na dzień dzisiejszy wszyscy zdrowi 😉 Choć przyznaję, że już został w tyle głowy ślad niepewności.. Bo po ostatnich atrakcjach mam świadomość, że w dzień kolejny wszystko może się przy dziecku zmienić. Oczywiście oby nie i oby jak najdłużej trwał czas bez żadnych chorób. Ale leki w razie różnych wyskoków przygotowane. My bardziej ostrożni, większe pilnowanie mycia rąk i zawsze przy sobie mokre chusteczki. Tyle, że przed bakteriami i wirusami trudno się bronić..można jedynie próbować.

 

A wręcz trzeba, bo kiedy tylko pogoda za oknem robi się prawdziwie letnia, to już tylko zapakować trochę prowiantu i heja na łono natury. Ale zanim na owe łono ruszyliśmy, przybyły moce na generalne porządki. Dawno tak w domu nie furczało, odkurzanie pod kanapą, pod pralką, we wszystkich kątach, po wszystkich zakurzonych powierzchniach. Balkon wypucowany, okna na razie po części, bo sił po dwóch dniach sprzątania zabrakło. Uporządkowałam buty, wywalając 4 pary staroci, zapastowałam kozaki i schowałam je, żeby już nie straszyły wiosny. Łazienka lśni, pranie suszone już na balkonie, mieszkanie wywietrzone z każdej strony. Uwielbiam taki porządek, od razu lepiej się oddycha, przyjemniej zasiąść do odpoczynku, kiedy nic nie razi oka. 

 

A potem można sobie pojechać na pierwszy piknik w plenerze. Razem z Beatą i Oliwerem, w dobrych humorach po domowym huraganie. Słońce, koc, pierwsze ognisko, pieczone kiełbaski..

 

 

 

pierwsze

 

 

 

totalny relaks, a na dokładkę mini zoo ze zwierzakami do obejrzenia. Mały nareszcie zobaczył na swe oczy kangura, zebrę, lamę, małpy, jeżowce, surykatki i inne stworki, które do tej pory oglądał tylko w bajkach. Fajne miejsce i to całkiem blisko miasta, pogoda dopisała, więc nic tylko chłonąć przyrodę.. Jedynym minusem był klaun, o bardzo irytującym głosie, ale nie czepiajmy się szczegółów 😉 

 

 

 

 

mini

 

 

 

Po powrocie w domu mały odpoczynek, przeskok w bardziej wyjściowy ciuch i wybrałyśmy się z Beatą do pubu. Na pogaduszki i by obejrzeć lokal, którego kiedyś byłam częstym bywalcem. Miejsce przyjemnie odnowione, z drugim piętrem, bardziej eleganckim ale z zachowanym klimatem pasującym do alternatywnej muzyki. Potem już poszłyśmy za ciosem zmieniając rejony na bardziej rockowe. Choć i lata 80’te się trafiły i najnowsze przeboje. Wieczór udany i tylko powrót trochę późny mi wyszedł. Potem trzeba było odsypiać w niedzielę i zbierać siły aż do obiadu. Za to po obiedzie dotlenianie nad Odrą, mały spacer i zabawy najmłodszego na plaży. Jak zwykle weekend minął zbyt szybko, ale cieszę jeszcze na poniedziałkowe spotkanie z Betą u nas. To będzie miły początek nowego tygodnia..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s