Jednak disco :)

Znalazły się i moce i chętne do tańczenia 🙂 Dzięki temu, że położyłam się spać na drzemce Małego i ja miałam energię na wieczorne wyjście. Choć szykowanie się, fryzura, malowanie paznokci i wybieranie sukienki wcale nie należały do najłatwiejszych zadań. Tak dawno nigdzie nie wychodziłam, że wyszłam z wprawy.. Kiedyś wystarczyła godzinka, teraz wędrowałam po mieszkaniu kompletnie zdezorganizowana. Tu do łazienki, tu do szafy, do kuchni – przygotować chłopakom coś na kolację. Ubrania wywalone z szafy, bałagan ogólny, dziecię się kręci i ogólny chaos. Dopiero jak panowie wyszli z domu na spacer, mogłam na spokojnie wszystko poukładać, nakręcić włosy i zrobić manicure. Sukienka, krótkie kozaczki na obcasie, bransoletka i mała torebka z tym, co niezbędne i byłam gotowa. Zabrałam się autem z Sylwią i jej siostrą i podjechałyśmy już do Katariny. 

 

A tam muzyka, gwar i przekrzykiwanie się dziewięciu babek! Smakołyki na stole, koreczki, oliwki, grillowany kurczak, różne sałatki i drinki dla humoru. Debaty o facetach, o związkach, różnych przeżyciach i oczywiście o dzieciach. Większość koleżanek z tej ekipy już po porodach, dwie przed, więc nasłuchały się naszych opowieści. Fajna atmosfera, luz kompletny, wspólne malowanie Sylwii, która miała w planach powrót po domówce, ale dała się namówić na wyjście do lokalu. Wszystkie się kręciły, poprawiały make-up, a ja już nogami przebierałam do tańca i doczekać się nie mogłam. Wreszcie, grubo po 24, dotarłyśmy do lokalu, wraz z całym tłumem nocnych imprezowiczów.

 

 

 

 

disco

 

 

 

 

A tam szaleństwo na parkiecie, akurat muzyka life, gitara i covery najnowszych przebojów. Później już DJ, dużo radiowych kawałków, ale i stare, znane utwory, zmiksowane z dużą energią. Katarina jakimś cudem załatwiła kawałek loży, do tego drinki i można było ruszyć w tany. Muzyka nas porwała i tak się fantastycznie tańczyło, że gdyby nie obcasy, to bym z parkietu nie schodziła. Co jakiś czas tylko przerwa, bo gorąco było jak latem. Ochłodzenie i z powrotem tany. Spotkałyśmy z Sylwią naszego kolegę znad jeziora. Żona mu wraca dopiero w maju z amerykańskiej emigracji, więc trenuje swoje umiejętności w salsie i sambie ze znajomymi. Ona też tancerka wyśmienita, dobrali się idealnie. A my z dziewczynami, to razem, to osobno, ale niezmiennie jak nakręcone na taniec. Czas poleciał momentalnie, bawiłabym się i do samego rana.. ale ciągle w głowie świadomość, że Mężu nie prześpi połowy nocy, że Mały obudzi mnie po niewielkiej ilości snu. No ale nie dało się wyjść wcześniej.. nie dało.. Wróciłam do domu przed 4 i tylko dziękowałam, że chłopaki pozwolili mi później odespać tę szaloną noc. Pozbieraliśmy się jakoś pod wieczór, dopiero był spacer i podjechaliśmy jeszcze na lody, by wspólnie zakończyć pełen emocji weekend. Następny taki za trzy miesiące, ale tym razem, jeśli tylko zdrowie dopisze, potańczymy już całą rodzinką 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s