Folklor

Skrzydła jeszcze na stanie, a to za sprawą kolejnej rocznicy naszego pierwszego spotkania.. Taka niepozorna data, a jak wiele w naszych życiach zmieniła. Wprawdzie nie od razu, bo jeszcze po tym spotkaniu najeździliśmy się pociągami do siebie w tą i z powrotem przez ponad rok.. Ale te podróże, utęsknienia i radości z każdej wspólnej chwili wspominamy do dziś z uśmiechem. Z tej oto okazji upiekłam dla Mężulka muffinki i przystroiłam je na wesoło – wprawdzie trochę folklorystycznie mi wyszło, bo lukier w łowickich barwach i wzory mało pomysłowe.. ale grunt, że smacznie było. Przepis od Moniki sprawdził się idealnie i można powiedzieć, że przy okazji potrenowałam babeczkowe wypieki przed urodzinami Syna. Jeszcze by się przydał jakiś dobry plan na kruche ciastka, to już bym miała i pomysł na świąteczne ozdoby 😉

 

 

 

 

kolorki

 

 

 

A Syn nasz już i przy pieczeniu pomaga, mąkę przesiewa i zupy ze mną gotuje. Widać, że sprawia mu to przyjemność i w ogóle lubi być potrzebny i ważny. Na rytmice jednak czuje się jeszcze trochę niepewnie. Trzyma mnie cały czas za rękę i dopiero może ze dwa okrążenia przy marszu zrobił samodzielnie. Myślę, że jeszcze z miesiąc będzie potrzebny, żeby nabrał pewności i odwagi. Ale naprawdę widzę, że takie wspólne zajęcia i ze mną i z innymi dziećmi pomogą mu płynniej przejść w poczet przedszkolaków. Może nawet obędzie się bez histerii, które od września przeżywają dzieci znajomych z piaskownicy. Dobrze, że jeszcze nasz smyk ma czas się przyzwyczaić i poznać trochę inny świat niż dom czy plac zabaw. 

 

Choć oczywiście wraz z rytmiką znowu zawitał do niego katar, przerodził się w kaszel i już asekuracyjnie robimy inhalacje z solą fizjologiczną. Pomagają bardzo i oby jak najszybciej nabierał odporności, bo nie chciałabym z zajęć rezygnować. Mimo katarów energia go nie opuszcza, u Dziadków roznosi zabawki po całym pokoju, lata do naszego pacjenta, woła tup tup i pokazuje, że noga mu nie działa. Za każdym razem mówię Małemu, że jedziemy wspierać i ucieszyć Dziadka, który chodzić teraz nie może. Przytula się więc maluch i przynosi zapasy uśmiechów i radości. Od nadmiaru tej energii też jednak czasem trzeba odpocząć 😉 Dlatego wysyłam chłopaków do chrzestnej Iwony, niech obdarują nią ciocię, a ja będę miała wreszcie czas by porządnie umyć podłogi i całą łazienkę, do tego przejrzeć pościel i w ogóle zacząć ogarniać mieszkanie na przyjęcie gości. Przy dziecku wszystko trzeba rozpoczynać przed terminem.. Czas okrojony, a jeszcze będzie mnie czekało gotowanie i pieczenie, do którego trzeba zaplanować zakupy i menu. Dwa tygodnie zlecą w moment, a po drodze przecież imieniny Mężulka, urodziny Taty i Kiermasz książki, który jest dla mnie równie fajnym świętem. Dzieje się, oj dzieje i to bez ustanku 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s