I po świętach

Trochę nam się przeciągnęło to całe świętowanie, dziś dopiero powróciliśmy z wojaży, więc jeśli znajdzie się trochę czasu jutro, to zasiądę do pisania.. Tylko jak ten czas znaleźć, kiedy pranie, sprzątanie, gotowanie i zakupy czają się za rogiem? Że nie wspomnę o Nowym Roku, który czai się tym bardziej 😉

 

 

Wigilia u rodziców była bardzo wyluzowana, z racji braku sił roboczych na stole stanęło pięć głównych potraw i nikt sobie nie zawracał głowy 12-toma. Najważniejsze, że było to, co najsmaczniejsze i co wszyscy lubią. Pierogi drożdżowe z kapustą i grzybami, ryba w cieście śmietanowym, barszcz, ryba po grecku i kapusta z grzybami. Na deser tona ciasta, ale o tym lepiej nie wspominać.. Dwie kolędy odegrałam w delikatnej formie, Tata poleciał od razu po swoje harmonijki ustne i próbowaliśmy stworzyć duet. Choć w wyniku wysokiej tonacji gitarowej, ciężko było się dopasować.. Mama oczywiście na granicy wzruszenia, maskowała łzy poszukiwaniem „Opowieści wigilijnej” w tv, którą jednym okiem później oglądaliśmy. A Brat pokazywał zdjęcia widoków z Peru i Boliwii.. Mały miał zabawę z wielkimi puzzlami i dominem w zwierzaki, które przyniósł mu pod choinkę „duży pan”. Duży pan vel Mikołaj poszalał w tym roku, więc dywan usłany po brzegi i żeby odkurzyć Mężu będzie miał dużo do odgruzowania. 

 

 

 

 

Duży Pan

 

 

 

Ciąg dalszy tych rodzinnych Świąt spędziliśmy już w rejonach Męża u Zosi. Na stół poszły kotlety, bigosy, pieczona kaczka i krokiety, więc przez kilka dni objadaliśmy się do pełna mięsiwem. Nad czym teraz ubolewam, ale cóż.. takie są konsekwencje wszelkich pyszności w nadmiarowych ilościach. Trzeba było później trochę pospacerować i oderwać się od stołu, by choćby uzupełnić w sklepie dziecięce napoje. Udało nam się nawet wyjść tylko we dwoje, na małą randkę. Trwała zaledwie dwie godzinki, ale powspominaliśmy sobie nasze początki, przetańczone do rana pierwsze andrzejki i podróżowanie pociągiem w tę i nazad by spędzić ze sobą każdą możliwą chwilę.. Tymczasem Synek kończy już dwa lata, za pół roku kolejna rocznica ślubu, a za pasem Nowy Rok, który zgodnie ze swoją nazwą przyniesie dużo nowego. Oby to nowe było dobre.. bo nawet końcówka tego roku dała nam do wiwatu. U Zosi i tak posiedzieliśmy dzień dłużej, ale mogliśmy spokojnie zostać do końca tygodnia. Albowiem okazało się, że teraz choróbsko dotarło do Moniki syna i z naszego wspólnego Sylwestra nici. Także kolejna „niespodzianka” na zakończenie roku. Niech się więc już kończy ten 2016 i rozpocznie nowy rozdział w księdze życia, ze szczęśliwą siódemką w tle 🙂

 

 

 

Świetlisty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s