Szpitalnie

Można powiedzieć, że ów przytup potężnie nami wstrząsnął – zwykły katar w dwa dni zamienił się w kaszel, a ten w wirusowe zapalenie oskrzelików. Po wizycie u pediatry skierowano nas na inhalację, gdyż oddech Synka zrobił się krótki i świszczący. Potrzebna była szybka reakcja, a tu w jednym ze szpitali pulmonolog na urlopie. Nie pozwolono mi z nim już jechać do drugiego szpitala, bo z racji przepisów musiała nas zabrać karetka. Także Mały miał atrakcję – io io go wiozło i pan ratownik w czerwonym uniformie. Dla mnie atrakcja była mniejsza, bo oczywiście już się zestresowałam. W drugim szpitalu od razu powiedziano, że do domu nie wracamy, tylko zostajemy na oddziale. Wesoło 😉 Bez auta, bez piżam, klapków, szczoteczek do zębów i wszelkich potrzebnych dodatków. Ale najważniejsze, że już pod opieką i ze wszystkimi potrzebnymi badaniami (saturacja, pobranie krwi, wymaz z nosa i usg płuc). Byliśmy w szpitalu, w którym rodziłam – fantastyczni lekarze, miłe pielęgniarki i ogólnie czułam, że i ja i Syn jesteśmy zaopiekowani.

 

 

 

szpitalni pocieszacze

 

 

 

 

Mężu wyszedł wcześniej z pracy i dowiózł nam wszystkie rzeczy, a przy jego obecności miałam czas na prysznic i chwilę oddechu. W dzień nie było źle, inhalacje co cztery godziny, pobranie krwi, badanie wysycenia płuc tlenem i czas wolny. Najgorsze były inhalacje nocne, o 24 i 4 trzeba było śpioszka rozbudzić na tyle, żeby usiadł i dał sobie przyłożyć maseczkę do twarzy. Co się z tym namęczyliśmy, to moje.. Potem na szczęście szybko zasypiał, apetyt mu dopisywał. Za dodatkową opłatą miałam trzy posiłki dziennie i mogłam spać przy dziecku – bez tego pozostawałoby siedzenie przy jego łóżku, na krześle. Nie wyobrażam sobie spędzić tak ponad dwóch dni.. Na oddziale byli rodzice z wcześniakiem – nie widziałam jeszcze tak maluśkiego dzieciątka.. zawijano go w puchate koce, ogrzewano, podłączano pod różne urządzenia, ale rodzice szczęśliwi, że mogli trzymać je na rękach, a nie w inkubatorze. Przybył też chłopiec z astmą, który tak jak my, trafił do szpitala znienacka, prosto z wizyty u pulmonologa. Jego rodzinka to dopiero miała zaskoczenie – przyjechali ze Świnoujścia pociągiem i nie mieli ze sobą kompletnie nic na okoliczność noclegowania poza domem. Ojciec Tymona wracał pociągiem z córką i dopiero na drugi dzień mógł dowieźć im potrzebne rzeczy. Takie oto życie czasem płata niespodzianki i tak to można sobie coś zaplanować przy małym dziecku 😉 

 

Najważniejsze, że najgorsze za nami, płuca i oskrzela czyste, oddech już spokojny. Jeszcze przez kilka dni czekają nas inhalacje solą fizjologiczną i wracamy do formy. Uff.. A po przybyciu ze szpitala, Mężulek przywitał mnie bukietem kwiatów. Wspaniale jest wrócić do domu..

 

 

 

 

powrót :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s