Nosz

Rodzice postarają się zapisać wspomnienia dla dzieci i wnuczka, ale z tego co mówią, coraz mniej pamiętają.. Bywa jednak tak, że bardziej pamięta się dzieciństwo niż najbliższe dni, więc coś tam może uda im się w pamiętnikach napisać. Problem w tym, że Tato znowu wylądował w szpitalu. Podczas rehabilitacji i niefortunnego poślizgu na oblodzonych schodach połatane ścięgno nie dało rady i trzeba było szyć na nowo. Już jest po zabiegu, szyna gipsowa założona i znowu leżenie, by wszystko dobrze się zrosło. Kolejne stresy u rodziców i nerwy u nas też.. Ponieważ jednak tym razem Brat był na miejscu i mógł zawieźć i odebrać Tatę, to my mogliśmy odwiedzić Zosię. Teraz od jej pracy zależy, kiedy będzie miała wolny czas i musimy się jakoś dostosować, żeby i ona mogła nacieszyć się wnuczkiem i spotkaniem z nami..

 

 

 

 

babuni ;) 


 

 

Czas spędziliśmy całkiem sympatycznie, były ciacha, tort i nalewka babuni. Zosia jak zawsze przyjęła nas pysznym obiadem i jeszcze na wynos się dostało. Dziecię bawiło się całymi dniami, a i my mogliśmy wyjść w sobotę na pizzę, frytki i małe piwko w towarzystwie kolegi Damiana. Pogadaliśmy o tym co u nas, co u niego, jakie ma plany na najbliższy czas.. A plany ma dość poważne, bo chce rzucić męczącą pracę i otworzyć własną działalność. Niełatwa to decyzja i załatwianie całej sprawy, ale.. do odważnych świat należy. 

W Dzień Dziadka na szczęście Tatko już był w domu, można mu było złożyć życzenia i wesprzeć, że wszystko będzie dobrze, byle by tylko dbał teraz jeszcze bardziej o nogę i dał jej się porządnie zagoić.

Ten dzień spędziłam na spacerze z Natalią i jej małą córeczką o błękitnych oczach. Bardzo bym chciała, żeby kiedyś przyjechali do nas na weekend, jakiś letni, byśmy mogli się wybrać i nad morze. Fajna z niej kobietka, swego czasu szalałyśmy razem na niejednej imprezie. Kiedy Mężu zaprosił mnie na pierwsze Andrzejki, poznałam tam i Natalię z jej ówczesnym chłopakiem. Razem z nimi i z Damianem tańcowaliśmy do białego rana, a później były i ogniska, dyskoteki i domówki wraz z Sylwestrami. Powspominałyśmy tamte czasy i choć odrobinkę brakuje tego luzu i swobody, to jednak nasi mężowie i nasze dzieci okazały się tym, co najlepsze na świecie 🙂

 

I z taką myślą rozpoczęłam nowy tydzień, tradycyjnie piorąc, ogarniając pośniegowe błotko z korytarza, gotując obiad i z braku pieczywa – piekąc bułki na kolację i dzień następny. Po tym pieczeniu po raz kolejny stwierdzam, że przydałby mi się piekarnik z termoobiegiem. Gazowy przypieka za mocno od dołu, a górę trzeba obracać, bo by była niedopieczona. Kiedy jednak przeglądam ofertę kuchenek i czytam opinie, to już sama nie wiem czy trafi się dobry model, bez wad. A to głośno chodzi, a to palnik za duży i przypala płytę, a to zapalarkę trzeba długo trzymać żeby płomień zaskoczył, albo półka na blachy i pokrywki za mała.. Wady w naszej mamy już przynajmniej poznane i w miarę opanowane 😉 

 

 

 

 

buły

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s