Num num

Z racji mężowego urlopu chcieliśmy wyruszyć w jakąś podróż, żeby dobrze wykorzystać te wolne dni. Tymczasem zasypało nas śniegiem – nareszcie! Dalszych podróży się odechciało, bo wizja sanek stała się realna. Zanim jednak na sanki, wybraliśmy się na basen. Dziecię zdrowe, czas jest i to z samego rana, kiedy trwa promocja pod hasłem trzy godziny za cenę dwóch. Tak oto wskoczyliśmy do ciepłej wody (30 st. C) i po przełamaniu pierwszych lęków Synek rozkręcił się na całego 🙂 Ja natomiast byłam zachwycona wodnymi masażami, które z siłą wodospadu rozmasowały nadwyrężone plecy i biodra. Rozruszałam się w tej wodzie, popływałam, ogrzałam się w solance i nawet zaliczyłam zjazd na kole. Chłopaki ze zjeżdżalni mogliby nie schodzić, tak się im spodobały wspólne zjazdy. Szok, że Mały się w ogóle nie bał, co chwilę wołał „ziiuumm ziuumm”, a jak nie mógł zjeżdżać, to z wody wychodzić nie chciał. Num num oznaczające plum plum powtarzał jeszcze w drodze powrotnej, na szczęście wyganiany i wypływany, zjadł i zasnął w moment. Być może we śnie nadal urzędując na kolorowych zakrętach..

 

 

 

zium

 

 

 

 

Od czasu basenu to już tylko sanki i sanki, czyli zium w innej wersji. Dziecię zapakowane w kombinezon, zjeżdża z odwagą godną mistrza nawet na brzuchu, głową w dół! Wie, że pod górę trzeba złapać się rurek, że nogi muszą iść na płozy, bo inaczej hamuje. Ja w ogóle nie wiem, skąd taki dwulatek tak szybko wszystko łapie, jak to się dzieje? 🙂 Normalnie nie idzie za nim nadążyć.. Miałam wizję dzieciątka, zapakowanego w futro z wózka, siedzącego grzecznie w sankach z oparciem i jadącego spokojnie na naszym spacerze. Tymczasem mały sam na sanki wskakuje, schodzi by porzucać śnieżkami, wtyka kije w śniegowe zamki. I na dokładkę oparcia w sankach brak. Dopiero zamówiłam, choć zastanawiam się czy był sens.. W tej właśnie chwili moi panowie są na pobliskich górkach, wyglądam przez okno, macham do Syna, a ten woła – Mama ziuumm! i wędruje przez śnieg do kolejnego zjazdu.. Na następną zimę pewnie trzeba będzie już szukać nart z kijkami.

Na pocieszenie moich myśli, o szybko upływającym czasie, Mężuś zabrał nas ostatnio na deser do kawiarni i tuż po śniegowym spacerze delektowaliśmy się słodkością lodów z bitą śmietaną. W ramach obrony przed kumulacją nadmiarowych kilogramów zaczęłam więc trochę ćwiczyć. Mamy zamiar też częściej odwiedzać basen, planuję wypad niedługo na łyżwy i jeśli się uda wygenerować trochę czasu chciałabym ruszyć wreszcie z powrotem na fitness. Dzisiaj jadę z Synem jedynie do Dziadków, żeby Mąż miał trochę czasu na regenerację przed powrotem do pracy. Trzeba jakoś przetrwać tę zimę 😉

 

 

 

z podróży na basen

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s