Jones i menigo

Nowy tydzień rozpoczął się polowaniem na szczepionkę przeciw menigokokom, najpierw odstanie w kolejce po kartę, potem po receptę, a potem się okazuje, że towaru w aptece brak i będzie na zamówienie. Dostawa natomiast dociera w godzinach kiedy Dzieć ma już sobie spokojnie spać, a nie dawać się kłuć. Czyli kolejny dzień mija. Kiedy już udaje się zgrać odbiór szczepionki z brakiem drzemki i dostępnością pediatry okazuje się, że trzeba jeszcze poczekać na główną panią „igłową” i tylko cud, że wbijam się pierwsza w kolejkę, bo tuż za mną ustawiony ogonek do działania przeciw grypie. Najważniejsze, że Syn zaszczepiony, efektów ubocznych na razie nie stwierdzono i noc tuż po – przespana. Uff…

 

Odetchnąwszy po całej akcji wylądowałam na kolejnej, tym razem dentystycznej z osobą własną. Zakończenie leczenia górnej piątki, okupione łzami nad portfelem (na szczęście reszta była bezbolesna 🙂 ) stało się jednocześnie rozpoczęciem, mam nadzieję, dłuższej przerwy od fotela tortur. W ramach świętowania powyższego wybrałam się z Hanią, Emilą i Sylwią na kinowe spotkanie. Nastawiona byłam sceptycznie do „Bridget Jones 3”, tym bardziej, że zwiastun mnie niezbyt zachęcał.. Tymczasem było miło, wesoło, film lekki, odstresowujący i pomimo iż banalny, to całkiem sympatyczny. Pomijając wygląd głównej aktorki, którego niestety nie da się opisać tymi samymi przymiotnikami. Ale nic to, fajnie było i już mamy ustawkę na październikowe kino.

 

 

 

 

 

Tymczasem, mimo jesiennych przesłanek, w domu kwitnąco.. a to za sprawą Mężowej niespodzianki kwiatowej. Kwiaty białe.. jak to niewinność 😉 Ale wiadomo, że czasem za ową niewinnością kryją się różne małe chochliki, tylko już kompletnie nie pamiętam czegóż to one się czepiały. I prawidłowo, lepiej pamiętać tylko to, co dobre i cieszyć oko kwiatami..

 

 

 

niewinnie

 

 

 

A Syna można było ucieszyć pierwszą podróżą autobusem – i to jakże znaczącą, gdyż w Dniu Bez Samochodu. Faktycznie dziś do auta nie wsiadłam, ale nie widać było zbytniego przejęcia się tym świętem na pełnych aut ulicach. Zwłaszcza w szczycie. Za to z darmowych przejazdów cieszyli się „koneserzy” komunikacji miejskiej i nasza rodzinka (która nawet nie wie po ile są bilety). Można powiedzieć, że my przeżywaliśmy tę podróż bardziej. Mały wyluzowany, pokrzykiwał sobie radośnie gdy drzwi się otwierały, zaczepiał siedzących na przeciwko, chwalił się ciastkiem i piciem z butelki sportowej. Na dodatek nauczył się dziś mówić „JA”, czyli już wiadomo, kto w autobusie, w domu i w ogóle wszędzie jest najważniejszy 😉

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s